Aktualnie na stronie przebywa 40 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
„Przeklęte Calgiari!” krzyknęło w tym samym momencie wielomilionowe grono kibiców Giallorossich. Ale czy aby na pewno jest to sformułowanie prawdziwe? Czy to co wydarzyło się w środę wieczorem, świadczy o fatum unoszącym się tuż nad murawą Stadio Sant'Elia? Moim zdaniem nie. Problem tkwi w głowach zawodników. I głowie głów, czyli w Luisie Enrique. Zacznijmy od początku...
Wszyscy doskonale pamiętamy soczystą dyskusję na temat nowego projektu organizacji pracy w naszym ukochanym Klubie. Rzeczony plan działania wywoływał przeróżne reakcje. Od zachwytów po negacje – od nadziei po pesymizm. I kiedy wciąż wszystko co wiąże się z aktualną formą piłkarzy Romy było dla nas tajemnicą, nastąpił przełom w postaci meczu ze Slovanem Bratysława. Zostaliśmy oblani najpierw zimnym potem, a następnie hektolitrami lodowatej wody. Wydawało się, że wyjdziemy z tego silniejsi i że już niedługo futbol w wykonaniu Giallorossich nabierze solidnych rumieńców. Istotnie, stało się tak... Ale dopiero 25 września podczas wyjazdowego meczu z Parmą. Czy nie był to sygnał ostrzegawczy? Czy zarząd nie powinien był wtedy podjąć bardziej radykalnych działań?
Sezon z kolejki na kolejkę się rozkręcał. Apetyty rosły z meczu na mecz. I kiedy wszyscy zaczęliśmy mieć nadzieję na rychłe przełamanie, przegrane derby ostudziły nasz entuzjazm. Lazio otworzyło worek z całym pakietem porażek. Na błędach uczyliśmy się zarówno od Udinese, Milanu, Genoi, Fiorentiny... Na błędach uczyliśmy się od wszystkich i od zawsze! Zupełnie jakbyśmy musieli uczyć się wszystkiego na własnych potknięciach. Zmieniało się ustawienie oraz ogólny skład. W zespole wybuchło kilka konfliktów, ale na szczęście udało się je szybko zneutralizować. Powoli zaczęliśmy wracać do gry. Co prawda w mediach nieustannie odgrzewane były te same informacje dotyczące problemów z uzgodnieniem warunków kontraktu dla De Rossiego, ale wydawało się, że dla ogólnego obrazu atmosfery w klubie nie ma to znaczenia. Wysokie zwycięstwo nad Ceseną połechtało kibicowską dumę. Szkoda, że później wszystko zniszczyły mierne występy przeciwko Juve, Bologni i ostatni blamaż z Calgiari. Znowu usłyszeliśmy o nauce na błędach. Czy piłka nożna to sport cykliczny? Czy niemożliwe jest utrzymanie wysokiej formy przez 6, 7 kolejek?
Bez względu na to jak bardzo kochamy Romę, musimy przyznać że projekt DiBenedetto wymyka się spod kontroli. Oglądając występy naszych gladiatorów nie sposób oprzeć się wrażeniu, że coś jest tutaj wyraźnie nie w porządku. Radosny futbol radosnym futbolem, ale obrona która pozwala strzelić sobie 4 gole nie może być traktowana poważnie. Policzkiem jest także przedłużająca się kwestia kontraktu "Capitano futuro". A najgorszy jest w tym wszystkim brak jakichkolwiek sensownych refleksji. Zapytany o ocenę progresu drużyny w ostatnich dwóch miesiącach, Enrique odpowiada: "Powinniśmy bronić się w 11. Jeśli robimy to w dziesięciu czy dziewięciu, popełniamy błąd. Jestem rozczarowany." Niewątpliwie rozczarowanie trenera jest autentyczne. Niemniej jednak proszę odnieść je do ogółu rozczarowań poszczególnych kibiców. Widać różnicę? Aż chciałoby się krzyknąć: "O co tu chodzi?!" Zawodnicy potrzebują solidnej konserwacji głowy. Trener solidnej reprymendy. Coraz mniej mnie to wszystko bawi, a coraz bardziej męczy. Formacja pomocy wygląda jak bezkształtna klucha, która próbuje nawiązać kontakt z rodzynkami występującymi w ataku. Totti sam tego nie naprawi. Mamy młodość, mamy potencjał. Ale gdzie w tym wszystkim prawdziwa, gladiatorska mentalność i ambicje? Piłka nożna to sport gdzie gra się nogami, ale czymże byłyby nogi bez serca i umysłu? Potrzeba kogoś, kto wpoi zawodnikom rzymskie ideały, bo Luisowi Enrique zupełnie to nie wychodzi.
Pozwolę sobie na małą propozycję. A może by tak przetransformować schematyczne wymówki podczas konferencji prasowych na kilka solidnych, taktycznych schematów? W niedzielę czeka nas kolejny wielki bój. Tym razem Stadio Olimpico będzie bowiem świadkiem pojedynku z Interem Mediolan. I znów, pobiegniemy myślami w stronę naszej Romy. I znów oczekiwać będziemy zwycięstwa. Obyśmy nie przeżyli kolejnego zawodu. Czara goryczy nie jest naczyniem nieograniczonym pojemnościowo. Warto, aby ktoś przypomniał o tym trenerowi Luisowi Enrique i wszystkim powołanym piłkarzom. Nie pozwólmy wyblaknąć żółto-czerwonemu sztandarowi!
Autor: Serpe
Komentarze (13)
Nie musimy wygrać pucharu, nie musimy awansować do LM ale musimy nawet w przegranym meczu pokazać ze zrobiliśmy wszystko co potrafimy i mamy serce do walki. taka była kiedyś Roma.
Baldini klepie go po plecach, podtrzymuje na duchu. Zarząd poklepuje Baldiniego i tak to wygląda. W każdej innej drużynie ten facet nie przetrwał by do stycznia.
A teraz dobrzy fachowcy zeszli z wolnego rynku i nie specjalnie było by kogo zatrudnić.
Najbardziej mnie śmieszy wypowiedź Sabatiniego, jak to chcieli wpoić drużynie styl gry ofensywny z dużym posiadaniem piłki i dlatego skierowali swe oczy na Barcelonę i w efekcie na Luisa Enrique.
Czy w Europie tylko Barcelona gra ofensywną piłkę i utrzymuje posiadanie ? Czy w Europie tylko Guardiola a po nim Enrique znają się na tej strategi i na tym modelu trenerki ?
Kpiną jest fakt iż taka drużyna która buduje się od początku, zupełnie zapomina o takich pozycjach jak boki obrony. Na dzień dzisiejszy tęsknię z Riise bo na tego Angela nie mogę już patrzeć. Tęsknię za Cicinho który przy poczynaniach dwójki Angel i Rosi jest dla mnie zawodnikiem o 2.5-3 klasy lepszym.
Czy co sezon musimy sobie zadawać pytanie: Quo vadis Romo ?
teraz to co mnei dziwi najbardziej to ta bierność wobec palących potrzeb zmian. Przecież od początku sezonu borykamy sie z defensywą, jak odpadł Bandyta to pierwsze wypowiedzi Sabata i całej reszty dawały nadzieję że dostaniemy w styczniu wzmocnienia w jego miejsce. Kto dołączył? kolejne młodziki i szczawiki.
przecież oczywistym jest że nie wygrywa sie spotkać tracąc notorycznie bramki. a u nas ten problem jest tak widoczny ze az oczy szczypią
Można klepać, trzymać piłkę, kontrolować to co się dzieje na boisku, nawet strzelić bramkę czy dwie ale co z tego skoro wystarczą dwa czy trzy podania i nasi obońcy potykają się o własne pięty albo nie wiedzą jak sie zachować, jak ustawić...
Roma nie posiada środków, żeby sprowadzić Ancelottiego. On sam mówił kilka razy, że kiedyś, w dalekiej przyszłości zostanie trenerem Romy.
Kiedy?
Opcja 1 - Nieco wcześniej czyli gdy Roma będzie miała kasę na poziomie Chelsea czy PSG
Opcja 2 - Gdy Ancelotti nabije sobie kiesę aż tak, że trenowanie Romy przyjmie jako emeryturę po swojej dotychczasowej pracy w piłce.
gdzies czytalem (gdzies czyli tu
ale tez mysle ze to niemozliwe
kto rozsadny bylby tym zainteresowany??
na pewno nie troche przypadkowi amerykanie
w barcelonie zbudowano cos wiecej niz druzyne, to jest juz raczej samonapedzajacy sie system gdzie jedni wychowankowie szkola juz nastepnych
ale to trwalo lata, zanim w romie udaloby sie zrobic cos takiego di benedetto dawno by juz nie zyl
wiec czemu mialby byc tym zainteresowany??
amerykanie robia to dla zysku, jesli nie beda mogli zbudowac nowego stadionu, a podobno nie beda mogli, to sie zwina i tyle
I w sumie nie zdziwiłbym się gdybyś miał rację, dawno nie pamiętam u Nas tyle wypożyczeń.
Do tego Enrique jeśli dalej tak będzie grali jak gramy nie może być pewny do końca swojej posady jak to każdy mówi o kilkuletnim projekcie, nie można tu mieć takiej wielkiej cierpliwości, gdy nawet po pół roku dużo rzeczy nie funkcjonuje jak trzeba, najbardziej martwi gra defensywna, masakra z tym.