Aktualnie na stronie przebywa 43 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
Po wczorajszym meczu, czy raczej blamażu Romy z Fiorentiną, nie brakowało gorących dyskusji i wezwań do zwolnienia trenera. Porażka w takim stylu niewątpliwie boli, ale może nie warto właśnie teraz podejmować tak znaczących decyzji? Oto jak na ten temat pisze T. Cagnucci z "Il Romanista".
Oto jest. Nadszedł najgorszy moment. Ten, który tak wielu prognozowało już w łatwych, zbędnych letnich dyskursach: “Będą trudne momenty, ale kiedy się zmienia, tak się dzieje”, „Kiedy zaczyna się od nowa, trzeba cierpliwości”, „Różnicę robi się właśnie w takich momentach”. Takie wypowiedzi są łatwe, kiedy powtarzają je wszyscy. Dziś rano ryzykujesz zamknięcie w szpitalu psychiatrycznym, jeśli zrobisz choćby wzmiankę o podobnym zabarwieniu. Podobnie jak wtedy, gdy przypomnisz inne masowo powtarzane niegdyś refreny, marzenia o dobrym mercato: “Kto wie, kiedy będziemy mieli taki klub, jak Udinese, które obroniło Guidolina po pięciu porażkach w pierwszych pięciu meczach” albo też „…taki jak Milan, który miał odwagę wybrać i bronić nieznajomego, jak Sacchi” itd. Teraz. Teraz mamy właśnie takie klub. I teraz jest czas na takie wypowiedzi. I nieprzypadkowo klub właśnie wczoraj takie wypowiedzi sformułował.
Zrobił to jego dyrektor generalny, Franco Baldini, a kibice mają święte prawo się z nim nie zgadzać. Tym bardziej po takim meczu, jak wczorajszy, w którym Luis Enrique popełnił wszystkie możliwe błędy: Cicinho w wyjściowym składzie, Totti na ławce, zmiany, dla których określenie „absurdalne” (Greco! Simplicio! Angel na środku!) jest komplementem, kolejny gol stracony z rzutu wolnego, parada Bojana, gol Silvy, trzy czerwone kartki i wrażenie, że był to może zbyt łagodny wyrok. Kibic Romy ma zawsze rację, ale – choć wydaje się to niedemokratyczne – nie o to chodzi. Ponieważ to na pewno nie kibice Romy są problemem (kibice Romy są najpiękniejszą rzeczą na świecie, są Romą).
Jeśli klub w to wierzy, to słusznym jest, że podejmuje własne decyzje. To właśnie definiuje klub, jego styl, jego profil. W tym przykrym czasie to są pewne rzeczy, które mają pewien piękny sens. To historia osądzi, ale ważne jest, żeby zawsze działać tak, by w pełni przestrzegać swoich własnych zasad, realizować swoje pomysły. Nie dlatego, że to naiwne, ale dlatego, że na dłuższą metę tylko w ten sposób osiąga się wyniki. To nie jest moment sezonu, w którym należy zmienić trenera (i miejmy nadzieję, że nigdy nie będzie takiego momentu). To nie jest historyczny moment dla tego klubu. To jest moment, w którym należy sobie powiedzieć rzeczy trudne i nieprzyjemne (także na przykład – nawet jeśli możemy się wtedy wydawać czepialscy – że tego być może nie powinno być tego karnego, który zmienił wszystko, nie traktując tego jako alibi, nie podwyższając w ten sposób oceny trenera nawet o pół oczka; tej kwestii nikt nie podkreślał i nawet tutaj pozostaje tylko na marginesie).
Zmieniło to wczoraj Lecce, zmieniły to Cesena, Bologna i Inter (popatrzcie na tabelę). Cagliari Cellino i Palermo Zampariniego (ale jeszcze przez sezonem). To jest moment, żeby powiedzieć sobie rzeczy przykre i żeby się policzyć. Luis Enrique na pewno to jutro zrobi, kiedy będzie rozmawiał z drużyną. Wczoraj powiedział na konferencji, że czuje zaufanie piłkarzy. Gdyby było inaczej, to wystarczyłoby, żeby uszczęśliwić ¾ Rzymu i odesłać go do domu. Ale wtedy Roma prawdopodobnie by zatonęła. Od siedmiu lat tak jest: Rudi Voeller został odesłany z szatni praktycznie prosto z boiska i w bezpośredniej transmisji z Bolonii; Luigi Delneri został niemal rozszarpany, zanim zmuszono go do dymisji; era Spallettiego skończyła się przedwcześnie i bez słusznego uznania, jakim byłoby scudetto, ponieważ w pewnym momencie (niecały rok przed kolejną dymisją…) stał się niestrawny dla prawie wszystkich; historię Ranieriego mamy jeszcze świeżo w pamięci (paradoksalnie także o losach Monteli przesądziła szatnia, kiedy Totti i De Rossi wypowiedzieli się przychylnie na jego temat). Czy to wszystko musi się powtórzyć po 13 meczach, 11 kupionych graczach, wymianie całego sztabu technicznego i kierowniczego a w końcu także właścicieli po 18 latach?
Oto równanie: władze klubu potwierdziły wiarę w trenera, który poda się do dymisji tylko, jeśli odkryje, że drużyna za nim nie idzie. Nie można teraz kibicować takiej sytuacji. Można kibicować Romie. Można powiedzieć, że z Juventusem, choć bez trzech zawieszonych, można i trzeba wygrać. Że trzeba jedenastu De Rossich, nawet jeśli ryzykujemy ciągle utratę tego jedengo. Można powiedzieć lepiej: że De Rossiego nie musimy stracić. A De Rossiemu, że Juve to Juve. To przywrócenie starego ładu, to władza, to rządy pana. Można powiedzieć „Forza Roma”, a przede wszystkim zachowywać się konsekwentnie. I można powiedzieć też panu Bojanowi Krkicowi, choć prawdopodobnie jest teraz zły na siebie samego, że koszulki Romy nie rzuca się na ziemię. Nigdy.
Komentarze (7)
Wiedzieliśmy że tak będzie, ja daje czas Luisowi ale musi się ogarnąć i wystawiać silny skład a nie wertować piłkarzami jak kartkami magazynu.
Bojan jeśli rzucił koszulką, może wypier**lać
a co z Ranierim? po trzech kolejkach za Spalla bylismy bez punktu na koncu tabeli... zmiana trenera, i od razu wygrana ze siena no i pamietny marsz...vicemistrzostwo. A tu kazda zmiana trenera opisana w czarnych barwach.
Jezeli chodzi o Udine, to pamietam te 5 meczow. Brakowalo im szczescia, choc grali naporawde przyzwoicie...nie to, co obecnei Roma.
I tak długo jak będę kibicem Romy nie mogę spokojnie na coś takiego patrzeć. Jak najlepsi piłkarze nie dostają szansy gry. Jak pupilkowie trenera ciągle są w pierwszej 11, bądź na ławce, nie zasługując na to.
DOŚĆ!
Kto pamięta ostatni mecz, w którym ROMA grała o klase lepiej od przeciwnika i gładko wygrała kilkoma bramkami? chyba trzeba cofnąć się o kilka sezonów do ery Spala, ale to już prehistoria.