Aktualnie na stronie przebywa 63 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
(Tonino Cagnucci - Il Romanista) Gdybym jeszcze przed meczem mógł wybrać sposób, w jaki pokonamy Genoę, to powiedziałbym: 1-0 po golu Zaniolo w 91 minucie pod Curva Sud. Powiedziałbym: wyobraź sobie, jaką minę mieliby ci wszyscy, którzy już włożyli mu biało-czarny strój i wysłali do Vinovo w zamian za McKennie’ego i dopłatę (z korzyścią dla nich, chciałoby się dodać), gdyby zobaczyli, co może się wydarzyć, kiedy właśnie on, właśnie w pierwszej sekundzie dogrywki – kwintesencja doliczonego czasu gry – strzeliłby zwycięską bramkę. Wyobraź sobie miny tych wszystkich romanistów, którzy znaleźli się w tamtej chwili, właśnie tam - w tym zakątku świata, który cieszy się największą wolnością. Wyobraź sobie to oszałamiające delirium wrzasków, wyzwolenia, krzyków, nabrzmiałych żył, zgromadzeń, połączenia się – a potem rozkładu – ludzkich ciał w jedną ludzką piramidę, w której splata się sacrum i profanum…
To marzenia, które lecą w dal swobodnie jak Zaniolo w stronę Curva Sud, zrzuciwszy koszulkę, skórę nawet, gdyby to było możliwe, w połowie nago, prosto w ramiona romanistów. Marzenia, które zmieniły się w rzeczywistość, tyle że potem powiedziano ci, że to się jednak nie liczy. Co proszę? Tak nie liczy się. Ja, my, wszystko to, o czym marzyliśmy, co mogliśmy zobaczyć na własne oczy z bliska, z trybun stadionu, z własnej kanapy, z całego świata. Wpadając sobie w ramiona z nieznajomym, przyjacielem, własnym dzieckiem. A potem powiedzieli nam, że to się nie liczy. Co takiego? Nie tylko nie liczy się ten gol, dwa punkty więcej w tabeli - najpiękniejszej z tabel – i zwycięstwo, ale nie liczy się także ten uścisk, w który wziąłeś innych i w który inni cię wzięli. W którym się zagubiłeś i odnalazłeś. Że co proszę? A może nie, może lepiej nie. W tym miejscu lepiej już o nic nie pytać. Trwa właśnie nieprzerwana walka między niedowierzaniem i rozgoryczeniem. To trochę tak, jakby po latach starania się o kobietę twojego życia, ona napisała do ciebie: „Ok, spotkajmy się, kocham cię”, a kilka minut później odkryła, że pomyliła numery. „Przepraszam”. Nieeeee. To nie złośliwość losu, tylko sadyzm. Tyle że tutaj los został skorygowany w salce TV. Zresztą ta kobieta (albo mężczyzna, jeśli wam pasuje), którą kochasz, to już trudno… Ale te uściski wymieniane z kumplami… Co mogę wam powiedzieć? Co powiecie wy?
I to nawet nie jest to samo, co „macie śmietnik w miejscu serca” w ustach Buffona, kiedy odgwizdali mu karnego w 90 minucie, odzierając z marzeń. Ponieważ tam rzeczywiście był karny, ale tego naszego nikt nie widział na żywo, może jakieś wątpliwości pojawiają się, gdy obejrzeć powtórki, ale pomiędzy widzeniem go a nie widzeniem jest cały wszechświat „wedle uznania” sędziego. A to już jest nie do przyjęcia. I jeszcze to, że widzą to, co chcą, robią to, co chcą, a potem decydują tak, jak chcą i, przede wszystkim, na koniec opowiadają o tym tak, jak chcą. Ukradli nam życie, mówiąc, że życiem nie było, podczas gdy my nadal trwamy w zawieszeniu między niedowierzaniem a rozgoryczeniem, w tym momencie, który przeżyliśmy tak mocno, jak rzadko się przeżywa jakikolwiek moment, a który teraz jest ostatecznie stracony.
Ale ty – i mówię tu ogólnie o każdym z was (Nasca, Abisso, Aureliano w Wenecji, Lega Italiana, tv, komentatorzy, którzy chcą wychowywać Zaniolo itd.) – dałeś mi zobaczyć to, co mi odebrałeś. Nie obchodzisz mnie. Mówisz, że nie liczy się coś, co do tej pory czuję i co mnie rozpala Mówisz, że trzeba to anulować, ale ja tego nie zrobię. Nie przechodzi mi i tobie też nie odpuszczę. To trochę jak to niemożliwe dostrzeżenie własnego pochodzenia przez replikanta, słynne statki szturmowe w ogniu sunące niedaleko Pasa Oriona… Ja widziałem radość na twarzy mojego syna i kibiców Romy w sobotnie popołudnie, kiedy patrzyliśmy jak Zaniolo szaleje tam, na dole, podczas gdy my szaleliśmy na górze, w środku, gdziekolwiek się da. I wszyscy mieliśmy oczy aż zbyt piękne… I może właśnie dlatego, „w oczach władzy jesteśmy zbyt mali”. Roma narodziła się po drugiej stronie. Życie romanisty to życie w opozycji. Nikt tak jak romanista, w swoim czasie i swojej „pół-wolności”, nie wie, że dobre władze nie istnieją. Ponieważ władza – jak śpiewał poeta – to tylko śmieci w historii ludzkości i choć jesteśmy tylko dwoma romantycznymi wrakami, spluniemy w twarz niesprawiedliwości, czy to w dzień, czy w nocy. I będziemy tak robić zawsze. Gdybym tamtego wieczoru mógł wybrać, wybrałbym zwycięstwo w 91 minucie. I dziś, mimo wszystko, zrobiłbym to samo. Ponieważ to, co widziałem tam, niedaleko Pasa Oriona, pod Curva Sud, było absolutnie przepiękne.
Komentarze (5)
Ja dalej trzęsę się ze złości po wczorajszym meczu. Scenariusz był niemal idealny, choć rozumiem, że lepiej byłoby rozstrzygnąć to spotkanie wcześniej. W tygodniu konferencji Pinto i pamiętnych słów, ruszyła lawina plotek o Zaniolo w Juve, którą media kontynuują nawet dzisiaj! Przecież to było jak sen. W doliczonym czasie gry, zwycięstwo daje nam ten, którego dziennikarze sprzedali właśnie (a raczej znowu) do Juve. Potem ten faul, który przekreślił wszystko.
Ciężki los Romanisty, zawsze żyjemy w opozycji. Nawet jeśli idzie nam słabo, z naszej winy, z winy trenera, do którego niektórzy są uprzedzeni, którym nie podobał się w momencie przyjścia, a teraz po cichu myślą sobie: a nie mówiłem?
Wszystko jestem w stanie znieść. Ale nie jestem w stanie znieść takiego traktowania. Udawać, że wszystko jest ok. A jeszcze większym szokiem jest dla mnie to, że niektórzy się z tym pogodzili i uznali, że skoro jest się małym to mogą nas tak traktować.
Może retoryka Mourinho jest podobna do tej w innych klubach. Nie mi to oceniać. Chociaż to, że lubił narzekać i się żalić nie jest tajemnicą. Teraz jednak, nie mam wrażenia, że próbuje zrzucić winę za wyniki na innych, a już na pewno nie w takim stopniu, jak innym mogło się wydawać. Raczej broni nas i mówi głośno o tym, co myślą kibice, Przynajmniej ja.
Na siłę robimy z siebie ofiary jakiegoś złowieszczego spisku na podstawie decyzji sędziego która była prawidłowa i plotek z dupy o rzekomym transferze Zaniolo. Dorabianie legendy odwracając kota ogonem i łącząc kropki które nie istnieją.
Poraża mnie ta durna, populistyczna propaganda.
Zawsze najpierw zacząć od siebie i tutaj trzeba szukać przyczyn obecnego stanu rzeczy ale gorące głowy w Rzymie zawszę łatwo zmanipulować...
Sędzia był dość daleko, mógł nie widzieć i VAR jak najbardziej miał prawo interweniować a faul niestety ewidentny. To mogła być piękna historia ale sędzia nie jest od tego by ją współtworzyć.