- Była praktycznie przelana. Wiele rzeczy zmusiło mnie do refleksji i myślenia. Nigdy nie czułem się zaangażowany, jedynie gdy mieli problemy. Przez dwa lata było dziesięć zgromadzeń i zawsze zapraszali mnie na ostatnie, tak jakby chcieli mnie odsunąć. W pewnym momencie koło się zamyka i dochodzi też szacunek dla człowieka, nie dla menadżera. Starałem się oddawać do dyspozycji i wnieść coś więcej do kierownictwa, ale z drugiej strony widziałem, że zdanie na ten temat jest inne.