Aktualnie na stronie przebywa 30 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
Świadkami żenującej porażki byli wszyscy kibice Romy, którzy śledzili mecz rozgrywany na Stadio Via del Mare. Roma poza strzałem Bojana i dwiema okazjami Osvaldo nie zrobiła nic by wygrać ten mecz. Wspomniane sytuacje wcale nie były stuprocentowe. Tak groźne szanse stwarzali tylko gospodarze, którzy przy wyśmienitej postawie napastnika, Luisa Muriela, strzelili Rzymianom aż 4 gole. Szczerze mówiąc po takiej postawie, powinny nastąpić jakieś decyzje, gdyż taka postawa, to już nie porażka, a kpina z kibiców. Dopiero w końcowych 6 minutach gracze Giallorossich z Rzymu, przebudzili się i zdołali strzelić dwa honorowe gole. Nie zmienia to jednak uczucia wstydu jaki przynieśli swoim fanom.
US LECCE - AS ROMA 4:2 (2:0)
Gole: 1:0 22' Muriel, 2:0 44' Di Michele 3:0 49' Muriel, 4:0 56'(rk) Di Michele, 4:1 88' Bojan, 4:2 90' Lamela
Żółte kartki: Delvecchio, Blasi, Di Michele, MIglionico (Lecce) oraz Jose Angel, Marquinho (Roma)
LECCE (3-5-2): Benassi; Oddo, Miglionico, Tomovic; Cuadrado (Grossmuller) , Blasi, Giacomazzi (Bertolacci), Delvecchio, Brivio; Muriel (Bojinov), Di Michele
Ławka: Petrachi, Di Matteo, Carrozzieri, Corvia
ROMA (4-3-3): Stekelenburg - Rosi, Kjaer, Heinze, Jose Angel - Gago, De Rossi, Marquinho - Lamela, Osvaldo, Bojan
Ławka: Curci, Taddei, Cicinho, Viviani, Pjanic, Perrotta, Tallo
Statystyki (wg. flashscore.com)
LECCE - ROMA
Gole:
4 - 2
Posiadanie piłki (w %)
41 - 59
Strzały
5 - 12
Strzały celne
4 - 7
Faule
19 - 11
Żółte kartki
4 - 2
Rzuty rożne
3 - 6
Rzuty wolne
13 - 23
Jeśli jesteś kibicem, to każde spotkanie rozgrywane w sobotę tuż przed świętami wielkanocnymi, jest wyjątkowe. Świąteczna atmosfera, wyprawa na mecz lub śledzenie ulubieńców w telewizji. Każdy ma nadzieję, że jego ulubieńcy przysporzą powodów do radości nie tylko zwycięstwem ale i ładną grą. Podobnie było przed spotkaniem z Lecce. Wszyscy kibice Romy, niezależnie od narodowości, wierzyli – aby była to wiara bliska przekonaniu, że Giallorossi na Via del Mare pewnie wywalczą 3 punkty.
Rywal , drużyna Lecce, nie budziła wielkiego respektu. Nie licząc ostatniej w tabeli Ceseny (mecz w ostatniej kolejce), a mając na uwadze, że obydwa mecze przeciwko Novarze zostały już rozegrane, Lecce jest trzecią najsłabszą druzyną w ligowej klasyfikacji. O ile Wilki z Lecce dysponują nienajgorszymi osiągnięciami w ofensywie, 37 strzelonych goli, to jednak ich linia obronna sprawia, że tracą jeszcze więcej goli niż udaje im się zdobyć. Skutkiem tego odległe miejsce w tabeli i znaczna bo pięciopunktowa strata do pierwszej bezpiecznej w tabeli pozycji zajmowanej przez Fiorentinę.
Roma, od kilku kolejek zajmuje szóste miejsce, pomimo licznych wpadek. Dowodzi to jedynie kryzysu w jakim znajduje się Serie A. Jeżeli zespół raz po raz notuje wpadki, by po dwóch wygranych z ligowymi słabeuszami, dalej zajmować eksponowane miejsce w klasyfikacji punktowej oraz mieć realne szanse na awans do Ligi Mistrzów, nie świadczy to zbyt dobrze o poziomie rozgrywek.
Trener gospodarzy, Serse Cosmi - charakterystyczny, wybuchowy, zdeklarowany kibic Romy, nie mógł skorzystać w sobotę z kontuzjowanych Julio Sergio (zawodnik wypożyczony z Romy) oraz Esposito. W zespole Romy, prawdziwy szpital. Burdisso, Juan, Cassetti, Borini, Lobont, Greco, Totti, Simplicio, to długa lista nieobecnych na spotkanie z Lecce. Szczególnie dotkliwy taktycznie brak Juana i Tottiego, filarów swoich formacji, nie napawał optymizmem. Jednak przecież Roma mierzyć się miała z ligowym outsiderem, z którym Lupi jeszcze nigdy nie przegrali, niezależnie od tego czy mecz odbywał się w Rzymie czy w Lecce.
Kiedy rozpoczął się mecz każdy Romanista żył powyższymi statystykami i nadziejami. Przez dwadzieścia minut mieliśmy wszyscy nadzieję, że wszystko skończy się pomyślnie i to Roma zgodnie z tradycją będzie cieszyła się ze zwycięstwa nad Lecce. Jednak w pierwszych minutach na boisku nic wielkiego się nie wydarzyło. Powstało jedynie wrażenie, że La Magica, pozwala na zbyt wiele rywalom. Gra wyglądała jak w najbardziej koszmarnych meczach za kadencji hiszpańskiego taktyka, czyli Giallorossi z łatwością przedostawali się na czterdziesty metr przed bramkę rywala i tam rozgrywali piłkę. Gospodarze schowani za podwójną gardą, skomasowany pressing rozpoczynali około trzydziestego metra przed bramką Benassiego. W efekcie Roma nie była w stanie stworzyć groźnej sytuacji, a jedynie bezmyślnie przetrzymywała piłkę w środkowej strefie. Irytującym jest, że bezsens takiego grania widzą absolutnie wszyscy oprócz Luisa Enrique i jego bezkrytycznych zwierzchników.
Wtedy przyszła 22. minuta gry. Błąd linii obronnej zaangażowanej jak zwykle w konstruowanie pozornych ataków na bramkę Lecce. Strata piłki w środkowej strefie, szybka, prostopadła piłka od Giacomazziego miedzy dwóch obrońców do „szybkonogiego” Luisa Muriela. Kolumbijski napastnik nie miał najmniejszych problemów z pokonaniem Stekelenburga. Zdobywając gola jako pierwsze, Lecce zrealizowało zapewne założenia przedmeczowe Cosmiego. Zadowolone cofnęło się na własną połowę. Roma wróciła do bezmyślnego klepania z dala od bramki Benassiego. Od czasu do czasu zdarzało się, że aktywni Di Michele i Muriel dostawali podania od partnerów, którym udało się wyłuskać piłkę dzięki niefrasobliwości i niedokładności Rzymian.
Pierwsze znaczące zagrożenie Roma stworzyła dopiero w 38. minucie gry, kiedy w przeciągu minuty Bojan Krkić oddał dwa strzały z dalszej odległości. Przy pierwszym próbował technicznie strzelić w okienko bramki Benassiego, jednak strzał został zablokowany. Chwilę później, znów mając sporo swobody uderzył z ponad trzydziestu metrów. Bramkarz Lecce z trudem wybił na rzut rożny piłkę zmierzającą przy słupku do bramki. I tyle Roma zdołała osiągnąć w pierwszej częśći gry w ofensywie. Baa! Żeby nie robić nadziei czytającym, wspomnę, że przez znaczną część drugiej połowy mieliśmy tylko dwie sytuacje Osvaldo, których nazywanie stuprocentowymi, byłoby sporą przesadą.
Wracając jednak do chronologicznego opisu zdarzeń, Lecce widząc nieporadność Romy, zaczęło śmielej atakować. I tak w 44. minucie mieliśmy już 2:0. Rzut rożny dla Lecce. Dośrodkowanie mija pole karne. Na jego skraju klatką zgrywa do partnera jeden z zawodników gospodarzy. Strzał sprzed pola karnego blokowany przez Heinze. Niestety na tyle niefortunnie, że piłka trafia na jedenasty metr do Giacomazziego. Ten z powietrza zgrywa do niepilnowanego Di Michele, który ładnym strzałem z woleja strzela silnie w bramkę Steke. Śmiesznie oglądało się dwa skupiska obrońców Romy przy tej akcji. Dowodzi to, że taktykę defensywną Romy można określić „na hurrra”. Zdaje się ona polegać na bieganiu w grupach do piłki. Czyli chaos, jakże charakterystyczny zresztą także dla poczynań ofensywnych Giallorossi.
Pierwsza połowa dobiegła końca, a kibice Romy, przekonani przed meczem o wyższości swojej drużyny, przecierali oczy ze zdumienia. Wielu miało jednak jeszcze złudzenia, że losy meczu odmienią się w drugiej połowie. Przecież Milan, przegrywał do przerwy na Via del Mare 3:0, a spotkanie wygrał 3:4. W zasadzie to pewnie piłkarze Romy, podobnie jak kibice mieli nadzieję „że losy meczu się odmienią”. Kłopot w tym, że drużyna Luisa Enrique, nie posiadająca żadnego charakteru sądziła, że losy spotkania odmienią się same. Tym sposobem, nieświadomi swoich mocy sprawczych gracze Romy, fizycznie wyszli na boisko w drugiej połowie. Jednak duchem, zdawali się pozostawać jeszcze w szatni. Absolutnie przytomny na boisku był Muriel. Świetny tego dnia napastnik Lecce, otrzymał piłkę z dala od bramki Stekelenburga. Nikt mu nie przeszkadzał, więc pobiegł z nią w stronę pola karnego. Kiedy był około trzydziestu metrów od celu, przepięknie uderzył w długi róg bramki Holendra. Źle ustawiony golkiper Romy dał się zaskoczyć i Lecce prowadziło już 3:0. Pomimo sromotnej porażki Romy w tym meczu, należy docenić rzadką urodę tej bramki.
Absolutnie nie miało to wpływu na graczy Romy, którzy kontynuowali realizowanie, „spokojnego tego dnia o wynik” Luisa Enrique. Hiszpański szkoleniowiec, lekceważąco przesiedział na ławce trenerskiej cały mecz. Nie podpowiadał swoim piłkarzom, nie przeprowadzał roszad w taktyce, nie robił zmian w składzie. Wszak nie zmienia się czegoś co ma głębszy sens i zamysł, a także jest wyrazem geniuszu. „Dzięki” temu kibice Romy dalej byli katowani, pseudo-grą, a w 56. minucie, obejrzeć musieli jeszcze jedną bramkę dla rywali. Muriel z piłką w narożniku pola karnego, już prawie przeszedł Heinzego. Argentyńczyk padając podciął gracza Lecce. Orsato po chwili namysłu wskazał „na wapno”. Pewnym egzekutorem David Di Michele.
Akcja Di Michele mogłaby zakończyć spotkanie. Od 56. minuty na stadionie w Lecce, działo się naprawdę niewiele. Lecce broniło nad wyraz korzystnego wyniku. Roma? Bez ambicji, nie próbowała nawet strzelić honorowego gola. Gdyby nie to, że w końcowych dziesięciu minutach gospodarze cofnęli się jeszcze bardziej, to wynik 4:0 byłby wynikiem końcowym. A tak, w 88.minucie dośrodkowanie Lameli na bramkę ładnym strzałem z woleja zamienił Bojan, a w 90.minucie Lamela strzałem z trzydziestu pięciu metrów pokonał Benassiego. Gole honorowe dla Romy, były w żaden sposób niezasłużone. Zacierają one jedynie obraz totalnej degrengolady tej drużyny jaki został zaprezentowany w Lecce.
Słowo wstyd, jest najbardziej delikatnym określeniem tego co odczuwać musieli kibice Romy po tym meczu. Irytacja jest tym większa że mierny trener Rzymian, po meczu zapytany o dymisję, stwierdził, że ani przez chwilę o niej nie pomyślał. Teraz nikt nie ma już wątpliwości, że ten człowiek bez honoru kpi sobie ze wszystkich kibiców Romy. I błagam, niech nikt nie wspomina o jakimkolwiek projekcie. Projektem nie da się nazwać, czegoś co nie ma absolutnie żadnych założeń. No chyba, że nazwiemy go „projektem chaos”. Ja czuję się taką grą, takimi wypowiedziami, takim podejściem oraz brakiem reakcji kierownictwa klubu urażony.
Komentarze (39)
Lecce w końcówce się cofnęło, pogubiło się po tym pierwszym golu i stąd dwa gole dla naszych dziewczyn. Do tego strzelił najgorszy na boisku Lamela.
Jak Stek to klasowy bramkarz, to inni to chyba Bogowie piłki. Niestety, co najmniej dwa gole zawalił dziś Heinze.
Środek pola to w ogóle był chyba na grzybach, łącznie z ładnie podającym do każdego napotkanego rywala Lamelą.
Angel? Może by tak zamienić go na Nego. A nie sorki, Primavera straci jakościowo. Równowaga musi być zachowana.
Po prostu nie powinniśmy awansować do Ligi Mistrzów, chyba, że zmieni się trener po sezonie, to można coś budować, a tak w przyszłym sezonie nawet z poważnymi zakupami będzie to wyglądać tak samo jak teraz czyli po 5-6 kompromitacji w sezonie, które innym trenerom zdarzały się raz na rok.
Roma Enrique wygląda jak objazdowy cyrk z clownem na ławce na czele.
Badz zmieniamy trenera juz teraz. Enrique przyjechal z misja stworzenia Romy narzucajcej swoj styl, planu B nie ma.
Roma Luisa sprowadziła kibiców na ziemię. Trochę mi głupio, ale powiem to - "a nie mówiłem?". Po meczu z Novarą wielu z nas było optymistycznie nastawionych. Niestety przychodzi nam po raz kolejny przełknąć gorzką pigułkę. A raczej, wielką, tłustą pigułę, która nazywa się Hiszpańska Mucha. Prosto z laboratorium Enrique.
A skoro już przy naszym charyzmatycznym trenerze jesteśmy - dziś po raz kolejny mieliśmy okazję zobaczyć jego charakter, kontakt z drużyną i wielką moc motywowania chłopców do walki. Nasz treneiro cały mecz przesiedział na ławce z nosem spuszczonym na kwintę, zamyślony i ponury.
Gracze musieli mobilizować się sami. A tym co ich zdołało w końcu ruszyć i zmusić do wysiłku, był wynik 0-4 w tyłek. Dopiero wtedy leniwie zaczęły się rozkręcać nasze akcje, by na 10 minut przed końcem meczu kompletnie zdominować rywala i grać piłkę nie tyle piękną, co skuteczną.
I to właśnie moim zdaniem najgorzej świadczy o dzisiejszej Romie. To nie to, że mamy słabych zawodników. Nie to, że są jakoś nielogicznie ustawieni. Im się po prostu NIE CHCE! Oczywiście odpowiedzialny jest za to trener, który nawet palcem podczas meczu nie kiwnął, bo kogóż innego obarczać winą za to? Trener Lecce aż podskakiwał przy linii bocznej boiska. Krzyczał, motywował, dawał wskazówki, przeżywał. Był z drużyną! Nasz? Nasz równie dobrze mógłby siedzieć na trybunach. Zupełnie nie istniał. Nie było go z całym zespołem.
Jak już w komentarzach meczowych pisałem - zastanawiam się ilu jeszcze przegranych potrzeba, by hiszpańska głowa w końcu poleciała. Nic nie da nam wydanie kolejnych (dużych) kwot na nowych piłkarzy, ponieważ ci - jak było widać choćby dziś w końcówce - nie są źli. Wręcz przeciwnie. Każdy, nawet najlepszy piłkarz na świecie nie zagra u nas lepiej, jeśli nie zostanie odpowiednio zmotywowany i jeśli nie otrzyma dokładnych poleceń na boisku. Zero taktyki, zero motywacji, zero zaangażowania - oto cały Luis Enrique.
Pozostaje mi tylko życzyć Wam jak i sobie samemu, by te święta przyniosły nam nie tylko fajne chwile z rodziną, ale też głowę trenera, który z wielkiej i walecznej drużyny uczynił małą, przestraszoną dziewczynkę bez charakteru. Obyśmy w przyszłym roku nie byli już największym pośmiewiskiem i - jak to trafnie określił Abruzzi - objazdowym cyrkiem, z którym każdy wynik jest możliwy.
Wesołych świąt Bracia, pozdrawiam!
Dlaczego dalej nikt w tym klubie nie ponosi odpowiedzialności i kary za takie mecze?
Dlaczego wciąż nabija się w butelkę wiernych i oddanych kibiców?
Teraz chłopaki w nagrodę dostaną oczywiście 2 dni wolnego, we wtorek 2 kolejnych skręci nogę a w środę ktoś inny naderwie mięsień. Ale wszystko będzie ok.
Wesołych Świąt Bracia i Siostry
Albo Luis to cyborg, który nie ma układu nerwowego, albo to facet bez jaj, wstydu i ambicji.
Lobont to chyba więcej wyciągnął piłek w pięciu meczach niż anemiczny Stek w całym sezonie. Dziś oglądałem kątem oka mecz Legia-Ruch. Czemu taki Kuciak potrafi wybronić sam na sam, a nasz "klasowy" zawsze jest objeżdżany, albo jak z Novarą przy strzale Morimoto zostawia cały bliższy słupek?
A z najświeższych wypowiedzi Enrique
DYMISJA? NAWET NIE PRZESZŁO MI TO PRZEZ GŁOWĘ.
Tym optymistycznym akcentem...
Czy ten człowiek ma jakiś honor !!!
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!
cała nadzieja w Rzymskich kibicach, którzy udowodnią na SO, że nie chcą Enrique jako trenera. Dlaczego ten człowiek nie potrafi zrozumieć, że jest beznadziejnym trenerem?
Na ławce zostali Pjanic - jeden z nielicznych udanych transferów...Taddei... który może już nie błyszczy ale zostawia serce na boisku, walczy.
Martwią liczne kontuzje... czyżby treningi i przygotowanie atletyczne jest nieprofesjonalne?
LE... czyżby częścią jego projektu było dzisiejsze siedzenie na ławce i kompletna obojętność? Ewentualne dzisiejsze zwycięstwo i układ meczy mógł nas przybliżyć do LM. Zamiast tego następna kompromitacja z zespołem, którego jedyną ambicją i marzeniem jest pozostanie w serie a. My mieliśmy walczyć o inne cele.
A tak na poważnie, jak się nie ma jaj i nikt nie wyciąga konsekwencji z tego co się dzieje, to gwarantuję następny taki sam sezon, aż w końcu miarka się przeleje i Hiszpan wyleci, ale na to trzeba czekać do marca/kwietnia przyszłego roku, gdy będziemy w takiej sytuacji jak dzisiaj.
Boli w tym wszystkim naprawdę to, że przyszła jakaś zmiana (Amerykanie), pojawiły się jakieś pieniądze, pojawił się Sabatini, który kogoś tam sprowadzić umie, a tymczasem wraz z tym zaserwowana została taka kupa na boisku. Niestety do tych Panów dokoptowano gościa, który uciekł kiedyś w popłochu do Juve i który sprowadził takiego a nie innego "trenera".
Dlaczego w Juventusie sprowadzono nowego trenera z całkowicie nową taktyką, przemeblowano skład i mają wyniki?
Fajnie jest czasem poczytać w necie komentarze ekspertów nie związanych z Romą (czytaj nie Mazzone, Muzzi czy Rizzitelli), którzy nie myślą jak kibice, nie boją się nikogo obrazić i potrafią opisać ładnie sytuację słowami: "żaden projekt nie istnieje, bo jak można nazwać projektem coś z 13 porażkami w sezonie".
Jeszcze odnośnie statystyk
Mimo tylu prezentów od rywali i o zgrozo 12 porażek, wciąż jakimś cudem trzymamy się szóstej pozycji.
Przed rokiem z tą grą bylibyśmy na 8 miejscu ze stratą 13!!! oczek do 3 miejsca i siedmiu do 5-ego.
Dziś możemy mieć nadal 4 punkty straty do Ligi Mistrzów.
Kuciak? Kolejne przykłądy z Polski: dziś Sapela miał dwie parady, Keleman obronił karnego i dwie sam na sam, a Skorupski w środę pięknie wyciągnął strzał Caniego. Nie pamiętam, a oglądam 3/4 wszystkich meczów Romy w sezonie, żeby nasz gwiazdor zrobił coś niesamowitego, coś co zapadłoby mi w pamięci. Po prostu broni to co do obrony. To co do wpuszczenia - wpuszcza. Nie tego oczekujemy od klasowego bramkarza.
Prawda jest taka, że nawet najlepszy bramkarz nie wyciągnie wszystkiego jak ma przed sobą taką linię obrony jak nasza. Na chwilę obecną mamy jednego porządnego stopera (emeryta!). Cała reszta albo nie istnieje, bo kontuzje, albo nie istnieje bo nie umie grać w piłkę (Kjaer).
Mam wrażenie, że każdy inny trener zrobiłby z naszej paki drużynę na mistrza, a nie na baty od słabiutkiego Lecce... Montella wróc!
...na szczęście ;>
Aż nie chce się uwierzyć, jak Roma może przegrywać 4 bramkami z Lecce?
Kiedyś byłoby to nie do pomyślenia, był ból po przegranych z Interem, Juve czy Milanem, zdarzyła się jedna, dwie wpadki w sezonie, ale takiego czegoś już się nie dało wybaczyć, a w tym sezonie mamy to na porządku dziennym..
Najpierw biadolenie o 90 minutach koncentracji, walce, ale gdy po raz kolejny dostajemy bęcki z jeszcze nie grającym nic specjalnego zespołem z dołu tabeli to ręce już się rozkładają..
Możemy mieć właścicieli którzy sypną coś kasy na transfery, Sabatiniego który kogoś sensownego może sprowadzić, możemy mieć nawet niezłych piłkarzy, ale to wszystko na nic, skoro zespół prowadzi trener pokroju Enrique, gdzie nawet Ci nieźli piłkarze będą grali piach, nie wspominając nawet o wynikach.
A o dymisji i tak nie ma mowy, znów gadka ufamy Luisowi, wierzymy w projekt..
To już jest po prostu bezradność.
Inna sprawa, gdy swego czasu Panucci odpierdzielał, kibice potrafili go ustatkować. Dziwne, że teraz nasi rzymscy Bracia nie są w stanie zwolnić trenera. Kiedyś były protesty a teraz? Czegos tu nie rozumiem.
Niech ten sezon jak najszybciej sie skonczy!
Wybitny Stek nie jest, ale jest solidny i z solidną obroną byłby może nawet i świetny. Z taką obroną, która nie dopuściła by do oddawania strzałów z pozycji łatwych do zdobycia bramki.
Szczerze mówiąc zastanawia mnie bardziej fakt, jak to jest możliwe, że dostajemy bramy po tym, jak napastnik ucieka na kilometr obronie, po strzale z dziesięciu kilometrów czy po pinballu w polu karnym. To nie jest tylko obrona, to jest fatalne ustawienie, a więc taktyka...
Są indywidualne umiejętności bramkarza, forma, szybkość, refleks itp. które powinien pokazywać w niektórych sytuacjach niezależnie od obrony.
Ogólnie Stekelenburga zbytnio nie obwiniam za te wszystkie porażki i kompromitacje, ale chwalić też bardzo nie ma za co. Jak na razie taki przeciętny bramkarz, trochę więcej się po nim spodziewałem.
Statystyki Lecce mnie kładą- balona posiadali 40% i oddali 4 strzaly w światło bramki. Na frajerską Romę wystarczyło.
Nastepny mecz równie dobrze mogłaby popropwadzić recepcjonistka z klubu.
Na pewno nie byłaby gorsza od tego szkodnika, który uwaza, że trenuje.