Aktualnie na stronie przebywa 38 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
Jeśli jesteś kibicem piłkarskim, to znasz dobrze radość zwycięstwa i gorycz porażki. Wiesz, jak to jest fetować zdobytą w ostatniej minucie bramkę i przeklinać pecha, gdy piłka odbija się od słupka, odbierając szansę na kluczowe punkty. Wiesz też jednak, że gdzieś poza punktami, poza wygranymi, poza lokatami w tabeli, kryje się coś więcej. Że twoja drużyna, jakakolwiek by ona nie była, jest gdzieś ponad tym, niezależnie od tego. Trwa mimo wyników. Nauczyłeś się radzić sobie z rozczarowaniem, ze smutkiem, z wściekłością, które wynikają z tego, co w ostatecznym rozrachunku, w szerszej piłkarskiej perspektywie nazwiesz przecież tylko epizodami. Ale są takie chwile, takie momenty, które zostawiają cię ze złamanym sercem. I ze łzami w oczach. Dla wszystkich fanów Romy taki moment, taki dzień jest właśnie dzisiaj. Bo przecież nie co dzień przychodzi nam żegnać się z legendą.
W takim dniu jak ten, trudno jest wyrazić słowami to, co czują przecież wszystkie żółto-czerwone serca. Bo jak zmieścić w kilku zdaniach karierę jednego z najlepszych piłkarzy w historii calcio? Gracza, o którym Maradona powiedział „to najlepszy zawodnik, jakiego w życiu widziałem”. Czarodzieja piłki, dobrego ducha drużyny, autorytet w szatni i na boisku. Legendę. Mit. Kapitana.
Mówisz Francesco Totti i myślisz Roma. Nie da się inaczej. 28 lat spędzonych w ukochanej drużynie, poświęconych jednym tylko barwom to łańcuch wspomnień, które można by snuć długimi tygodniami. Tylko on ma w głowie je wszystkie. My za to, każdy z nas, kibiców, ma swoje ulubione, ukochane, wypieszczone migawki. Patrząc, jak okrąża Stadio Olimpico w swojej ostatniej, honorowej rundzie, nie możesz powstrzymać tej lawiny, która zaczyna się w twojej głowie. Magiczne bramki, przekorne „łyżeczki”, technicznych geniusz podszyty boiskowym sprytem, odwagą, dawką bezczelności. Pamiętasz to? Pamiętasz?
Pamiętasz, jak na Euro 2000 w półfinale przeciw Holandii stanął naprzeciw Edwina van der Saara? „Mo je faccio er cucchiaio" powiedział do Maldiniego, a potem z nonszalancją podciął piłkę i wrzucił ją za kołnierz jednego z najlepszych bramkarzy świata?
Pamiętasz, jak w 2001 roku fetował z kolegami Mistrzostwo Włoch, spełnienie marzeń swoich i kibiców, którzy tak długo czekali na scudetto?
Pamiętasz jego „quattro e a casa” (Cztery i do domu) w meczu z Juventusem z 2004 roku?
Pamiętasz derby w 2008 roku, kiedy dograł Baptiście idealną piłkę, a ten zmienił ją w zwycięskiego gola, przyprawiając kibiców o szalony wybuch radości? (O tak, ten mecz pamiętam szczególnie, bo to był mój pierwszy raz na Olimpico, pierwszy raz na Curva Sud!)
Pamiętasz, jak w spotkaniu z Torino wszedł na boisko na cztery minuty przed końcem i odczarował wynik, zmieniając bolesne 1-2 na tryumfalne 3-2, doprowadzając do łez samego Carlo Zampę?
Pamiętasz jego rozpacz, kiedy na kilka miesięcy przez Mundialem 2006 doznał kontuzji, która miała wykluczyć go z tej imprezy? Jego desperacką walkę o powrót do zdrowia? Tamten karny w doliczonym czasie meczu z Australią? I tryumf, i radość, i szaleńczy taniec ze złotym pucharem, po który sięgają tylko najlepsi?
Te magiczne podania, wrzutki, strzały na bramkę. Te kiwki, „łyżeczki”, bomby zza linii pola karnego. Gesty tryumfu, ukłony w stronę Curva Sud, kciuk w ustach, palec uniesiony w niebo. Sei unica.
Takich wspomnień, takich migawek my, kibice Romy, mamy w głowie tysiące. Kolekcjonujemy je, nawlekamy na nitki pamięci, cieszymy się nimi, pocieszamy w chwilach trudnych, w czasach porażek i zniechęcenia. Tak było zawsze. Kiedy było gorzej, kiedy brakowało mocy, kiedy brakowało ognia, był chociaż on. Zawsze był. Do dziś.
Mieliśmy nadzieję, że ten moment nigdy nie nadejdzie. Nie jest młodzikiem, zakończenie kariery wieszczono mu już od jakiegoś czasu, ale przecież do końca nie mogliśmy w to uwierzyć. Nie mieściło się to w naszych głowach. Każdy kolejny sezon z nim w składzie, z nim w roli kapitana traktowaliśmy jako oczywistość. Ale i jako dar od losu. Nie mogliśmy sobie wyobrazić naszej drużyny bez niego. Roma to Totti, Totti to Roma – mówiło wielu, powiedziała dziś także Curva Sud. Siedemdziesiąt tysięcy ludzi na stadionie ze łzami w oczach żegnało człowieka, który naznaczył nasze życia. Kobiety, dzieci, mężczyźni. A przed telewizorami, w najdalszych zakątkach świata miliony tych, którzy tego dnia na Olimpico być nie mogli. Ze łzami w oczach. Wszyscy. Bo są takie chwile, kiedy łez po prostu nie da się powstrzymać.
Mieliśmy nadzieję, że ten moment nigdy nie nadejdzie. I on też miał taką nadzieję. Trudno, tak trudno jest powiedzieć sobie „dość” – przyznał ze łzami w oczach, czytając łamiącym się głosem pożegnalny list. W takt wzruszającego „Grazie Roma” wyśpiewywanego przez tysiące gardeł schodzi z murawy po raz ostatni. Człowiek, który całe życie poświęcił jednej drużynie, jednym barwom. Mógł wybrać inaczej. Nigdy nie dowiemy się, jak wiele tytułów, jak wiele tryumfów odniósłby, gdyby przyjął oferty najlepszych klubów piłkarskiego świata. Odmówił, choć wiedział, że przekreśla tym wyborem szansę na realizację wielu osobistych ambicji. Wybrał Romę. W świecie piłki, w której coraz bardziej liczy się pieniądz, biznes, autopromocja, taki wybór wydaje się nierzeczywisty, absurdalny, szalony. A przecież tak właśnie było, tak właśnie jest. I może dlatego, tak ciężko, tak strasznie ciężko się z nim żegnać. Bo gdzieś tam w głębi duszy nieuchronnie czai się poczucie, że to może ostatni Mohikanin tej piłki, która była czymś więcej niż tylko pracą. Pasją, przeznaczeniem, miłością. Życiem.
C'è solo un capitano. Jest tylko jeden Kapitan. Dzisiaj może bardziej niż kiedykolwiek.
Komentarze (19)
I oczywiśćie „quattro e a casa”... to na zawsze.
Zagrania piętką, bez patrzenia itd... wiele tego wszystkiego było.
A z rozrywkowych rzeczy, to zawsze będę miło wspominał jak wykosił Balotteliego... to nie było sportowe, ale urocze
Największy z największych, symbol klubu, miasta i calcio.
Właśnie do mnie dotarło, że po kilku latach kibicowania Romie w pewnym momencie zacząłem oglądać spotkania tak "z przyzwyczajenia", rzadko kiedy cieszyłem się jak głupi ze strzelonych bramek, wygranych spotkań... Jednak te 2 gole z Lazio, właśnie mecz z Torino, przypomniały mi o emocjach, które uzależniły mnie od tego klubu. Klubu nierozerwalnie związanego z Tottim. Oglądając jego pożegnanie sięgam pamięcią do tylu wydarzeń... a w nich Totti w roli głównej.
C'è solo un capitano!!!
Jedyne czego można żałować, to ten ostatni sezon Franka, gdzie Spalletti nie umiał albo po prostu nie chciał mądrze poprowadzić Tottiego do emerytury. Naprawdę za mało razy pojawiał się na boisku, a te jego 2 albo 3 minuty w końcówkach to był policzek i nic więcej. Boleć będzie mnie to jeszcze bardziej, gdy dowiem się, że Spalletti jednak nie zostaje w Romie i spieprza do jakiegoś Interu. Tak jak ktoś już tutaj napisał - Spalletti przychodzi i odchodzi, a ostatni sezon Tottiego powinien być wyjątkowy. Tego jednak zabrakło. Mimo wszystko Franek żegna się z klubem vicemistrzostwem, gdzie Roma pobiła klubowy rekord punktowy i zapewniła sobie LM - przy tak mocnym Juventusie chyba lepiej już nie będzie. GRAZIE IL CAPITANO!
Wiemy, ze Totti jest geniuszem i potrafi jednym zagraniem otworzyc droge do bramki... Moze wczorajszy mecz nie byl najlepszym odzwierciedleniem, ale czy uwazacie ze Totti wczoraj zagral dobrze?
Wiem, ze bardzo ciezko jest zadac sobie to pytanie w takim momencie, ale wszyscy wiemy ze od pewnego czasu Totti ma problemy z motoryka i on sam o tym wie, jednak ciagle ma pragnienie gry. On sam zachowal sie przez caly sezon swietnie, nie oburzajac sie publicznie i wszystkie frustracje trzymajac dla siebie wiedzac ze dla Romy nie bedzie to dobre..
Moim zdaniem Spalletti zostal postawiony w BARDZO ale to BARDZO trudnej sytuacji
Z jednej strony albo mialby spelnic rzadania kibicow czyli przez wiekszosc czesc sezonu wpuszczac go czesciej, albo idac swoim tokiem myslenia nie robic tego bo uwazal ze sa lepsze warianty taktyczne... szczegolnie ze w ustawieniu jakie mielismy gdzie byscie stawiali Tottiego, na skrzydlach?? To nie sa juz te czasy kiedy druzyna byla ustawiana pod niego.
Nie mam teraz czasu wypisac wszystkich swoich mysli ale licze na jakies konstruktywne odpowiedzi i dalsza dyskusje
Totti jest byl i bedzie legenda, jest osoba ktora podziwiam za caloksztalt i dla mnie nie ma pilkarza ktory by zastapil go w moim sercu, ale czy Spalletti zasluguje na takie obrzucanie blotem??
Moim zdaniem mial bardzo ciezkie zadanie i postapil w taki sposob jaki uwazal za sluszny.
Kawał dobrej roboty Kaisa
Czyli wnioskować można z tego że takie polecenie dostał bezpośrednio z góry jak i również to że musiał istnieć jakiś dawny zatarg który Łysy postanowił przy okazji wyrównać z Francesco.