Serwis ASRoma.pl wykorzystuje pliki cookies w celu świadczenia usług, dostosowania serwisu do preferencji użytkowników oraz w celach statystycznych. Możesz zawsze wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza, że cookies będą zapisane w pamięci urządzenia. Więcej w Polityce prywatności. Korzystając z serwisu akceptujesz także postanowienia zawarte w Regulaminie ZROZUMIAŁEM I AKCEPTUJĘ
Aktualnie na stronie przebywa 51 gości oraz 0 użytkowników!
Zarejestruj
zapamiętaj logowanie
- przypomnij hasło -
zapamiętaj logowanie
- przypomnij hasło -

Aleja Gwiazd - Franco Tancredi

Aleja


 DANE PERSONALNE:

Imię i nazwisko: Franco Tancredi
Pseudonim: Mister pararigori
Data urodzenia: 10.01.1955r.
Miejsce urodzenia: Giulianova (Włochy)
Narodowość: Włoch
Pozycja na boisku: Bramkarz
Numer na koszulce: 1
Wzrost: 176cm
Waga: 72kg

 

 

 

 

 

 

 

 

BIOGRAFIA:

AlejaFranco Tancredi urodził się 10 stycznia 1955 roku w nadmorskiej miejscowości Giulianova, położonej w regionie Abruzja. Tam też – w juniorskiej drużynie Giulianova Calcio – rozpoczął swoją piłkarską edukację w 1970 roku. W pierwszej drużynie zadebiutował jako 18-latek w sezonie 1972/73 (rozegrał 8 meczów w Serie C). Szybko stał się jednak podstawowym golkiperem Giulianovy – wprawdzie w sezonie 1973/74 jego zespół uplasował się w środku tabeli, jednak 37 dobrych i równych występów w sezonie dało impuls obserwatorom Milanu by ściągnąć nastolatka na San Siro. Tam jednak czekało na niego bardzo trudne wyzwanie w postaci rywalizacji z doświadczonym, 35-letnim Enrico Albertosim (do Milanu przybył z Cagliari w tym samym czasie co Tancredi). W oczach ówczesnego trenera Milanu – Gustavo Giagnoniego batalię o miejsce między słupkami wygrał Albertosi.

Franco został zmiennikiem swojego starszego kolei i przez dwa lata nawet nie powąchał piłki w oficjalnym meczu. Dwa lata stagnacji dla młodego bramkarza to sporo. Dlatego też przed sezonem 1976/77 Tancredi zdecydował się przyjąć ofertę drugoligowego Rimini. Zaplanowany krok wstecz okazał się dla Franco zbawienny – znów czarował na boiskach świetnymi interwencjami a Rimini – mimo, że w końcowej tabeli zajęło dopiero 12 pozycję – posiadało jedną z najbardziej szczelnych defensyw w Serie B. Do Milanu było mu jednak wciąż daleko, gdzie w bramce nadal rządził wiecznie młody Albertosi.

Latem 1977 roku pomocną dłoń do zniecierpliwionego Tancrediego wyciągnął… Gustavo Giagnoni, zwolniony zimą 1976 roku z funkcji trenera rosso-nerich. W tamtej chwili został on świeżo upieczonym trenerem Romy (wtedy też swój pierwszy trenerski cykl zakończył w Romie Nils Liedholm) i nie zapomniał o utalentowanym bramkarzu z Mediolanu; w porozumieniu z prezydentem Anzalone ściągnął 22-letniego gracza do stolicy Włoch. W Rzymie nikt mu jednak nie obiecywał łatwej drogi i pewnego miejsca w bramce Giallorossich. A tam, od dobrych 4 lat królował Paolo Conti – uznawany za najlepszego, obok Dino Zoffa, włoskiego bramkarza. Nic więc dziwnego, że sezon 1977/78 to powtórka z mediolańskiej historii – ławka,ławka,ławka… Także w następnym sezonie nie było wcale lepiej, a debiutanckie i jedyne 45 minut gry w meczu z Veroną na Stadio Olimpico (28 styczeń 1978) nie mogło osłodzić goryczy poczucia wiecznego rezerwowego. Los zaczął się uśmiechać do Tancrediego dopiero w sezonie 1979/80. Na ławkę trenerską Romy powrócił Nils Liedholm. Po 5 kolejkach kontuzji doznał Conti i 21 października 1978 roku na Stadio Friuli w Udine Franco Tancredi rozegrał pierwszy pełny mecz między słupkami Giallorossich. Tydzień później 23-letniego „portiere” czekało dużo większe przeżycie i to nie tylko w aspekcie sportowym. 28 października Tancredi uczestniczy w pierwszych w jego karierze derbach Rzymu. Były to najtragiczniejsze derby w historii, bowiem od odpalonej na Curva Sud racy zginął kibic Lazio – Vincenzo Paparelli. Osiągnięty w surrealistycznej atmosferze remis 1-1 był rezultatem jedynie właściwym a ciekawostką pozostawał fakt, że pierwszym piłkarzem, który pokonał Tancrediego w bramce Romy był… jego klubowy kolega, Francesco Rocca. Do końca sezonu niezdecydowany Liedholm żonglował nazwiskami Tancrediego i Contiego, stawiając w bramce Romy raz na jednego, to znów na drugiego. Efektem roszad był fakt, że Roma posiadała jedną z najbardziej dziurawych formacji defensywnych w Serie A.

Tymczasem dzień, który odmienił piłkarskie życie Tancrediego, dzień w którym wreszcie udowodnił swą wyższość nad swym bramkarskim rywalem miał miejsce już po zakończeniu regularnego sezonu Serie A. 17 maja 1980 roku, na Stadio Olimpico w Rzymie rozgrywano finał Pucharu Włoch między zespołami Romy i Torino. W czasie regulaminowego czasu gry oraz podczas dogrywki żadnej z drużyn nie udało się trafić do bramki rywala, więc sędzia Michelotti z Parmy zgodnie z regulaminem zarządził konkurs rzutów karnych. I królestwo dla tego, kto twierdził, że Puchar zdobędzie Roma w momencie, gdy rzymianie przegrywali 1-2 i do piłki podchodził pomocnik Torino, Giuseppe Greco, by wykonać ostateczną egzekucję. Tancredi jednak pewnie broni jego strzał, potem karne na gole zamienili Santarini i Ancelotti a golkiper Giallorossich, jak w transie, obronił kolejne strzały z 11 metrów w wykonaniu Pecciego i Zaccarellego. Cóż za zwrot wydarzeń - Puchar dla Romy, Tancredi wielkim bohaterem! La Gazzetta dello Sport podkreślając ogromny wkład Franco w zdobycie Pucharu Włoch napisała krótko: „Tancredi dice Roma” (Tancredi mówi Roma). Ten mecz odmienił bardzo wiele. Roma poczuła się na tyle pewnie, że zaczęła skutecznie rywalizować z najlepszymi a sam Tancredi w rzymskiej drużynie na wiele, wiele lat zmonopolizował pozycję bramkarza. Dość powiedzieć, że przez 258 ligowych meczów nie schodził ze swojego posterunku, co w czasie oznacza prawie 9 lat nieprzerwanej gry! Żadnych uników, żadnych chorób. Obywało się także bez kontuzji, chociaż… był jeden brzydki wyjątek, ale o tym nieco później.

Wracając jednak do chronologii wydarzeń – swój bramkarski kunszt Franco potwierdził także rok później w analogicznej sytuacji. Znów finał Pucharu Włoch, znów pojedynek z Torino – tym razem jednak jako dwumecz. 13 czerwca 1981 roku – 1-1 w Rzymie, tydzień później w Turynie, po 120 minutach gry, identyczny rezultat. I znów znajomy pan Michelotti z Parmy zarządza konkurs karnych. Tym razem Tancredi broni jedenastki wykonywane przez Pecciego oraz Grazianiego i Puchar Włoch pozostaje w rękach Giallorossich. Po tym sukcesie włoscy fachowcy wypytywali Tancrediego o receptę na obronę karnych. Mister „pararigori” – taki pseudonim otrzymał Tancredi – nie miał jakieś wielkiej tajemnicy. Wszystko wydawało się proste: bramkarz do końca stoi na nogach, potem szybko obiera sobie róg bramki i interweniuje. A że zazwyczaj wybierał on właściwy moment i stronę swojej świątyni? Resztę dopełniała jego niesamowita zwinność i szybkość reakcji.

Nils Liedholm był już pewien, że z bramkarzem takiej klasy może powalczyć o najwyższe cele. I nie pomylił się. Co nie udało się w 1981 roku, udało się wreszcie w 1983. W dobie sukcesu zazwyczaj mówi się o tych, którzy strzelają piękne gole, finezyjnie rozgrywają piłkę. Samotność bramkarza jest okrutna. Jednak trudno ukryć, że scudetto wywalczone w 1983 roku przez chłopców Liedholma to także ogromna zasługa grającego na równym, wysokim poziomie Franco Tancrediego. Spokój, jaki dawał on swoim obrońcom doprawdy trudno było przecenić. Wielokrotnie po meczach wybierany był najlepszym graczem Giallorossich. I trudno byłoby tutaj opisywać wszystkie niesamowite parady bramkarskie w jego wykonaniu. Ale na jednej warto się na chwilę skupić. Mecz Verona-Roma, według Tancrediego spotkanie decydujące o losach scudetto. Wynik remisowy, ostatnia minuta meczu – Tancredi rzucając się przed siebie przecina dośrodkowanie z lewej strony. Piłka trafia jednak do stojącego niedaleko bramki Ezio Selli. Jednak Tancredi potrafił nie tylko szybko wstać z murawy, ale także odpić piłkę po uderzeniu Selli z 2 metrów a także wygarnąć futbolówkę spod nóg mającego ochotę na dobitkę nadbiegającego rywala! Obok Pietro Vierchowoda był jedynym graczem, który wziął udział we wszystkich meczach w drodze po mistrzostwo Włoch. To, że nie rozegrał kompletu minut w mistrzowskim sezonie „zawdzięcza” jedynie gestowi Liedholma, który w ostatnim meczu z Torino wpuścił na plac gry rezerwowego bramkarza Franco Superchiego, uznając, że on również powinien zapisać scudetto w swoim CV.

Tancredi nie zwalniał tempa także w następnym sezonie. Znów komplet występów w Serie A, dodatkowo występy w Pucharze Włoch i – co najważniejsze – w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych. Wspaniałe pojedynki z IFK Goeteborg, CSKA Sofia, Dynamo Berlin i Dundee Utd zaprowadziły rzymian na Stadio Olimpico, gdzie zaplanowano rozegranie finału najważniejszego z europejskich pucharów. I gdy po 120 minutach gry przeciwko Liverpoolowi rezultat był nierozstrzygnięty, wielu kibiców Giallorossich było święcie przekonanych, że w konkursie „jedenastek” mister „pararigori” da popis swoich bramkarskich umiejętności. Niestety, ten jeden jedyny raz Tancredi zapomniał o sztuce obrony karnych. Anglicy strzelali jak chcieli i gdzie chcieli, wykorzystując komplet swoich szans. Ze strony Romy pudłował i Conti, i Graziani a wyśniony, wymarzony Puchar odjechał w przenikliwej stadionowej ciszy na Wyspy Brytyjskie. Miesiąc później Franco Tancredi zdobywa swój trzeci Puchar Włoch z Romą (wygrana w dwumeczu z Veroną).

Pomimo niepowodzenia w meczu z Liverpoolem, kariera Franco wciąż nabierała tempa. Na przełomie lipca i sierpnia 1984 roku wziął on udział w XXIII Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles. Wprawdzie zmodyfikowana na potrzeby turnieju reprezentacja Italii medalu nie zdobyła (przegrała mecz o III miejsce z Jugosławią), to Tancredi zaprezentował się na tyle dobrze by zwrócić uwagę na siebie samego Enzo Bearzota. Selekcjoner kadry narodowej szukał następcy dla Dino Zoffa, który w wieku 41 lat postanowił zawiesić buty na kołku. Oczywiście w odwodzie był Ivano Bordon (wieloletni zastępca Zoffa), lecz jego 33 lata i coraz słabsze umiejętności nie dawały mu wielkich szans na reprezentacyjny angaż. Bramkarz Romy zadebiutował w pierwszej reprezentacji zaraz po Igrzyskach, 24 września w meczu przeciwko Szwedom (1-0), rozgrywanym na mediolańskim San Siro. I był to na tyle obiecujący występ, że Bearzot postanowił zaufać Tancrediemu także w następnych meczach towarzyskich (Italia przygotowywała się do meksykańskiego mundialu jako obrońca tytułu mistrza świata i nie musiała brać udziału w grach eliminacyjnych). Tymczasem rywalem Franco do roli reprezentacyjnego golkipera był Giovanni Galli – 27-letni bramkarz Fiorentiny, który i owszem – w zespole klubowym miewał kapitalne występy, jednak w kadrze narodowej nigdy nie zachwycał. I w powszechnej opinii fachowców to właśnie Tancredi wygrał tą bramkarską rywalizację z Gallim, więc jakież było zdziwienie publiki, kiedy kilka godzin przed pierwszym meczem na Mexico ’86, Bearzot zdecydował się na zmianę i postawił jednak na golkipera Violi. Galli grał jak zawsze, czyli: niepewnie, statycznie i bezbarwnie. Jednak konserwatywny trener swej decyzji nie zmienił już do końca turnieju. Tancredi cały mundial przesiedział na ławce rezerwowych. I małym pocieszeniem był dla niego fakt, że do dziś uważa się ową decyzję Bearzota za coś niezrozumiałego i kompletnie błędnego. Selekcjoner za swą zachowawczość zapłacił posadą, natomiast jego następca – Azeglio Vicini postawił na Waltera Zengę. Reprezentacyjna karta Franco Tancrediego zamknęła się na 12 występach.

AlejaNa włoskim podwórku Tancredi jednak wciąż czarował wysoką i równą formą. W sezonie 1985/86 zdobył z Romą tytuł wicemistrza Włoch a także po raz czwarty uniósł w górę Puchar Włoch – tym razem w pokonanym polu pozostała Sampdoria Genua. Z kolei sezon 1986/87 to czas zmian w zespole Giallorossich, więc wielkich wyników nie było. Natomiast kolejny sezon zapamiętany został głównie poprzez brzydki incydent z udziałem rzymskiego bramkarza, który mógł skończyć się tragicznie. 13 grudnia 1987 roku w meczu 11 kolejki Serie A Milan gościł na San Siro Romę. Do przerwy wynik bezbramkowy, zawodnicy wychodzą po 15 minutach na murawę, zajmują swoje miejsca na boisku i… nagle potworny huk ucisza tłum, który widzi upadającego przed własną bramką Tancrediego. Dwie petardy rzucone z premedytacją przez kibiców Milanu trafiły golkipera Romy w momencie wybuchu. Ogłuszony Tancredi natychmiast traci przytomność i zniesiony przez sanitariuszy na noszach, trafia do jednego z mediolańskich szpitali. Mecz wygrywa Milan po strzale z rzutu karnego Paolo Virdisa (zastępujący Tancrediego młody Angelo Peruzzi nie miał nic do powiedzenia), jednak Giudice Sportivo przyznaje Romie walkower 2-0. Sam Tancredi szybko wrócił do zdrowia i już tydzień później w pełni sprawny stanął między słupkami bramki Giallorossich. Tym samym kolejny – już 8 z kolei – sezon zamknął z rozegranym kompletem meczów w Serie A a jego Roma na mecie rozgrywek zajęła dobrą, 3 lokatę.

Sezon 1988/89 to koniec pewnej epoki dla Tancrediego. W 15 kolejce – po serii słabszych występów (m. in. porażki Romy z Lazio, Juventusem i Milanem), odbywający swój trzeci cykl trenerski w Romie Nils Liedholm, decyduje się na rzecz niebywałą – po 258 meczach w wyjściowym składzie sadza na ławce rezerwowych doświadczonego golkipera i postanawia zaufać młodemu Peruzziemu. Passa Tancrediego trwała aż 9 lat bez trzech miesięcy – od 27 kwietnia 1980 do 29 stycznia 1989 roku. Po 3 meczach spędzonych w rezerwie, dla Tancrediego znów nastały lepsze chwile. A to za sprawą samego prezydenta Dino Violi, który nie wytrzymując nerwowo po kompromitującej porażce na Stadio Olimpico z Pescarą 1-3, zwolnił Liedholma a trenerskie stery powierzył dotychczasowemu trenerowi Primavery – Luciano Spinosiemu. Ten, nie namyślając się długo, przywraca Tancrediego do bramki Giallorossich. Osiągnięcia Spinosiego były jednak marne (2 remisy i dwie porażki), więc prezydent Romy szybciutko przeprosił się z Liedholmem. Uparty szwedzki trener znów postawił na Peruzziego i dopiero 4 gole wbite młodemu golkiperowi Romy przez Milan, pozwoliły Tancrediemu rozegrać między słupkami 3 ostatnie mecze w sezonie.

Jednak latem 1989 roku Dino Viola postanawia zatrudnić nie tylko nowego trenera (zostaje nim Gigi Radice), ale przede wszystkim bramkarza. Z Verony pozyskany zostaje 27-letni Giovanni Cervone, natomiast w odwrotnym kierunku podąża Angelo Peruzzi (na zasadzie wypożyczenia). Dni Tancrediego wydają się policzone. I rzeczywiście – Radice śmiało stawia na Cervone, a Tancredi może liczyć co najwyżej na wygodny fotelik na ławce rezerwowych. Ale jeszcze raz okazał się niezbędny niczym koło ratunkowe. W 27 kolejce kontuzji doznaje Cervone i do końca sezonu kibice Giallorossich mają okazję śledzić popisy 35-letniego już golkipera z Giulianovy. Tancredi, jak zawsze, nie zawodzi, a wygrane derby na Stadio Flaminio dzięki jego niesamowitym paradom bramkarskim są do dziś wspominane z rozrzewnieniem. Ostatni mecz sezonu w Bolonii, okazał się równocześnie jego ostatnim występem w bramkarskiej koszulce Romy.

Od Dino Violi otrzymuje propozycję pracy trenerskiej z bramkarzami Romy, jednak Tancredi czuje się jeszcze na tyle pewnie, że postanawia odejść do Torino. Tam zostaje zmiennikiem dla Luki Marchegianiego i rozgrywa jeszcze 6 meczów w Serie A. Po skończonym sezonie 1990/91 powraca do Rzymu. W życiu Tancrediego rozpoczyna się nowy rozdział. Latem 1991 roku, w sztabie szkoleniowym Romy zostaje trenerem bramkarzy pierwszej drużyny. Ottavio Bianchi, Vujadin Bośkov, Carlo Mazzone, Carlos Bianchi, Nils Liedholm – oni wszyscy ufali trenerskim umiejętnością Tancrediego. Jednak kolejny trener Romy, Zdenek Zeman przybył do Trigorii w pakiecie ze swoim sztabem szkoleniowym i dla Tancrediego zabrakło pracy. Miał dwa wyjścia – po 6 latach trenerskiej współpracy obrazić się na klub i pójść na urlop lub przyjąć pracę w sektorze młodzieżowym Romy. Tancredi jednak schował swój honor głęboko do kieszeni, degradację przyjął z godnością i postanowił uczyć bramkarskiego rzemiosła młodzież w Trigorii. Robił to przez kolejne 7 lat. W maju 2004 roku zmęczony i zniechęcony , po 12 latach pracy w rzymskim klubie, przystaje na propozycję dalszej współpracy złożoną mu przez Fabio Capello. Obaj opuścili Romę i niespodziewanie zakotwiczyli w Juventusie Turyn. Gniew kibiców Romy skupił się przede wszystkim na osobie Fabio Capello, który opuścił Romę w mało elegancki sposób. Z kolei Tancredi dowiedział się, co sądzą o nim rzymscy kibice w 2007 roku, kiedy to zjawił się na obchodach 80-lecia AS Roma i przywitany został na Stadio Olimpico burzą… gwizdów. To niewątpliwie bardzo zabolało Tancrediego. Nieco później zdecydował się opowiedzieć o swoich motywach opuszczenia Romy w szczerym wywiadzie – i jak się okazało – niekoniecznie prawda była taka, jaką malowali ją kibice Romy…

Po 7 latach rozłąki drogi Franco Tancrediego oraz Romy, szczęśliwym zrządzeniem losu, znów mogły się spotkać. Jak do tego doszło? Otóż, rzymski klub będący w końcowej fazie przejścia z rąk rodziny Sensich na rzecz Thomasa DiBenedetto, poszukiwał odpowiedzialnych ludzi na najważniejsze stanowiska w zarządzie. Przyszły prezydent Romy postawił na Franco Baldiniego (opuścił razem z Capello i Tancredim tonącą Romę w 2004 roku) i mianował go swoją prawą ręką. Baldini mając swobodę działania od razu zadzwonił do Tancrediego z propozycją powrotu do Rzymu. Tancredi nie mógł oprzeć się pokusie powrotu do „domu matki Romy” i – po 12 latach współpracy z Capello w Romie, Juve, Realu Madryt i reprezentacji Anglii – od lipca 2011 roku znów pełni funkcję trenera bramkarzy pierwszego, jak i młodzieżowego zespołu.

Franco Tancredi to wzór człowieka skromnego, mądrego i pracowitego. Właśnie te cechy potrafiły zaprowadzić go na szczyty włoskiej piłki. 13 sezonów w roli bramkarza Romy, obecnie 14 rok pracy jako trener bramkarzy Romy. Pod jego trenerskimi skrzydłami wychowali się tacy bramkarze jak Carlo Zotti, Marco Amelia, Andrea Campagnolo czy Gianluca Curci. Tancredi to człowiek pogodny, otwarty, stonowany, ale także często nieśmiały, mający jednak zawsze uśmiech oraz szacunek dla innych. Był uwielbiany przez kibiców Romy. Curva Sud zawsze podczas meczów skandowała jego nazwisko. Prawdziwy profesjonalista, niesamowicie poważnie podchodził do swoich piłkarskich obowiązków. Zawsze dbał o siebie, nie lubił chorować i odpoczywać, był okazem zdrowia – praktycznie całą swoją karierę przeszedł bez żadnej poważnej kontuzji. To wszystko pozwoliło mu osiągnąć niesamowity wynik kolejnych, 258 ligowych gier. Jak podkreślał – reprezentowanie barw Romy było dla niego zawsze niesamowitym przeżyciem, które napawało go dumą i radością.

Pośród szeregu cech składających się na niesamowitą sprawność psychofizyczną Tancrediego – zwinność, szybkość, refleks, skoczność – natura poskąpiła mu tylko jednego, mianowicie – wzrostu. Podczas kariery mierzył jedynie 176 centymetrów wzrostu. Być może brakujące centymetry nie pozwoliły mu osiągnąć jeszcze więcej? Być może poprzez ten dyskomfort wypuścił piłkę z rąk (ewidentnie przecież faulowany w wyskoku przez napastnika „The Reds”) podczas finałowego meczu PEMK z Liverpoolem, co po sporym zamieszaniu spowodowało utratę gola i – w konsekwencji – najcenniejszego piłkarskiego trofeum w Europie? Być może brak tych przeklętych centymetrów kazały Bearzotowi na kilka godzin przed rozpoczęciem Mundialu w Meksyku postawić na wyższego o 11 centymetrów Galliego? Ile jeszcze karnych mógł obronić mając tych kilka centymetrów więcej?

W 2004 roku kibice Giallorossich przypięli mu łatkę zdrajcy. Powodem tego było jego odejście (wraz z trenerem Capello) do znienawidzonego rywala, Juventusu. Sam Tancredi swojego odejścia nigdy nie traktował jednak jako błąd. Błędem natomiast – w jego mniemaniu – był fakt, że zamiast wyjaśnić rzymskim kibicom powody swojej rozłąki z Romą, zrobił to w iście angielskim stylu – bez rozgłosu i bez komentarzy. Z pewnością uniknąłby osobistego dramatu i upokorzenia podczas święta 80 rocznicy powstania rzymskiego klubu. Dopiero po zdarzeniach jubileuszowych zdecydował się wyjawić motywy swoich decyzji, które rzucają diametralnie inne światło na osobę Franco. Bo czyż zdrajcą można nazwać kogoś, kto poświęcił 26 lat swojego życia Romie? Czy zdrajcą można nazwać kogoś, kto dla dobra klubu zgadza się na przejście do sektora młodzieżowego i – mimo, że miało to być rozwiązanie tymczasowe – poświęca tej pracy 7 kolejnych lat swojego życia a w tym czasie nikt nawet nie pyta, czy jest zadowolony ze swej pracy, którą notabene wykonywał zawsze bardzo rzetelnie? Czy zdrajcą można nazwać kogoś, kto chce rozwijać się jako trener a w będącej w 2004 roku w rozsypce Romie (po rezygnacji Baldiniego) nie ma nawet odpowiedniej osoby by przedyskutować jego przyszłość w Trigorii? Wreszcie – czy zdrajcą można nazwać kogoś, kto przyjmując ofertę współpracy od Fabio Capello, tak naprawdę nie miał pojęcia, że trafi do Juventusu? Oceńcie sami. Bo dla zdecydowanej większości kibiców Romy Franco Tancredi to postać kultowa, jeden z najważniejszych – o ile nie najważniejszy – bramkarz w historii stołecznego klubu. Jeden z najbardziej ukochanych graczy ery Dino Violi. Odpowiedni człowiek, który wreszcie wrócił na odpowiednie miejsce.

Opracowanie: RoMaO

 

Aleja

 

SUKCESY I FAKTY:

Serie A: 294 meczów (w tym 288 gier w AS Roma);
Serie B: 28 meczów;
Serie C: 45 meczów;
Mistrzostwo Włoch: 1983;
Puchar Włoch: 1980, 1981, 1984, 1986;
Reprezentacja Włoch: 12 meczów;

 

Sezon Klub Rozgrywki Ligowe
Mecze Bramki

1990/1991 AC Torino
(Serie A)
6 0

1989/1990 AS Roma
(Serie A)
7 0

1988/1989 AS Roma
(Serie A)
22 0

1987/1988 AS Roma
(Serie A)
30 0

1986/1987 AS Roma
(Serie A)
30
0

1985/1986 AS Roma
(Serie A)
30 0

1984/1985 AS Roma
(Serie A)
30 0

1983/1984 AS Roma
(Serie A)
30 0

1982/1983 AS Roma
(Serie A)
30 0

1981/1982 AS Roma
(Serie A)
30 0

1980/1981 AS Roma
(Serie A)
30 0

1979/1980 AS Roma
(Serie A)
18 0

1978/1979 AS Roma
(Serie A)
1 0

1977/1978 AS Roma
(Serie A)
0 0

1976/1977 Rimini
(Serie B)
28 0

1975/1976 AC Milan
(Serie A)
0 0

1974/1975 AC Milan
(Serie A)
0 0

1973/1974 Giulianova Calcio
(Serie C)
37 0

1972/1973 Giulianova Calcio
(Serie C)
8 0

RAZEM

367 0

 

 

Ostatnio zmodyfikowano: 8 lat temu
Kartka z kalendarza
    Wydarzenie na dzisiaj (2025-04-3):
    • Brak
Shoutbox
  • majkel; 2 lata temu

    Chcielibyśmy poinformować, że w ciągu kilku najbliższych dni mogą występować problemy z wejściem na nasz serwis, ze względu na prowadzone prace konserwacyjne. Jak tylko zostaną ukończone, damy Wam znać.

  • samber; 2 lata temu

    Torreire wypożyczyć się da, ale to by wymagało podpisania nowego kontraktu w Anglii a potem wypożyczenie z obowiązkiem wykupu np. Da się to zrobić, ale babraniny sporo i ubocznych kosztów też.

  • CanisLupus; 2 lata temu

    Fajnie by Torreira wyglądał obok Maticia w środku pola. Jakby ojciec synka do pierwszej klasy przyprowadził. Różnica wzrostu chyba z 30 centymetrów :D

  • volt17; 2 lata temu

    Plus jak pisał abruzzi, jeszcze odstępne

  • volt17; 2 lata temu

    Szajbus tylko 4,5 to u nas zarabia Abraham i chyba Pellegrini. Więc jak na Romę to byłaby gwiazdorska pensja

  • Barteq; 2 lata temu

    Jakby wziął 3 mln za sezon to powinien być priorytetem. Też uważam że super opcja.

  • Burdisso; 2 lata temu

    Fajny wpis o maticu umieścili na calciomerito :

    https://calciomerito.pl/co-matic-moze-dac-romie/

  • Omen; 2 lata temu

    No też mi się właśnie wydaje idealnym kandydatem dla nas. Niewykluczone też że zgodziłby się na delikatną redukcję zarobków. Ale to nie od nas zależy. Jestem ciekaw kogo mają na oku.

  • Szajbus; 2 lata temu

    Torreira jest wart każdego eurasa z tych 4 mln:
    - Dosyć młody
    - Sprawdzony w lidze a nie kot w worku
    - Sparzył sie na wyspach i w LaLidze, więc raczej nie będzie chciał odejść.

    Urus może nam zapewnić 5 lat stabilizacji w drugiej linii.

  • Omen; 2 lata temu

    Rozumiem

  • abruzzi; 2 lata temu

    Problem jest w tym, że go się nie da już wypożyczyć, bo ma rok do końca umowy. Trzeba zapłacić z 10 mln za kartę plus dosyć wysoki kontrakt

  • volt17; 2 lata temu

    Torreira to 4,5 mln których nie obejmuje dekret zniżkowy

  • As11; 2 lata temu

    Torreira nie wpasowuje się w koncepcję Mourinho, nie ma >185cm wzrostu :D

  • Omen; 2 lata temu

    W sensie że sporo zarabia w Arsenalu tak?

  • Burdisso; 2 lata temu

    Toreira podobno rozmawiał z Mou ale jak już chyba ktoś wspominał problem jest kontrakt

Tabela / Strzelcy - Serie A
Klub M P
1. AC Milan 38 86
2. FC Internazionale 38 84
3. SSC Napoli 38 79
4. Juventus FC 38 70
5. SS Lazio 38 64
6. AS Roma 38 63
Zobacz pełną tabelę
Wyniki Serie A
38. kolejka - 20-22/5/2022
  • Torino
    0 : 3
    Roma
  • Genoa
    0 : 1
    Bologna
  • Lazio
    3 : 3
    Hellas
  • Fiorentina
    2 : 0
    Juventus
  • Atalanta
    0 : 1
    Empoli
  • Spezia
    0 : 3
    Napoli
  • Sassuolo
    0 : 3
    Milan
  • Inter
    3 : 0
    Sampdoria
  • Venezia
    0 : 0
    Cagliari
  • Salernitana
    0 : 4
    Udinese
Ankieta
Czy Twoim zdaniem sprzedaż Zaniolo to dobra decyzja?
  • Tak, ale tylko w obliczu wysokiej oferty. - 62,07%
  • Nie. Zaniolo powinien zostać w Romie. - 31,03%
  • Nie mam zdania. - 6,9%
  • Statystyki strony
    • Newsów: 25606
    • Użytkowników: 2447
    • Ostatni użytkownik: Moozgh
    • Istnieje od: 8075 dni
    • Gości online (anonimowych użytkowników): 51 (0)
    • Użytkownicy online (0):