Aktualnie na stronie przebywa 24 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
Odrzucony przez klub, w którym się wychował, walczył w niskiej lidze, teraz pnie się w szczeblach kariery.
Z Entelli, do Romy przez Inter w mniej niż rok. Gdyby ktoś powiedział coś takiego Nicolo Zaniolo jakiś czas temu, prawdopodobnie nawet on pomyślałby, że to żart. Zwłaszcza po tym, jak w lecie 2016 roku, Fiorentina kazała szukać wychowankowi nowego klubu, bez wielu słów. Jednakże to wszystko prawda. Wszystko to jego zasługa, ponieważ zawsze wierzył. Zawsze. Dzięki występom na „10” – tak jak jego numer na koszulce – które sprawiły, że o lewonożnym talencie mówili skauci z całej Europy. Jeśli w Rzymie jeszcze nie wiedzą kim jest, szybko nauczą się rozpoznawać szósty transfer tego lata przeprowadzony przez Monchiego.
Rozgrywający z wielkimi umiejętnościami bycia decydującym. 14 bramek i 11 asyst w zeszłym sezonie. Elegancki, pomimo 1,90m. Ci, którzy widzieli go dorastającego, tak jak jego ojciec Igor, porównują go do Javiera Pastore. Zdarzeniem losu, właśnie z nim niedługo będzie dzielił szatnie. Mimo tych porównań, z tego co mówił Nicolo, od zawsze jego idolem jest Kaka. „Zakochałem się w nim piłkarsko, oczy mi się świeciły gdy widziałem go grającego”. Tak, gdyż zanim założył koszulkę „Nerazzurich”, piłkarz rocznika ‘99 był kibicem Milanu.
Piłka nożna była zawsze jego życiem, od dziecka śledził ojca Igora, który podróżował po półwyspie Apenińskim w ostatnich latach kariery. I właśnie oglądanie seniora Zaniolo zainicjowało miłość do tego sportu. „Pierwsze strzały oddawałem w Salerno, kiedy tata grał w klubie Salernitana. Oglądanie go emocjonowało mnie”. Od tamtego momentu kopał wszystko co znalazł na ulicy. Rozwijał swój talent dzień po dniu, w Spezii, gdzie jego rodzina się przeprowadziła, po tym jak jego ojciec zawiesił buty na kołku. Tam, spędzał popołudnia grając w piłkę z przyjaciółmi aż do wieczora.
Poza boiskiem Zaniolo był zawsze chłopakiem ruchliwym i pogodnym. Lider z jasnym celem, który postawił ponad szkołę. „Z nauką nigdy nie miał problemów, ale powiedzmy że, słuchanie na lekcji, było ostatnią rzeczą o której myślał”, słowa jego ojca Igora. Mimo wszystko, Nicolo potrafił żyć zaangażowany w piłkę nożną, ale jednocześnie podchodził do niej beztrosko: bycie „synem piłkarza”, nigdy mu nie ciążyło. Wręcz przeciwnie. Zawsze uważał to za korzyść, stosując się do wielu rad ojca. Były szczególnie pomocne w najtrudniejszym momencie jego kariery, gdy w lecie 2016 roku, Fiorentina zdecydowała zrezygnować z Nicolo po 9 latach współpracy. Rozczarowanie, gorycz. Nigdy by się tego nie spodziewał. W tamtym momencie nie wiedział, że jeszcze się „zemści”: najpierw w barwach Entelli, eliminując Fiorentine w półfinale Tim Cup Primavera, strzelając wtedy bramkę, oraz w zeszłym sezonie w Interze, wygrywając każde spotkanie z „Violą”. Przeznaczenie, znowu.
Właśnie w Entelli znalazł siłę żeby zacząć od nowa, przede wszystkim był to klub w którym mógł dorastać i popełniać błędy bez żadnej presji. Powrócił do życia w domu, do bliskiego kontaktu z rodziną. Jego życie się ustabilizowało, w górę i w dół, od Spezii do Chiavary: autobus przyjeżdżał o 13:50, a około 18 odwoził go do domu. Tak każdego dnia. Później, po treningach z „dużymi”, jego kolega Pecorini zajmował się dowożeniem go do restauracji, gdzie jadła drużyna, gdyż Nicolo nie miał jeszcze prawa jazdy.
Trener Primavery, Gainpaolo Castorina, zakochał się od pierwszego wejrzenia w tym chłopaku, który chciał pokazać, komu dał możliwość grać i jak dobrze zrobił stawiając na niego. Stał się kluczowym punktem dla Primavery, aż do momentu gdy zagrał w historycznym finale Tim Cup Primavera, właśnie z Romą, jego przyszłą drużyną. I oto przeznaczenie, które ponownie wraca. „Wyjść na boisko na Olimpico było bardzo emocjonujące”. Teraz, może się to stać codziennością. W tamtym sezonie zebrał również 7 występów w Serie B.
Entella stała się skocznią do Interu, gdzie przeszedł za 2 mln euro 2 lipca 2017 roku, w dniu jego osiemnastych urodzin. Wyrwany z rąk konkurencji: Tottenhamu, Juve, Koeln, Romy, Sassuolo i innych, za sprawą Spallettiego, który chciał go od razu w tournée azjatyckim. Zadowolony z pierwszego sezonu jako kluczowy zawodnik, z tytułem mistrza Primavery w gablocie, odchodzi do Di Francesco. Stefano Vecchi, były trener Primavery Interu, mówi o nim: „Ma fizyczność i technikę, niesamowite połączenie. Nie zawsze był w stanie to pokazać, lecz jest naprawdę silny. Ba, jest po prostu dewastujący”. Całkiem nieźle, jak na gracza, który w rok przeszedł z Entelli do Romy przez Inter. Teraz gdy jest w zespole „Giallorossich”, nie chcę się zatrzymywać.
Udowodnił to na Mistrzostwach Europy do lat 19, gdzie rozegrał bardzo dobry turniej, wracając ze srebrnym medalem. Mimo to zachowuje chłodną głowę i wie, że musi pracować:” Jednak muszę się poprawić fizycznie i pracować nad słabszą nogą, prawą”.
Zaniolo mimo młodego wieku już doświadczył jak to jest być na dnie. Podniósł się z kolan i wrócił silniejszy, głodny gry i sukcesu. To wszystko sprawia że, mimo młodego wieku, Nicolo prowadzi swoją karierę w dobrą stronę. Oczywiście, co sam często podkreśla, jego ojciec bardzo mu pomaga w odniesieniu sukcesu.
Komentarze (4)
Bardzo często taka porażka jak odrzucenie zawodnika X powoduje, że gość ma bliznę do końca życia. W piłce trzeba umieć radzić sobie z porażkami. Zaniolo za to przekuł porażkę w motywacje i determinacje.
Jeszcze w piłce seniorskiej niczego nie udowodnił, ale w jakimś sensie ma większe doświadczenie od wielu tzw. talentów, którzy w juniorach błyszczą, wygrywają co popadnie, często dorastając w wielkich i bogatych klubach, a później. znikają. Widać, że w dwa lata nadrobił z nawiązką decyzję Violi i musiał osiągnąć to wielka praca.