Porażka w czasach mediów społecznościowych. Czasami wywołuje reakcje irytacji, czasami złości, może też przynieść zdrowie dokuczanie przeciwnikowi. W odosobnionym przypadku części kadry Romy z kolei, porażka budzi samozadowolenie. Kilka minut po porażce na boisku jednego z historycznych wrogów pojawiły się serduszka i brawa.
"Wielka praca wszystkich", cieszy się Borja Mayoral, który przywiózł do domu zero strzałów na bramkę. Zadowolony jest też Kumbulla, który był noszony z łatwością przez Cristiano Ronaldo na boisku niczym torebka na ramieniu: "Dobry występ wszystkich, musimy dalej walczyć zjednoczeni, by się rozwijać". Wśród najgorszych na boisku był też Veretout, który jednak cieszy się, gdyż "walczyliśmy na równi z mistrzami". Być może to fake. Nie. Być może posty ze starą datą. Nie. Gdyby Roma była Pordenone, moglibyśmy się zgadzać ze spokojem Borjy czy Kumbulli. Jednak Roma jest Romą, zespołem, który minutę przed meczem był w tabeli nad Juventusem. Klubem, który przez lata w Turynie walczył naprawdę z nożem między zębami, doznając krzywd sędziowskich, zniewag i nadużyć. Wygrywając nawet, gdyż nie jest niemożliwym pokonać silniejszego od siebie. I nie odnosimy się tutaj do letniego sparingu z sierpnia. Dla Falcao były to "derby krajowe, których nigdy nie można przegrać", dla Zemana "krucjata", dla Tottiego "najpiękniejszy mecz do wygrania", dla Nainggolana "wróg numer jeden", dla Gianniniego czy Aldaira powód do płaczu i wielu przekleństw w szatni (mediów społecznościowych nie było).
Jednak odchodząc od romantycznych dyskursów, zrozumieliśmy, że w Trigorii nie uczą się od lat historii Romy. Pochwała porażki jest najbardziej rozbrajającym wyrazem przeciętności. Zgoda, jak mówił De Coubetin, ważne jest uczestniczyć. Jednak chwalić się porażką, nie, nawet francuskiemu pedagogowi. Na myśl przychodzą słowa Spallettiego sprzed kilku lat, gdy trener z Toskanii był wkurzony zbytnim zachwycaniem się po porażce 0-2 z Realem Madryt. Luciano ma wiele wad, ale był jednym z tych, który nie chciał przegrywać. Każda próba usprawiedliwienia mniejszej porażki niż w Bergamo, Neapolu, derbach, rodzi się zatem w zarodku. To kolejna ciężka przegrana. Kolejna w Turnie, kolejna przeciwko bezpośredniemu rywalowi dla kibiców, którzy wygrali mało, ale którzy cieszyli się kilka razy dużymi wyczynami z wielkimi. Pamiętają to dobrze ci, którzy byli na Olimpico na Roma-Juve z golem Muzziego w końcówce czy ci, którzy wycierali łzy przy 4-1 z Interem w 1992 roku. By nie sięgać daleko, pamiętamy 5-0 z Milanem Capello czy ostatni comeback z Barceloną. Również w tym czasie Roma nie była silniejsza od rywala, ale strach przed porażką stawał się odwagą. Dziś nie ma strachu przed przegraną.
Nie oczekuje się klepania po plecach po porażce. Bowiem otuchę daje ci social media manager, który poleca ci umieszczenie tak upokarzającego wpisu dla tych, dla których Roma-Juve był przeżywany zawsze jako mecz z nieprzespaną nocą. Cieszmy się, że mieliśmy dwa rzuty rożne więcej, zamiast zajmować się tym, że Ronaldo mógł strzelić cztery gole, który czytając w nocy posty będzie śmiał się głośno. "Zwycięstwo ma wielu ojców, ale przegrana jest sierotą", mówił w słynnym przemówieniu Kennedy. Mylił się: w dzisiejszej Romie również przegrana jest mile wspominana.
Komentarze (17)
Jak zazwyczaj szukam pozytywów w grze drużyny tak wczoraj ich nie widziałem. Natomiast nie mogę się zgodzić, że Roma zagrała na poziomie zawodników. Uważam, że zawiodła taktyka, a nie zawodnicy. Zresztą jak zawsze w meczach z silnymi rywalami problemem nie są poszczególne umiejętności, a błędy taktyczne. Już derby pokazały, że na Romę wcale nie trzeba wysokiego pressingu, wystarczy zabunkrować się całą 11 i grać długie piłki na szybkich zawodników. Pirlo wczoraj zrobił dokładnie to samo. Natomiast w Romie było widać tylko jeden pomysł na grę, prawie jak u Conte w LM: jeżeli plan A nie wypalił, to trzymajmy się dalej planu A.
Spójrzmy na obecną Romę. Po meczach krytykuje się piłkarzy za indywidualne błędy. Kolejno przywołani do tablicy otrzymują pałę i naganę do dzienniczka. Taka nasza "klasa". Mało uzdolniona. To czego oczekujecie? Dlaczego oczekujecie, by te uczniaki nagle stały się kujonami co to zawsze prezentują się wzorowo?
Jakie mieliście oczekiwania przed sezonem? Kto typował Romę do miejsca w pierwszej czwórce wystąp przed szereg.
Sezon Milanu teraz staje się przykładem, że przy tej samej (niektórzy twierdzą, że gorszej...) kadrze można ugrać lepsze wyniki. Coś mi tu nie pasuje. Bo niby kadrę mamy lepszą, a ciągle jest krytykowana. Że nie ma zmienników. Że Kulibuli, że Jebaniez to parodyści. Że dziadki w ataku. Że Jednonogi. Taki mamy właśnie klimat, a oczekiwania hopsają w górę, bo Milan jest wyżej.
Moim zdaniem wyniki są dobre jak na nasze możliwości. Spaletti narzekał po Realu, bo Salah spieprzył dwie, trzy sytuacje. Tam kadrowo byliśmy mocni. Mogliśmy mieć większe oczekiwania.
Jest też różnica od przesadnej krytyki, a samozadowolenia. Bo o ile nie znęcał bym się nad zespołem za wczorajszy mecz, tak w żadnym wypadku bym ich nie chwalił bo nie ma za co. I tu jest problem. Bo jeśli oni myślą, że zagrali dobrze, no to są w grubym błędzie i trzeba im to uświadomić.
Edit: Muszę się z Tobą zgodzić majkel, nie chodzi o to by nadmiernie krytykować za wczorajszy mecz, bo oczywiście tragedii nie było ale też nie ma żadnych podstaw do tego by chwalić i by zawodnicy sami sobie wystawiali laurki. No i jak pisałem wcześniej, za wczoraj to ja mam pretensje raczej do Fonseki niż zawodników, bo nawet nie próbował zmienić sposobu gry jak zauważył, że klepanie w poprzek na 30 metrze nic nie daje.
W końcu ktoś to napisał. Amen.
Niektórzy chyba zapomnieli w jakiej dupie byliśmy jeszcze sezon temu po transferach Monchiego. W letnim mercato sprowadziliśmy Mayorala, Kumbullę i Pedro - fajne UZUPEŁNIENIA biorąc pod uwagę sytuację finansową w jakiej się znajdujemy. Ale to dalej tylko uzupełnienia, to nie są zawodnicy z topu, ani nawet zawodnicy, którzy są blisko topu, niektórzy chyba o tym zapominają.
Dodatkowo wczoraj nie grali Smalling, Pellegrini, Pedro i Zaniolo, bądź co bądź bardzo ważne postacie tej jakże wąskiej kadry. Tej kadry, w której pierwsze skrzypce gra teraz Villar (chłopak, którego gif był pośmiewiskiem roku) i Karsdorp, którego każdy jeden tutaj wraz ze mną spisał już na straty.
Daleko mi od popadania w samozachwyt tak jak naszym grajkom po wczorajszym meczu - tutaj duże znaczenie odgrywa aspekt mentalny i Fonseca powinien ich zganić za takie podejście, ale nie popadajmy też w paranoję jak to jest źle.
To też jest bez sensu, zwalniać faceta w połowie sezonu tylko dlatego, że taktycznie niedomaga z najlepszymi drużynami. Bo kto go zastąpi teraz? Iachini? I będzie walczyć o utrzymanie? Zgodzę, że facet najprawdopodniej pewnego poziomu nie przeskoczy zmiana trenera powinna nastąpić dopiero po sezonie i to tylko wtedy gdyby była możliwość zatrudnienia kogoś lepszego. Bo zmieniać dla samej zmiany to też nie ma sensu.
As11 tylko ja nie oczekuję niewiadomo jakich wyników, ja jedynie nie zgadzam się na radość po przegranej 2:0 bo to lepiej niż 4:0 i mówienie "z takimi graczami to i tak dobry wynik". Bo takie podejście to może mieć beniaminek, a nie Roma, niezależnie od tego w jakiej dupie niedawno była.
Ale ja się z tobą zgadzam, też irytuje mnie ta sytuacja, bo wiadomo inne napięcie i nastawienie jest, gdy oglądasz mecz z Crotone, a inne kiedy to Inter/Milan/Lazio/Juve, gdzie poza trzema punktami liczy się chęć wbicia szpileczki i okazania wyższości nad odwiecznym rywalem. Natomiast nie godzę się z aż tak zmasowaną krytyką jaka panuje na stronie, bo nie wynika ona bezpośrednio z wczorajszego meczu i sytuacji, w której się znajdujemy, tylko z kontynuacji tej niechlubnej serii.
W tym roku mija 20 lat od ostatniego Scudetto, a kibice Romy wciąż nie mają za grosz cierpliwości. Fonseca to wciąż trenerski młokos, uczy się włoskiej piłki na 'żywym organiźmie' w cholernie ciężkim środowisku, ale ja widzę w tym zespole postęp względem zeszłego sezonu i promyk nadziei na lepszą przyszłość. Cel jest prosty - zakończyć sezon w czołowej czwórce. Jeżeli się nie uda to jasnym jest, że żegnamy Fonsecę i zaczynamy z nowym trenerem, który ma całe precampionato na przygotowanie zespołu do sezonu. Jeżeli się uda, nie wieszałbym psów na Fonsecę, który na dobrą rzecz nie dostał nawet odpowiednich zasobów do ułożenia zespołu po swojemu i zrobił wynik ponad stan.
Ten powtarzający się i wracający problem to problem nie tylko tej Romy. Zeman mówił, że leżą wyjebani na kanapach w Trigorii itp. Tej mentalności nikt nie zmieni. To już jest wpisane w klimat Romy. Tak było od lat i nie zapowiada się by było inaczej.