Hiszpania jest pięknym krajem, złożonym z tysiąca kontrastów i setek odcieni. La Liga była w ostatnich latach z pewnością jedną z dwóch najpiękniejszych lig na świecie. Jednak między Rzymem (w zasadzie Romą) i hiszpańską nacją coś nie gra. Od Bojana Do Jose Angela, przez Helguerę i Cesara Gomeza, wiele było hiszpańskich klopsów transferowych w historii Giallorossich. Jeden, który wciąż nie jest klopsem, by było jasne, wydawało się, że może odwrócić negatywny trend. Tym jednym jest nie byle kto, jest to najdroższy bramkarz w historii klubu: Pau Lopez Sabata.
Przybył latem z Betisu Sevilla za 23,5 mln euro plus łatwe do osiągnięcia bonusy, które doprowadzą ostateczną kwotę do okrągłych 30 mln. Nikt w Romie nie kosztował nawet połowy (drugie miejsce zajmuje Pelizzoli z 13,5 mln). Na świecie jest tylko siedmiu bramkarzy, którzy zostali kupieni za większą kwotę niż hiszpański chłopak z sympatyczną twarzą, który jeszcze miesiąc temu nie wyróżniał się szczególnymi błędami. Jednak nie o to chodzi. Bowiem Pau Lopez nie jest słabym bramkarzem, mimo potwornego błędu w derbach, który może być decydujący nawet w walce o scudetto. Liczby, jednak, przewyższają subiektywne opinie. W 22 rozegranych do tej pory meczach (opuścił 0-0 z Interem na San Siro) Hiszpan wpuścił fatalne 30 goli w lidze, właśnie tyle ile milionów wydał za niego Petrachi. Ze średnią 1,36 na mecz. To liczby na środek tabeli, z obroną na środek tabeli, chyba że zacytujesz Atalantę, która goli zdobyła ponad 60. Pomyślcie, że Robin Olsen, obiekt drwin (kosztował 1/3 Pau Lopeza) stracił w poprzednim sezonie tyle samo bramek w takiej samej ilości meczów... 30. Tyle samo, jeden klops więcej, jeden mniej i przypadek chciał, że 30 bramkę stracił własnie przeciwko Bologni w 24 kolejce ligowej, gdy Giallorossi pokonali 2-1 zespół z Emilii-Romanii.
Nic się zatem nie zmienia, poza bilansem finansowym klubu. Chcąc być bardziej bezlitosnymi, Szczęsny i Alisson (prawdopodobnie dwaj najlepsi bramkarze w historii Romy) w pierwszych sezonach w pierwszym składzie w 22 pierwszych spotkaniach stracili odpowiedni 20 i 14 goli. W przypadku Brazylijczyka to połowa tego co Pau Lopez. Jeszcze lepiej spisał się De Sanctis w sezonie 2013/2014 z zaledwie 11 straconymi golami u Garcii. Nawet Stekelenburg w swoim pierwszym sezonie w Romie miał lepsze liczby niż Hiszpan z 28 golami straconymi w swoich pierwszych zapomnianych 22 występach w Serie A. Zatem debiuty Pau Lopeza i Olsena są najgorsze, jeśli chodzi o bramkarzy w Romie Pallotty. Do myślenia daje też liczba czystych kont. Pau Lopez zdobył ich do tej pory tylko 4. Zgadnijcie ile czystych kont zaliczył w swoich pierwszych 22 meczach Olsen? Odpowiedź jest łatwa: 4. W zeszłym sezonie Ranieri posadził Szweda na ławce po 28 meczach. W jego miejsce wszedł pokorny Włoch Mirante, który do dziś ma w Serie A średnią, która zasługuje na szacunek: 6 straconych bramek w 12 spotkaniach. Kto wie...
Komentarze (11)
Kwestia priorytetów. W droższego bramkarza można było rzecz jasna zainwestować, ale np. za rok, kiedy mielibyśmy ogarnięte bardziej newralgiczne pozycje (m.in. Dżeko nadal nie ma zastępcy, bo tej chorwackiej atrapy piłkarza nie ma sensu nawet liczyć).
Nie zapomnę jak przed Derbami pokazywali tunel w którym stoją piłkarze, Lopez stał z spuszczoną głową w dół z wystraszoną miną, to nie było skupienie to było przerażenie jak u Olsena.