Aktualnie na stronie przebywa 35 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
Dziś w Trigorii odbyła się konferencja prasowa przed ostatnim w tym sezonie meczem, Cesena-Roma. Głównym tematem nie było jednak jutrzejsze spotkanie, lecz odejście Luisa Enrique z drużyny. W spotkaniu z dziennikarzami uczestniczyli także Totti, Baldini, Sabatini i Fenucci, ale mówił tylko trener.
Powody pożegnania?
LE: Wolicie zadawać pytania, jak zawsze, czy też ja powiem, co myślę, a potem tylko kilka pytań? Dacie radę ustalić to między sobą?
Będzie Pan mówił od serca?
LE: Od serca, a potem odpowiem na 5-6 pytań, nie na 25. Zdecydujcie, jak wolicie.
Proszę powiedzieć, co Pan chce, a potem będziemy zadawać pytania, dopóki Pan pozwoli.
LE: OK. Zacznę od krótkiej krytyki. Dziś jest ostatni dzień i nie chcę się denerwować. Dwa dni temu spotkałem się z drużyną, z piłkarzami i moim sztabem, żeby powiedzieć im, co myślę i czuję. To było coś pięknego. Pożegnałem się z nimi po hiszpańsku, ponieważ chciałem mówić prosto z serca. Mój przyjaciel, Claudio, przetłumaczył wszystko pięknie, jak zawsze. To było coś, czego nigdy nie zapomni. To pozostaje w środku. Na krytykę zasługuje to, co pojawiło się potem w prasie. Nie czytam prasy, ale zrelacjonowano mi to. To wszystko, co pisano o tym, co miałem powiedzieć piłkarzom, to kłamstwo prawie w całości. Po dwóch dniach ciągle mówi się o tym kłamstwie. Ja mam kartkę, na której jest wszystko to, co powiedziałem piłkarzom. Ale nie zamierzam nikomu pokazywać tego, co mówię moim graczom. To, co pojawiło się w prasie, jest całkowicie różne od rzeczywistości. I boli mnie to. Powinienem był się przyzwyczaić, ponieważ działo się to wiele razy w tym sezonie. No ale w końcu tak to działa. Ta krytyka nie jest dla mnie, ponieważ ja i tak odchodzę, ale dla tych, którzy przyjdą po mnie. To jest piękne miejsce, ale to też miejsce, w którym trzeba trochę więcej pomocy. I mówię to z uwagi na tego, kto mnie zastąpi. Mam nadzieję, że nie będzie musiał znosić tego, co ja. Nic nowego, wiem to. Ok. Przejdźmy dalej.
Dla mnie trenowanie Romy było ogromną przyjemnością. Nigdy nie pożałowałem, że tu trafiłem. Nawet w najtrudniejszych chwilach. Moja rodzina była oczarowana miastem i szczęśliwa, że tu jest. To ja musiałem przekonać ich do przeprowadzki, ponieważ byli przekonani, że będę chciał zostać. Czułem szacunek i wierność wszystkich kibiców na ulicy, niezależnie od rozczarowań. Dziękuję im bardzo. Odchodzę, ponieważ jestem bardzo zmęczony. Dałem z siebie 100% w tym sezonie. Nawet kiedy brakowało mi się, starałem się zawsze być blisko moich piłkarzy. Myślę, że lato nie wystarczy mi na odzyskanie sił, więc nie będę mógł wesprzeć drużyny. W przyszłym roku na pewno nie będę trenował. Nie wiem, czy dostałbym jakieś oferty, ale muszę odzyskać siłę. Jestem człowiekiem pełnym pasji. To była przygoda. Wy nazywacie to zawsze projektem, a myślę, że wszystkich nas zmęczyło to słowo. Dla mnie to była przepiękna przygoda, ale straciłem całą energię, starając się dotrzeć do portu. Jeśli mówimy o wynikach mojej pracy, to trzeba oceniać po rezultatach. Kiedy do końca były 3-4 mecze, mogliśmy walczyć o trzecie miejsce. Nie udało się, ale dla mnie ten sezon nie był bardzo brzydki. Są pewne rzeczy, których wy nie możecie wiedzieć, ale moim zdaniem ta drużyna bardzo się polepszyła. Nie jeśli chodzi o wynik, lecz zaangażowanie graczy. Zawsze ich broniłem i dziękowałem. Dziękuję im także dzisiaj, w moim ostatnim publicznym dniu. Starali się realizować moją wizję. Ja starałem się im zaszczepić wiarę w to, co robili, i w dużym stopniu mi się to udało. Na pewno kibice nie zrozumieli tego, co robię, ale myślę, że byłem uczciwy wobec siebie samego przede wszystkim, ale też wobec klubu, piłkarzy i fanów. Powiedziałem na samym początku, że jeśli nie będę mógł pomóc tej drużynie, to odejdę. Tak się właśnie stało, zwłaszcza po meczu we Florencji. I to się może zdarzyć ponownie, a ja nie chcę być słabym punktem. Ci kibice, którzy byli nam tak wierni, są niezmiernie ważni dla drużyny i klubu. Teraz wszyscy muszą iść razem właściwą drogą. Życzę im, żeby szli razem. Życzę im, żeby ta droga była pełna sukcesów i żeby ta grupa stała się naprawdę drużyną. Nie mam żalu do nikogo. Jeśli popełniłem jakiś błąd, jeśli nie zachowałem się dobrze w pewnych chwilach, to przepraszam za to, czasem każdemu puszczają nerwy. Ale starałem się zawsze być w zgodzie z tym, co myślę. Dalej wierzę, że we Włoszech można grać piękną piłkę. Dalej wolę piłkę nastawioną na atak, choć – nie przejmujcie się – postaram się popracować i nad obroną. Musze jednak powiedzieć, że ta przygoda była piękna i jestem bardzo dumny, że mogłem być trenerem Romy. To tyle. Dziękuję za wszystko.
Jak Pan sądzi, jakie błędy Pan popełnił?
LE: Wiele, bez wątpienia wiele błędów, ale byłoby nieładnie mówić o tym w dniu, kiedy odchodzę. W każdym meczu starałem się przygotować chłopaków jak najlepiej. To było zawsze moje zadanie. Ułatwienie ich pracy i zobaczenie, co się stanie. Ale oni też mają swoje charaktery i muszą interpretować piłkę nożną. Kiedy ktoś gra, wszystko jest inaczej. Próbowałem jako trener ułatwić im pracę. Jeśli chodzi o momenty piłkarskie, to jest wiele rzeczy do poprawienia. Ja jestem człowiekiem, który lubi rywalizację i dlatego każda porażka była dla mnie wielką przykrością. Chcę wygrywać każdy mecz i każdy trening. I nie jest to tylko slogan. Ja tak czuję, tak myślę. Słusznym jest ocenianie trenerów po wynikach. Wyniki są, jakie są, ale w przyszłym roku na pewno zrobiłbym to, co zawsze robiłem. Dalej wierzę, że ta wizja piłki, piłki pięknej i atrakcyjnej dla fanów, jest możliwa. Widziałem, że piłkarzom ta piłka się podoba, że chcą pracować, myśląc o tym, co się stanie na boisku.
Pana relacje z Tottim?
LE: Wczoraj powiedziałem do ekipy od Tapiro d`Oro, że tak dużo mówiłem o Francesco, że prawie się nim zakochuję, że moja żona zaczęła się niepokoić. Francesco jest tutaj, bo inaczej jutro by nie zagrał [śmieje się – od red.]. To było coś specjalnego. Od początku świetnie się rozumieliśmy. Przypominam sobie, jak raz na początku treningu, po wykluczeniu, kiedy wy twierdziliście, że się pokłóciliśmy, powiedziałem mu, że nie ma między nami najmniejszego nawet zatargu. Przeciwnie, mam do niego wielki szacunek, jako do piłkarza i człowieka. Miałem szczęście zmierzyć się z nim jako piłkarz. Praca tutaj była wielką przyjemnością. Nie tylko z Francesco, który jest mistrzem, ale ze wszystkimi. Czy boję się tego miasta? Nie. To wspaniałe miasto. Zostanę w Rzymie jeszcze 2-3-4 miesiące, żeby lepiej poznać miasto. Niczego się nie boję. Kibice zawsze byli pełni wiary, często mówili, że nie podoba im się to, co widzą, ale ja się nie boję. To jest piłka. Moim problemem jest tylko zmęczenie. I siła, której teraz nie mam i której nie dam rady odzyskać przez lato. Kiedy powiedziałem, że jestem innym trenerem, ponieważ dla mnie ta praca jest pasją, to mówiłem prawdę. Może powinienem myśleć inaczej, ale taki właśnie jestem. Wolę taki intensywny jeden rok, niż trzy na niższym biegu.
Wydaje się Panu, że natrafił na mur we włoskiej lidze?
LE: Trener jest zawsze ważny dla drużyny. Na początku było nas dwóch trenerów zagranicznych, ja i Mihajlovic, choć on jest prawie Włochem. Nie jest tak, że piłka włoska jest inna. Czasem słyszałem, że włoscy trenerzy są lepsi od europejskich. Trenerzy włoscy nie są ani lepsi, ani gorsi od innych. Tutaj Pod tym względem nie było tak trudno, jak sądzicie. To był niełatwy sezon, ale myślę, że są włoskie drużyny, jak Juventus, który zagrał piękny sezon, jak Milan czy Udinese, które grały dobrze. A ja byłem traktowany w sposób niewiarygodny przez moich kolegów po fachu. Wszyscy byli dla mnie zawsze bardzo mili, komplementowali mnie zarówno ci, którzy wygrywali z Romą, jak i przegrywali. To była przyjemność spotkać ich także w Coverciano na spotkaniu, a także na każdej konferencji pomeczowej, która dla mnie jest zawsze prawdziwą masakrą. Wczoraj, kiedy wróciłem do domu z Tapirem [nagroda satyryczna wręczana za różnego rodzaju wpadki – od red.], moje dzieci zapytały, co to jest, a ja powiedziałem, że to nagroda dla najlepszego trenera obcokrajowca w Serie A.
Środowisko, atmosfera w Rzymie stwarza dodatkowe trudności?
LE: Nie. Ja jestem tutaj. Nie dociera do mnie nawet 10% tego, co słyszycie wy. Starałem się wykonywać moją pracę. Wiem, że w tym zawodzie jest się ocenianym przez wszystkich i tak musi być, ponieważ to wielki klub i wielki miasto. Nie mam nikomu nic do zarzucenia. Zawsze byłem dumny z trenowania tej drużyny. Dla mnie to nie jest dymisja, lecz właściwy moment na odejście, żeby klub mógł lepiej przygotować się do kolejnego sezonu. Nigdy nie myślałem, żeby odejść po porażce. Nigdy. Trzeba być z drużyną. Teraz wszystko może się na nowo zacząć. To nie jest zmarnowany rok. Zespół poprawił się w tym czasie, zarówno jeśli chodzi o zachowanie w szatni, jak i na boisku. Teraz drużyna jest mocniejsza pod tym względem, bardziej odpowiedzialna. Zrobiłem pierwsze kroki, a moją pracę będzie kontynuował ktoś inny, kto będzie miał siłę, której mi teraz brakuje.
A co Pan będzie robił teraz w swoim zawodowym życiu ? W Romie niczego Panu nie brakowało, miał Pan całkowite wsparcie kierownictwa, piłkarzy i publiczności. Krytyka nie była przesadna i przyszła dopiero po 16 porażce. Niezależnie od aspektu ludzkiego, jak można się wycofać z takiego układu? Powiedział Pan też, że jego decyzja nie była pewne, że musi Pan najpierw porozmawiać z zarządem…
LE: Nie żartowałem ani przez chwilę. Mam wielki szacunek do tego, co reprezentuję. Jest niemal niemożliwe pracowanie w takich okolicznościach w osobami, które mają do mnie niewiarygodne zaufanie. Wiesz dlaczego? Ponieważ jestem przede wszystkim człowiekiem, a nie trenerem. Podobnie jak piłkarze. A człowiek warty jest więcej niż cokolwiek innego.
Wielu jest przykro, że Pan odchodzi. To idealne środowisko do trenowania…
LE: Teraz wszyscy się złoszczą, że odchodzę… Przykro mi.
Gdyby udało się wejść do europejskich rozgrywek, to też by Pan odszedł?
LE: Każda porażka boli. Kibiców, piłkarzy, zarząd i mnie także. Bardzo. Gdybyśmy zdobyli trzecie miejsce – ale to tylko hipoteza – to nie wiem, co by się stało. Rzeczywistość jest taka i taka też jest moja decyzja.
Jaką radę da Pan swojemu następcy, żeby on się nie zmęczył?
LE: To zależy od siły, jaką ma każdy człowiek. Nie sądzę, żebym był właściwą osobą do dawania rad. Na pewno klub zatrudni właściwego człowieka. Musicie tylko dać mu jedną magiczną rzecz, odrobinę cierpliwości, żeby mógł spokojnie pracować i uzyskać to, co się da uzyskać i to na pewno nie w pierwszych dziesięciu meczach.
Dlaczego Pana idea piłki zatrzymała się po meczu Bologna-Roma? Myśli Pan, że zawiódł na poziomie technicznym?
LE: Bologna-Roma to był piękny mecz, ale zagraliśmy też inne spotkania na poziomie. Można tutaj grać piękną piłkę, widać to było kilka razy w meczach Romy, ale też i innych drużyn. Kiedy byłem piłkarzem, złościłem się, gdy mi mówiono: „nie wygraliście ligi, to zawód”. Ale kiedy dajesz z siebie 100%, to nie jest zawód. Ja nigdy tak nie powiem. Ten sezon był dziwny, na pewno bardzo trudny.
Nie sądzi Pan, że jest Pan jedyną osobą ponoszącą konsekwencje tego sezonu?
LE: Nie widzę tak tego. To moje osobiste odczucie. Muszę być uczciwy wobec siebie samego i tego, co reprezentuję. Nie jestem zły i nie muszę za nic płacić. Nie ma potrzeby szukania winnego, chodzi o Romę, która musi poprawić swoją grę i dać kibicom wiele satysfakcji w niedalekiej przyszłości.
Jakie dziedzictwo zostawia Pan Romie? Co zostaje po Luisie Enrique?
LE: Nigdy nie myślałem o pozostawieniu znaku. Staram się wykonywać moją pracę. Jeśli ktoś coś przyswaja z mojej wizji, to fantastycznie. Nie wiem, kto będzie następnym trenerem, ale będzie miał swoje pomysły. Jeśli będę mógł pomóc Romie poza boiskiem, to jestem do dyspozycji. Nie przejmuję się tym, czy będzie się o mnie mówić. Zależy mi, żeby przyszły trener dostał takie samo wsparcie, jakie dostałem ja.
Kiedy odzyska Pan energię, zechce Pan pokazać, że jego piłka może się sprawdzić we Włoszech? A może Włochy to już zamknięty rozdział?
LE: Nie, nie zamknięty. Włochy bardzo mi się podobają. Nie jestem może „zitalianizowany” pod względem piłkarskim, ale Włochy podobają mi się bardzo. Rzym szczególnie.
Czy Pana piłka może być w tej lidze zwycięska?
LE: Na pewno może, ale nie mam żadnej potrzeby odwetu, rewanżu. Ale taką piłkę można grać w każdym kraju.
Będzie Pan chciał jeszcze raz spróbować?
LE: Kto wie. Lepiej najpierw odzyskać siły. Was też to dotyczy [śmieje się – od red.]. A potem... Któż to wie? Dziękuję za wszystko. Forza Roma!
Komentarze (28)
Nie zastanawiał bym się nad tym gdyby nie to że piłkarze bardzo, ale to bardzo chwalili Luisa, i żałują jego odejścia. Być może to zarząd ma chorą wizję, a on nie wytrzymał, nie wiem. Nie zmienia to faktu że w znacznej mierze zawalił nam sezon. Zdecydowanie zbyt lekkie treningi, nie dawanie szans młodym, "zgnojenie" Pizarro i Borriello, z tego go nie będę dobrze wspominał.
A są tacy kibice ? :D
Ogólnie w końcu mądrze gadał na konferencji, szkoda, że tylko na tej ostatniej.
To jest zartownis:) Swoja droga wie ktos za jaka wpadke dostal LE?
"Podejrzewam, że stąd ta desperacja zarządu i próba zatrzymania Luisa. "
Desperacja, że Montella to mniejszy autorytet? Jednak jakim autorytetem był Hiszpan? Z wypowiedzi graczy w jego obronie zawsze wynikało tylko, że to dobry człowiek i na tym się to opierało. Bardziej był więc dla nich kolegą, aniżeli trenerem. Pod względem "autorytetów" w niczym nie jest lepszy od Montelli.
Co do kolegów Montelli, to takich z boiska zostało w Romie naprawdę niewielu. Na pewno Samolocik nie grał z nimi u Ranieriego. On mało zasmakował gry u Spala. De Rossi, Totti, Perrotta, Taddei, Pizarro, dużo tych kolegów nie ma. Z Chilijczykiem za wiele sobie nie pograł.
A tak na serio to pierwszy raz gada mądrze na konferencji. Nie wiem czemu odchodzi. Na pewno jest to pokłosie mizernego wyniku w tym sezonie, ale z tym zmęczeniem to coś ściemnia. Zepsuł nam totalnie sezon, odpadliśmy z pucharów, do kolejnych pucharów nie awansowaliśmy, przerwaliśmy wiele ważnych i cennych serii, dostaliśmy kilka razy w dupę od ogórasów. Jedyne co dobre to to że namówił DDRa do pozostania w Romie. Mimo wszystko to tylko człowiek. Jego wesoły futbol nie do końca zaskoczył w Rzymie, ale nie ma się już nad nim za bardzo co pastwić. Spieprzył sprawę, ale odchodzi więc pomyślmy o następcy, a Luisowi dajmy już spokój. I tak już Chłop wystarczająco posiwiał przez ten sezon :P
Montella? Oczywiście, ale za 5-10 lat. Skoro już taki Luis nie miał autorytetu to dlaczego miałby go mieć młodszy Samolocik. Zresztą niech Montella jeszcze poćwiczy sobie w jakieś Catanii trochę i potem wróci do Romy.
AVB? Jest to młody, ale doświadczony trener. Myślę że mogłoby się to źle skończyć dla Romy, ale kto wie...
Bielsa - kogoś takiego bym widział na stołku Romy w przyszłym sezonie. Absolutny autorytet. Stary, doświadczony trener z posłuchem.
A tak w ogóle to jeszcze może się okazać że ten Luis nie był wcale taki zły, a zarząd na czele z Baldinim jest jakiś trefny i to przez niego nie mamy wyników...
Widać jakiś żal do dziennikarzy za te ataki, ale przecież to dotyczy także wcześniejszych trenerów, to dzieję się w większości klubów z czołówki, wygrywasz noszą cię na rękach, przegrywasz nieustannie krytykują.
Szacunek za to że nie szedł w zaparte i mimo wsparcia zarządu, zadecydował o odejściu.
Panowie ja rozumiem, że to nie piłkarze dobierają taktykę a trener. Ale każdy z nas wie jakby się potoczyły losy Hiszpana jakby ugrali coś więcej z Fiorentiną i Napoli. Dziś krytykujemy wyniki ale później przyjdzie otrzeźwienie i zastanowienie i nasze "Kurczę jak niewiele brakowało"- jak każdy z nas tak pomyślał?
Dziś jednak gnoimy Luisa Enrique bo spieprzył nam sezon, ale może jednak się zastanowimy z perspektywy lat co nam przyniósł Luis Enrique? Jak mówi moja mama: "Taktyka nie gra, gra zaangażowanie i serducho piłkarzy" i może rzeczywiście tego brakło?
Dziś cieszymy się że LE odchodzi, ale czy w tym klubie było zadowolenie z pracy Luisa Enrique? Nie bronię Hiszpana bo sam przyznał, że popełnił błędy, ale czy kilku piłkarzy zbyt wiele razy nie pokazało swojego niezadowolenia z tego, że trener zdjął ich z boiska? Popatrzmy na to tak, że Enrique bronił zawsze tej drużyny, nawet gdy szło źle. Nigdy nie zwalał na drużynę i zawsze jej bronił. Zawsze znalazł się jakiś pozytyw
A może zasłużył na drugą szansę? Pokaże to oczywiście czas....
Bo według mnie Luis w czasie minionego sezonu dostał nie tylko drugą, ale i trzecią i czwartą szansę. I żadnej nie wykorzystał. Nie można budować drużyny cały sezon i na koniec tegoż sezonu nie mieć skrystalizowanego podstawowego składu. Nie można ciągle popełniać tych samych błędów - to była recydywa w jego wykonaniu. Nikt Luisa tutaj nie gnoi, nikt go nie obraża i nie wyzywa - po prostu każdy mówi to co widać gołym okiem.
Gdzieś byłą ta granica między cierpliwością kibiców a nieudolnością Luisa, którą przekroczył pod koniec sezonu. Przykre, ale w meczu Romy z Juventusem wpadł na minę i wyleciał w powietrze...
RoMaO - już możesz zmienić swój avatar ;P Masz czego chciałeś ;)
Rozwinę swoją wypowiedź. Luis Enrique to jak widać początkujący trener. Obejmując Romę został chyba rzucony na zbyt głęboką wodę i się porządnie zachłysnął. Jest młody jeśli chodzi o wiek trenerski. Tutaj mu nie wyszło, ale rzeczywiście może będą z niego ludzie. Ja mu życzę wszystkiego najlepszego, w końcu to też człowiek, a pracę ma jaką ma. Nawkurzał Romanistów już wyjątkowo często w tym sezonie, ale ja mu wybaczam i nie żywię urazy. Był jakiś tam projekt który miał poprowadzić Enrique - nie wyszło, ale nie będę już po nim jechał. Adios! Ale też nie możemy tak całkowicie tylko niego winić za sezon zmarnowany. A piłkarze to co?
No tak ja wiem, oni słuchają trenera, ale do nich też treba mieć pretensje. Czasami brakowało zaangażowania. Jedyny piękny mecz jaki zagrali za kadencji Luisa to ten z Juventusem 1:1. Tam gryźli trawę jak krowy. Każdy wślizg, każdy przechwyt się liczył. Taką Romę chcę oglądać jak najczęściej. Wtedy nie ma wstydu po porażkach. Stekelneburg przychodził i oczekiwaliśmy cudów, a okazało się że Lobont mu nie wiele ustępuje umiejętnościami. Ale dajmy mu drugi sezon na pokazanie wszystkiego. Angel - pomyłka. Kjaer - jeszcze do przetestowania (jest młody przecież i słaby psychicznie). Heinze - dobry sezon, ale końcówka już gorsza. Juan - w sumie jak grał to nie było źle, ale te kontuzje. Tadek - zaangażowania mu nigdy nie można odmówić, ale z formą jest różnie. Rosi - jeździec bez głowy, ale kondycje ma jak koń więc na ławkę w sam raz. Gago - trochę szklany, ale ma klasę i potrafi wnieść jakoś. Nierówna forma. Pjanić - na początku z meczu na mecz coraz lepiej, teraz przepadł w otchłani przeciętności. DDR - Pierwsza runda fenomenalna. Chyba najlepsza w karierze, ale cy robił to tylko dla kontraktu? W drugiej połowie zniżka formy ale i tak chyba najlepszy w sezonie wg mnie :P Marquinho - to może być nasza broń na przyszły sezon. Totti - oby doczłapał się jeszcze jutro do tego podium weszech czasów. Gdy grał Totti naszym szło lepiej. The King of Rome is not dead. Na offensywnym pomocniku to i tak dużo goli ma :P Osvaldo - przerośnięte ego to na pewno. Piłkarsko nienajgorszy, ale spodziewałem się więcej. Nie trzymał nerwy na wodzy. Borini. - odkrycie sezonu. To może być fajny chłopak ;) Bojan - długo nie kumał gry ale teraz załapuje już. Może w przyszłym sezonie będzie już bnardzo groźny . I tak to jest. Nie wszyscy grali równo. Jak formę miał Osvaaldo to Borini się miotał bez celu, albo miał kontuzję i na odwrót. Ci panowie nie mogą grać razem bo są bezużyteczni. I to nie prawda że całą winę ponosi Luis. Lamela to niewypał sezonu. Wydawało się że wszedł kapitalnie po 7 minutach zdobywając gola, ale jest za bardzo arogancki i gwiazdorzy nie mając czym...Dziwny sezon..
Kwestia postawy graczy, zaangażowania..to od tego też właśnie jest trener, żeby ich maksymalnie zmotywować.
Spójrzcie na Juventus od kilku sezonów kaleczyli i zaliczali wtopy, przyszedł Conte i wycisnął z nich 100%, zapierdzielają na boisku jak mrówki, w znacznym stopniu ci sami piłkarze a jak poprawili swoją grę. Na przykładzie Juve widać jak wielka jest rola trenera.
A u nas..często miałem wrażenie że gracze z Enrique grają na jakieś 50% swoich możliwości, zaangażowania. Zresztą to też chyba efekt takiego podejścia ,bez celów, presji- gramy bo gramy, a jak się kiedyś już zgramy to będzie super.
Także nie można całkowicie obarczać winą trenera za postawę drużyny, bo w końcu to nie on wychodzi na boisko, ale olbrzymia w tym wszystkim jest jego rola.
Wiecie coś dokładnie o terminarzu i planach wakacyjnych Romy?
Ale zauważycie, że sukces zawsze rodzi się w bólach i tak było z Juventusem od czasu zdegradowania ich do Seria B. Ile czekali na swój dzień? No tak my czekamy już zdecydowanie za długo
Tylko przyjdzie następca Luisa Enrique i co? Wymieni 3-4 piłkarzy (Lamela, Bojan, Angel, Osvaldo, Keajr) i co dalej? Albo ich nie wymieni i rozpocznie swoją pracę z tymi samymi piłkarzami co Luis Enrique. Oczywiście powiedzmy, że osiągnie sukces i co wtedy? Co powiem, że gdzie leżał błąd, że to był błąd Luisa Enrique że nie potrafił ich przygotować mentalnie?
Balidni użył na początku pracy z Enrique słowa "projekt". Dziś Enrique mówił, że przyszło zmęczenie tym słowem. Być może. Ja od 8 lat jestem kibicem Romy i Arsenalu. Czy jest jakieś podobieństwo w ciągu tych 8 lat wobec tych dwóch klubów? Tak! Od 8 lat nie potrafią zdobyć większego trofeum jak mistrzostwo. Różnice? Trener od 15 lat trenerem Arsenalu jest Wenger a u nas? Po każdym sezonie zastanawiamy się kto będzie idealnym następcą obecnego trenera.
Nie bronię trenera Enrique ale wydaje mi się, że Enrique miał jakąś myśl trenerską ale zabrakło mu czasu. Nie oszukujmy się też bo co mecz w każdej formacji mieliśmy jakiś problem: a to kontuzja, zawieszenie, czerwona kartka itp. Więc rotacja w składzie była a trener na pewno tego nie chciał. No cóż ale jakoś tak wyszło.....
Tak jak napisał RoMaO, Enrique miał już w tym sezonie, drugą, trzecią i czwartą szansę. Roma to nie królik doświadczalny, na którym można w kółko eksperymentować.
Co do Arsenalu, to w zasadzie co roku grają w Lidze Mistrzów, trzymają pewien równy poziom, a przy takich rywalach jak MU, MC i Chelsea nie jest łatwo. Często z niezłym efektem grają w tych pucharach, zawsze są czarnym koniem, szanuje się ten zespół jako taki, który może coś zdziałać, więc nie ma co porównywać.
Roma na arenie międzynarodowej praktycznie od 20 lat nie istnieje. Dwa ćwierćfinały Ligi Mistrzów, w tym jeden zakończony niezłym blamażem to za mało. W Lidze Europejskiej/ Pucharze UEFA, od lat 1/8 finału to przeszkoda nie do pokonania. Poza tym system 2-8-2-8-2-6 miejsce w lidze to też trochę nie halo.
We Włoszech jest zupełnie inaczej niż w Anglii. I tak Enrique długo wytrzymał, bo mamy durnego dyrektora generalnego, w innym klubie w Serie A poleciałby po drugim z kolei wyjazdowym blamażu, po Atalancie. Przynajmniej kosztem Romy i jej kibiców zrobił sobie kilka piłkarskich lekcji, za które jeszcze dostał kasę.
Andre Villas-Boas to świetny trener, ale jego ewentualna przygoda w Rzymie zakończyłaby się identycznie...
Pozdro
Za co mu serdecznie dziękuję, gdyby nie to - mielibyśmy kolejny rok w plecy.
I to nie dlatego, że "projekt" wymaga czasu tylko dlatego, że na ten moment jest on słabym trenerem.
Popełnił wiele błędów, w wielu momentach nie wiedział co zrobić lub świadomie postanowił nie robić nic (choćby porażka z Lecce).
Cieszę się, że szansę na ogarnięcie zespołu dostanie ktoś inny. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na Montellę... Oby okazał się lepszym trenerem.
"Nie sądzi Pan, że jest Pan jedyną osobą ponoszącą konsekwencje tego sezonu?"
I tutaj mamy najwiekszy dramat tej sytacji. Wine za sezon w plecy, za zatrudnienie trenera - leszcza, za zmarowanie zainwestowanych pieniedzy ponosza Baldini i Sabatini.
Za to w jakim stylu sie to odbylo - zatrudnienie LuE "na spontanie" a pozniej slepa i dosc debila obrona "projektu za wszelka" cene - powinni byc wywaleni na bruk.
Jemu się zdecydowanie należy.