Aktualnie na stronie przebywa 40 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
Remisem zakończyło się pierwsze starcie o awans do finału Ligi Konferencji. Giallorossi zremisowali na King Power Stadium z Leicester 1:1. Jako pierwsza prowadzenie objęła Roma. W 15' minucie spotkania piękna akcję przeprowadził Nicola Zalewski, który zaliczył asystę przy trafieniu Lorenzo Pellegrineigo. Gospodarze wyrównująca bramkę zdobyli po przerwie. W 67' minucie piłkę do własnej bramki skierował Gianluca Mancini. Gol początkowo przyznany Lookmanowi został ostatecznie uznany jako samobójcze trafienie obrońcy. Do rewanżu dojdzie za tydzień, 5 maja.
Komentarze (8)
Odpaliłem swoją standardowa stronkę ze streamami, aby obejrzeć półfinał mojej Romy z nie-moim Leicester w Lidze Konferencji.
Stream odpalony. Jakieś ujęcia jak Jose Mourhino tuli się z Brendanem Rogersem i c*uj – ścięło cały stream. Jak zawsze. Kolejny stream to samo. Kolejny to samo. Kolejny to samo. I tak aż do dnia sądu ostatecznego. A przecież, k*rwa, mam światłowód. Co za życie…
Weź mi nie mów, że musze kupić Viaplay. No bez jaj.
Dobra. Chwila. Sekunda.
Liczę. Kalkuluję. Jak z wielosztukami w żabce.
W końcu mówię „c*uj”.
Kupiłem.
Czuję się, jakbym podskoczył o dwa piętra społecznie.
Mam płatny stream, za który zapłaciłem.
W końcu do czegoś doszedłem w życiu.
Mamo, możesz być dumna!
Anyway.
W studio Viaplay siedzą jakieś typy. Nie znam tych typów. Ani z ryja. Ani z głosu. Ani na cześć.
Jedyne dostępne studio na tym Viaplay, to studio na temat meczu Marsylii z Rotterdamem. WTF? Dlaczego mecz Romy nie ma żadnego studio? Chcesz mi powiedzieć, że Aro Milik jest większym Polakiem od Niko Zalewskiego? Naprawdę? A powiedz mi, który z nich gra w pierwszym składzie? No właśnie.
20:55 – zmieniam okno i lecimy z pierwszym meczem tego sezonu LK w HD. #2022
Tammy wychodzi jako ostatni z tunelu. Jajka krzyczą z garnka, że są ready. Leicster ma jakąś biedacką oprawę. Nad stadionem napis „peace” oraz jego ukraiński odpowiednik, który wygląda jak napis „MVP”.
Piątki zbite, skorupki rozbite. Piłkarze klękają. Ja obieram jajka. Vardy ma 35 lat. Ja mam 3 kanapki. Leicester o dziwo ma doping. Nie wiem, co się dzieję.
Gracze Rogersa szybko łapią dwa rożne, ale żaden z nich nie wypuszcza owoców. W 5. minucie Siwy Jose smaruje coś w swoim notatniczku. Ja smaruję kanapki majonezem i modlę się, aby nie przegapić żadnej bramki, czerwonej kartki, karnego, czy cycków. Modlę się, bo cały czas mój wzrok biega między żółtkiem, majonezem a boiskiem.
Tammy w 7. minucie łapie żółtą kartkę pod bramka Romy, bo czemu by nie?
Leicester pieprzy wolny. Lecimy dalej na wilczych skrzydłach.
W 9. minucie ładna akcja czarnego Lincolna, podanie w pole karne Lisów do Zaniolo, ale niestety pan nr 22 pieprzy podanie i wychodzimy z własnym ch*jem w dłoni z tej akcji.
Ja w końcu mam swoje 3 kanapki – osiem minut smarowania, ale ok, już jestem.
Od 10. minuty lepszy fragment ASR, w tym rzut wolny, i dwie zablokowane dobitki. Z band reklamowych woła mnie reklama Just Eat, ale ja wiernie trzymam się swoich kanapek. W międzyczasie Zalewski przejmuje piłkę, wychodzi do przodu, podaje genialnie w tempo do Pellegriniego i boom! Piłka leci między nogami jakiegoś blondyna i parkuje w siatce! Od 15 minuty 1:0 dla ekipy z Wiecznego Miasta – kanapka od razu smakuje lepiej.
Kolejne minuty mijają z Romą przy piłce. Zalewski robi swoje po lewej stornie. Czesiu każe bukować Rajanera do Rzymu.
W 20. minucie z boiska schodzi Castange. W jego miejsce wchodzi JUSTIN i tyle. Po prostu Justin i nic więcej. Nie oglądam Premier League, nie znam typa, ale fakt, wygląda na Justina, więc jest okej, wszechświat może dalej się kręcić.
24 minuta – kanapki zjedzone, Leicester siada sobie na połowie Romy, a na bandzie siada Heineken 0% i zaczyna mnie kusić. Udaję, że go nie widzę. Musi my styknąć woda gazowana, bo jestem bardziej fit niż Adriano biegający w koszulce z napisem WIATR (tyle, że po angielsku).
25 minuta – ziomek z Leicester łapie żółtą kartkę za faul na Mikim. Chwila na uspokojenie i na ściągniecie trawy z ormiańskiego czoła. Kamerzysta pokazuje Tajlandczyka, którego ojciec zginał w helikopterze. Lisy mają różny. Roma robi z niego kontrę. Kontra kończy się jak ch*jowy film – ch*jowo.
Kolejne minuty meczu mijają na graniu w piłkę. Bo to mecz piłkarski, więc czego się, k*rwa, spodziewałeś? Zalewski ogarnia swoje. Smalling jest Smalldinim. Rui dupy nie urywa. Pellegrini opala się za murem. Ja zapamiętuję dwa nazwiska ze składu LCFC – Madison, Lookman.
5 minut do końca regulaminowego czasu pierwszej polowy. Jose klaszcze przy linii w szarym płaszczyku, a Leicester dalej ciśnie, jednak ponownie sytuacje kasuje Paolo Smalldini. Leicester nie wykorzystuje czterdziestego rożnego i wszystkiego, co wszechświat dał im w związku z nim w przeciągu następnych kilkunastu sekund.
Arbiter dolicza 120 sekund. Zalewski zakłada siatę jakiemuś typowi w niebieskiej koszulce. Sędzia gwiżdże, bo ma gwizdek. Grupa chłopaków, z których nikt nie waży ponad sto kilo, udaje się do szatni.
Leicester 0.
Roma 1.
Statystki z pierwszej połowy chcą mnie przekonać, że Leicester gnoi trochę Romę, ale brameczki mówią co innego, więc w sumie who cares?
Druga połowa zaczyna się bez gotujących jajek, ale z nadal nęcącą mnie reklamą Just Eat, widoczną na bandach.
Pierwsze 12 minut zdecydowanie dla ekipy Rodgersa. Roma ustawiona bardzo nisko. Schowana na własnej połowie jak dziecko w wersalce. Jedyna atrakcja to wymuszona zmiana – Veretout za Mikiego.
59. minuta – Vardy łapie żółtą kartkę za faul taktyczny na Ibaniezie, który dzisiaj nie dostał jeszcze żadnego wylewu. Chwila spokoju dla Romy, a za chwile kolejne minuty anglików na połowie ASR.
62. minuta – zmiany w LCFC – Ikenacho za Vardy’ego, drugą zmianę ogarnij sobie na FlashScore, bo ja przegapiłem, kto wszedł.
Roma na zmiany Leicester odpowiada żółtą kartką Zaniolo, abyśmy też mogli coś dorzucić na FlashScore.
66 minuta – świetne wejście w pole Barnesa. Mini wylew Ibaneza. Przegrana pozycja Manciniego. I Lookman ładuje piłkę do siatki z bliskiej odległości. Ruiemu nie pomogła nawet dobrze przystrzyżona broda. Remis.
Mamy 1:1.
68. minuta – Zaniolo out, Oliveira in. FlashScore się zapełnia.
72. minuta – akcja niebieskiego duetu Madison, Lookman i tylko brak dobrego wykończenia ratuje Romę od drugiego straconego gola.
Roma wygląda, jakby grała na 1:1, a Leicester, gdyby miało dwóch Madisonów, to miałoby już pewno dwie bramki. Albo gdybyśmy my mieli dwóch Mancinich, to Leicester miałoby również dwie bramki.
75. minuta – siedemdziesiąty rożny dla Lisów, ale ponownie pomimo lekkich turbulencji, piłka pod nogami Romy.
Chwilę później słodki Brajanek dostaje udaru, z którego, gdyby nie Rui LCFC ugotowałoby drugą bramkę. Roma odpowiada świetną akcja Tammiego. Genialne dogranie piętą do Oliveiry w polu karnym, ale tylko rzut rożny po interwencji Kacpra z Danii.
U niebieskich zmiana – schodzi Lookman a za niego wchodzi jeden z tysiąca Perezów w piłce nożnej.
84. minuta – zaczynam bać się o Romę, bo wchodzi Vina z predyspozycjami podobnymi do tych Ibanieza. Schodzi również Pellegrini, a za niego wjeżdża pan Balenciaga i fajnie pomyśleć, że LCFC mogłoby być jak Genoa chociaż przez 5 minut.
Ozdobą ostatnich minut meczu jest Smalling biegający z tamponami w nosie. Ludzie z OB dzwonią do Friedkinów, pytać o możliwość reklamy na spodenkach.
Jose Moruhino wędruje sobie wzdłuż linii, przytula ponownie Rogersa, ale tym razem dorzuca również sympatyczny uścisk dla sympatycznego Kolo powszechnie znanego jako Toure.
Sędzia dolicza 5 minut. Po 5. minutach sędzia dowiaduje się, że nie trza było nic doliczać, bo i tak już nic się nie działo.
Plan minimum wykonany.
Nadzieja na awans dość duża, tak jak zakryte zakola Mikiego.