Aktualnie na stronie przebywa 54 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
DANE PERSONALNE:
Imię i nazwisko: | Giacomo Losi |
Pseudonim: | Core di Roma, Tamburino |
Data urodzenia: | 10.09.1935r. |
Miejsce urodzenia: | Soncino (Włochy) |
Narodowość: | Włoch |
Pozycja na boisku: | Obrońca |
Numer na koszulce: | 5 |
Wzrost: | 168cm |
Waga: | 72kg |
BIOGRAFIA:
Historia Giacomo Losiego jest inna od wszystkich innych opowiadań o wielkich graczach Romy. Jako dzieciak, a potem także jako młodzieniec, Losi nawet nigdy nie zamarzył o występach w żółto-czerwonych barwach rzymskiego klubu. Nigdy nie czuł się emocjonalnie związany z drużyną Giallorossich. Wszystko potoczyło się zupełnie przypadkowo, a później Giacomo… już całe swoje dorosłe życie spędził w Rzymie.
Giacomo Losi urodził się 10 września 1935 roku niedaleko Cremony, w liczącym zaledwie kilka tysięcy mieszkańców Soncino. W wieku 16 lat zapisał się do szkółki piłkarskiej miejscowego Soncinese. Jednak długo nie zagrzał tam miejsca, bowiem upomniało się o niego US Cremonese, które zapłaciło za młodzieńca pół miliona lirów. W Mieście Lutników, Losi spędził kolejne trzy lata swojego życia, doskonaląc swoje umiejętności piłkarskie w drużynach młodzieżowych.
Przełom w jego karierze nastąpił w wieku 19 lat. Latem 1954 roku do jego domu w Soncino listonosz przyniósł telegram informujący, by udał się do Bolonii, aby podpisać kontrakt z drużyną Serie A. Wniebowzięty Giacomo, z wielką satysfakcją o spełnieniu swoich marzeń poinformował całe swoje środowisko w rodzinnej miejscowości – od rodziców, poprzez sąsiadów a na kolegach kończąc. Ale… Kiedy dotarł już pociągiem do siedziby rosso-blu, pokazując zarządcy klubu telegram, ten zdziwionym głosem powiedział: „Ale jaka siedziba? Odstąpiliśmy ciebie Romie i to oni przybywają by podpisać z tobą kontrakt!” Losi poczuł się jakby spadł na niego grom z jasnego nieba. Niedługo potem pojawił się Giorgio Carpi – pełnomocnik z ramienia Renato Sacerdotiego, prezydenta AS Roma. Zmieszany dziewiętnastolatek podpisał kontrakt z rzymskim klubem (Cremonese zainkasowało 8 milionów lirów) i wrócił do domu by oznajmić swą decyzję ojcu. „Tak daleko?!” – krzyknął głosem sprzeciwu rodzic, nie kryjąc rozczarowania, że jego syn nie zagra w jego ukochanej Bolonii. Prawda była natomiast taka, że Bologna mając do wyboru dwóch obrońców – Noliego i Losiego – sięgnęła po tego pierwszego, drugiego odstępując Romie słowami: My chcemy Noliego, wy bierzecie „liliputa”! Fakt, dorosły już Giacomo mierzył zaledwie 168 cm wzrostu, co jednak nie przeszkodziło mu w zrobieniu wspaniałej kariery piłkarskiej. O wielkiej pomyłce, działacze Bologni byli uświadamiani jednak stopniowo…Tymczasem Losi udał się na pociąg do Rzymu mając w portfelu fotki ówczesnych asów drugiej linii żółto-czerwonych: Arcadio Venturiego oraz Raula Bortoletto. Wysiadając na stacji Termini – jak wspominał – myślał, że znalazł się w Nowym Jorku. On, chłopiec z prowincji. Wsiadł do taxi by podjechać pod wskazany wcześniej adres. I choć via del Quirinale – gdzie znajdowała się wówczas siedziba Romy – znajdowała się bardzo blisko dworca kolejowego, taksówkarz zrobił Giacomo wycieczkę przez połowę Rzymu i skasował wszystkie pieniądze, które otrzymał od swojej matki na pierwsze wydatki. Pierwszą noc spędził w pensjonacie na Piazza delle Muse, dzieląc pokój z innymi nabytkami Romy – Galassinim i Sandrim. Nazajutrz Giacomo udał się na trening na Stadio Flaminio i – choć dojrzał wielu ludzi – nikogo nie rozpoznał. Następnie udał się na basen i gdy wszedł do wody, nagle zobaczył przed oczyma znane do tej pory tylko z obrazków postaci ówczesnej Romy – Cardarelli, Ghiggia, Nyers, Galli…
Jednak początkowo w stolicy Italii Losi czuł się bardzo osamotniony. Stan jego przygnębienia potęgował fakt, że całą rundę jesienną sezonu 1954/55 przesiedział na ławce rezerwowych. Angielski trener Romy – Jesse Carver wciąż odkładał debiut nastolatka w pierwszej drużynie. Myśli Giacomo wciąż krążyły wokół – wydawało się – słusznego sprzeciwu ojca, coraz wyraźniejszych kształtów nabierała też idea wyjazdu z Rzymu. Zadebiutował w Serie A dopiero 20 marca 1955 roku. Giacomino później wspominał, że był to jego wielki dzień – po dwóch ligowych porażkach Giallorossich z Lazio i Napoli, Carver zdecydował się na zmianę. Kilka dni przed meczem z Interem trener powiedział Losiemu, że tym razem zagra za Alberto Elianiego. Młody obrońca nie mógł spać kilka nocy, jednak debiut wypadł jak marzenie - Roma wygrała z aktualnymi wtedy mistrzami Włoch 3:0! Z meczu na mecz Losi czuł się na boisku pewniej i do końca sezonu zaliczył jeszcze 7 kolejnych gier (początkowo jako prawy obrońca, później już jako stoper), wnosząc swoją „cegiełkę” do trzeciej lokaty, jaką zajął zespół na mecie rozgrywek. Od razu także stał się ulubieńcem rzymskiej widowni. Przed sezonem 1955/56 trenerską ławkę opuścił Carver, a jego następcą został węgierski szkoleniowiec Gyorgy Sarosi. Madziar od samego początku rozgrywek odważnie postawił na 20-letniego wówczas obrońcę, co zaowocowało jego kolejnymi 30-ma występami w Serie A. Tym samym Losi stał się mocnym punktem Giallorossich. Otrzymał też przydomek Tamburino czyli po prostu Bębenek.
I gdy wydawało się, że skromnego obrońcę w ekipie Romy czeka świetlana przyszłość, do Rzymu zawitał człowiek o nazwisku Busini. Był rok 1958 – jak się później okazało – bardzo ciężki dla Losiego. Ów Busini zaczął piastować funkcję dyrektora technicznego Romy i od początku – delikatnie mówiąc – nie darzył sympatią Tamburino. Na domiar złego zaczął mieszać się do prowadzenia drużyny. Pewny dotąd punkt defensywy Giallorossich coraz częściej zostaje pomijany w ustalaniu wyjściowego składu. W pewnym momencie Losi znów poważnie myślał o opuszczeniu Rzymu. Jednak czarny okres w karierze Giacomino minął wraz z przyjściem do klubu Gunnara Nordahla – wtedy obiecującego już trenera, wcześniej przyjaciela Losiego z jednej drużyny. Męska rozmowa obu panów oraz – po odzyskaniu formy – gwarancja występów w pierwszym składzie radykalnie zmieniły pomysły środkowego obrońcy co do swojej przyszłości. Po niedługim czasie znów błyszczał jako filar obrony. Ba, został także na długie lata kapitanem Giallorossich!
Wysoka forma oraz charyzma Losiego nie uszła uwadze trenera kadry narodowej Giuseppe Vianiego, który powołał go na towarzyski mecz z drużyną Hiszpanii rozegrany 13 marca 1960 roku w Barcelonie. Ówczesnym selekcjonerem reprezentacji Hiszpani był Helenio Herrera – człowiek, z którym obrońca Romy jeszcze nie raz zetknął się podczas jego dalszej kariery (o tym nieco później). I choć Italia przegrała 3:1, to Losi na dłużej zagościł w szeregach Squadra Azzurra. Także następca Vianiego – Giovanni Ferrari obdarzył zaufaniem obrońcę Romy i zabrał go na MŚ rozgrywane w egzotycznym Chile. Tam Giacomo rozegrał dwa spośród trzech meczów, które jednak chluby włoskiej piłce nie przyniosły. Po mundialu Ferrariego zastąpił Edmondo Fabbri a Losi zakończył swoją przygodę z reprezentacją narodową na 11 występach (jeden mecz rozegrał nawet jako kapitan). I choć na krajowym podwórku trudno było myśleć kibicom o wielkich sukcesach, to na pewno sezon 1960/61 utkwił w ich pamięci z dwóch powodów. 8 stycznia Roma rozgrywała w Rzymie ligowy mecz z Sampdorią Genua. Niedługo po rozpoczęciu gry kontuzji kolana doznał pomocnik Egidio Guarnacci. Jako, że w tamtych czasach nie można było jeszcze dokonywać zmian zawodników w trakcie meczów, Roma musiała sobie radzić na placu gry w osłabieniu. Jak wiadomo – nieszczęścia chodzą parami – i niedługo potem także Losi, po wejściu Brighentiego, padł jak rażony na murawę boiska. Jednak pomimo okropnego bólu Giacomo nie chciał zostawić kolegów z zespołu w dziewiątkę. Zaciskając zęby zagrał jako skrzydłowy, jednak Giallorossi na 16 minut przed końcem spotkania stracili gola i przegrywali 1:2. Trzy minuty później do wyrównania doprowadził Pedro Manfredini, a po upływie kolejnych 120 sekund stadion oszalał z radości. Po dośrodkowaniu Lojacono z rzutu rożnego na „długi” słupek – mimo asysty dwóch rosłych obrońców – właśnie skromny wzrostem Losi głową wyprowadził Romę na prowadzenie 3:2!!! Był to pierwszy gol w Serie A Tamburino! Dzięki postawie podczas tego meczu stał się ulubieńcem rzymskich kibiców, otrzymując od nich wielce wymowny przydomek „Core de Roma” (Serce Romy). Kilka miesięcy później, jako kapitan, doprowadził swoją drużynę do pierwszego międzynarodowego sukcesu – zdobycia Pucharu Miast Targowych. W finałowym dwumeczu Roma okazała się lepsza od Birmingham City (2:2 na wyjeździe i zwycięstwo 2:0 w Rzymie).
W następnych sezonach „Core de Roma” potwierdził swoją wartość grając regularnie oraz prezentując zawsze wysoką i stabilną formę. W 1964 roku jako pierwszy kapitan Giallorossich wznosi w górę Puchar Włoch. Stało się tak dzięki pokonaniu w powtórzonym meczu w mieście Fiata Torino 1:0 (pierwszy mecz rozegrany w Rzymie zakończył się wynikiem bezbramkowym). W Serie A Romie wiodło się bez rewelacji – zespół zazwyczaj prezentował się bardzo przeciętnie, zajmując na koniec rozgrywek miejsca w środkowej strefie tabeli. Nic więc dziwnego, że nowo wybrany prezydent klubu – Alvaro Marchini snuł dla znużonych kibiców mocarstwowe plany. Gwarantem sukcesów miał być w pierwszej kolejności wybitny trener. Padło na Helenio Herrerę, który miał za sobą złoty okres z ekipą Interu Mediolan. I rzeczywiście – Mag od razu zaczął robić porządki w drużynie. Po ośmiu meczach sezonu 1968/69 (porażka w 8 kolejce w Weronie 2:0) lekką ręką, grubą, czerwoną kreską skreślił ze swojej listy aktualnego wówczas kapitana i długoletniego obrońcę Giallorossich. Bez słowa wyjaśnienia… Następcą Losiego okazał się równie silny i sprawny Sergio Santarini. Murem za 33-letnim wówczas Losim stanął cały piłkarski Rzym, lecz apodyktyczny Herrera nic sobie z tego nie robił. Losi miał jeszcze wielką siłę w nogach oraz ogromne serce do gry, lecz do końca rozgrywek nie zagrał już ani minuty. Pod koniec sezonu zadzwonił do niego klubowy portier mówiąc, że chce dostarczyć mu kopertę. Znajdowała się w niej karta zawodnicza Losiego oraz propozycja rozegrania pożegnalnego meczu. Giacomo z honorem odparł, że jeszcze nie czas…
Mecz w Weronie był jego 386 i zarazem ostatnim występem w barwach Romy. Liczba 386 przez 39 lat i 3 miesiące była rekordowa pod względem występów w barwach Romy w rozgrywkach ligowych. Dopiero 27 lutego 2008 roku ów rekord z tabel wymazał Francesco Totti, który w meczu na San Siro z Interem Mediolan zaliczył 387 występ w Serie A. Jednak Giacomo Losi na zawsze pozostanie w pamięci kibiców Giallorossich jako Core de Roma. Skromny człowiek o wielkiej sportowej ambicji, który zawsze szanował przeciwnika.
Bardzo rzadko był kontuzjowany, stąd między innymi imponująca liczba występów w Serie A. W sumie oddał rzymskiemu klubowi 15 lat swojego życia. Jego zaletą były odważne, czasami wręcz akrobatyczne interwencje, nie bał się podejmować ryzyka. Co ważne, interweniował w znakomitej większości czysto, z poszanowaniem nóg rywala - nigdy nie został ukarany czerwoną kartką, żółtą otrzymał tylko jeden jedyny raz. To ewenement na skalę światową, jeśli zwrócimy uwagę na to, że był on przecież środkowym obrońcą. W prawidłowych decyzjach pomagał mu na boisku dodatkowy zmysł, który pozwalał bezbłędnie odczytywać reakcje rywala i – tym samym – wyprzedzać jego zamiary. Choć nie grzeszył wzrostem, posiadał dużą siłę fizyczną. Giacomino – według ludzi, którzy go znają – powinien być stawiany jako wzór do naśladowania dla profesjonalisty, dla młodzieży, dla każdego człowieka. I tylko wielka szkoda, że na zakończenie swojej piłkarskiej przygody potraktowany został przez ówczesne władze Romy jak pierwszy lepszy grajek z lokalnego podwórka...
SUKCESY I FAKTY:
Serie A: 386 meczów, 2 gole;
Puchar Włoch: 1964 i 1969 - 28 meczów;
Puchar Miast Targowych (U.E.F.A.): 1961 - 36 meczów;
Reprezentacja: 11 meczów.
Sezon | Klub | Rozgrywki Ligowe | |
Mecze | Bramki | ||
1968/1969 | AS Roma (Serie A) |
8 | 0 |
1967/1968 | AS Roma (Serie A) |
27 | 0 |
1966/1967 | AS Roma (Serie A) |
30 | 1 |
1965/1966 | AS Roma (Serie A) |
30 | 0 |
1964/1965 | AS Roma (Serie A) |
34 | 0 |
1963/1964 | AS Roma (Serie A) |
29 |
0 |
1962/1963 | AS Roma (Serie A) |
33 | 0 |
1961/1962 | AS Roma (Serie A) |
34 | 0 |
1960/1961 | AS Roma (Serie A) |
32 | 1 |
1959/1960 | AS Roma (Serie A) |
34 | 0 |
1958/1959 | AS Roma (Serie A) |
18 | 0 |
1957/1958 | AS Roma (Serie A) |
9 | 0 |
1956/1957 | AS Roma (Serie A) |
30 | 0 |
1955/1956 | AS Roma (Serie A) |
30 | 0 |
1954/1955 | AS Roma (Serie A) |
8 |
0 |
1953/1954 | US Cremonese (Serie C) |
39 | 1 |
1952/1953 | US Cremonese (Serie C) |
29 | 1 |
RAZEM |
454 | 4 |