Aktualnie na stronie przebywa 40 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
(Il Messaggero - M.Ferretti) Roma zbliżyła się do dzisiejszego meczu z Milanem jakby nic się nie stało. Tak jakby zespół Giallorossich nie odpadł kilka dni temu z Coppa Italia po tym jak zainkasował siedem goli (siedem goli!) na boisku Fiorentiny. Niespotykane leczenie bólu, być może. Zgrupowanie? Bzdura. Kary? Żadnych. Zwrot kosztów dla kibiców, którzy przyjęli deszcz, wyzwiska i dokuczanie we Florencji? Nic.
Wszystko zostało już oddalone, mamy nadzieję, że niezapomniane, ale na pewno odłożone na bok. Po Florencji, z wyjątkiem przeprosin na gorąco dyrektora sportowego Monchiego, żaden z dyrektorów nie wystąpił, aby wyjaśnić publicznie i jasno kibicom ruchy klubu; wyciekło tylko, że Di Francesco nie ryzykuje posady i że nie będzie jej ryzykował nawet w przypadku gdy będzie musiał przegrać z Milanem. Prezydent Pallotta powierzył Monchiemu zarządzenie sprawą, uznając jego bardzo wysoką rolę wewnątrz klubu i w tym samym czasie wystawiając go na próbę w świetle Romy przyszłości. Monchi dowodzi dziś w Trigorii jak nikt inny i dlatego broni - przeciwko wszystkim i wszystkiemu - swojego zespołu i Di Francesco. Który, powołując się na konieczność mercato, teraz ma krótszą kadrę (odszedł Luca Pellegrini, nikt nie przyszedł w zamian), ale jest ostrożny by nie narzekać. Bowiem trener, wiadomo, zawsze pracuje na materiale, który powierzy mu klub. Zatem podnosić głos? Nie. Przeciwnie, nie robiąc mercato zakupowego Monchi dał mu paradoksalnie pomocną dłoń: mam co mam, co mogę zrobić?
Rola Monchiego zasługuje na refleksję. Hiszpan, potwierdzając za wszelką cenę EDFa, prawdopodobnie ryzykuje coś na poziomie profesjonalnym, ale jeśli sprawy pójdą źle (czytaj Roma nie znajdzie się w strefie Ligi Mistrzów) może opuścić okręt i zacząć od nowa w innym miejscu. Lub też może zostać zwolniony przez Pallottę. Zastanawiamy się nad tym co zrobił Franco Baldini, sponsor Paulo Sousy: możliwe, że wszystko przeszło z niczego w nic i został przebity jako prawa ręka przez Monchiego, który przybył do Romy właśnie z jego naznaczenia? To pytania, które nie znajdą natychmiastowej odpowiedzi: aktualność nazywa się Milan i zespół "nie chory, ale wciąż niewyleczony" (cytat z EDFa) dziś wieczorem nie może być, nie musi być głupi. Gdyby udało mu się wygrać, rację mieliby prorocy, którzy pracują w Trigorii. I tego życzymy Romie.
Komentarze (8)
My sprzedajemy Verde za 2 mln euro, Ponce oddajemy za darmo, itd... Inter sprzedaje kanałami typków, którzy dopiero co wyszli z Primavery za 5-10 mln euro i którzy w tych kolejnych klubach i tak nie grają. Juventus ściąga Szczęsnego, który ma wyrobioną markę za 12 mln, ściąga Perina, który już swoje też pokazał za 12 mln, a sprzedaje do Sampy Audero, trzeciego bramkarza, za 20 mln euro. Czaicie?
Przy takim zarządzaniu klubem, jaki my prowadzimy, jedyną szansą na sukces jest brak błędów w mercato. Tylko i wyłącznie to pozwoli nam zatrzymywać graczy i osiągnąć pewien poziom. I to jest główna różnica między nami i np. Napoli, które nie sprzedaje i sprzedawać nie musi, bo transfery im wypalają. Dlatego mają w du... ofertę 90 mln euro za Allana. Gdyby latem wywalili 100 mln euro w błoto to by teraz musieli sprzedawać, a tak kadra jest solidna, podczas gdy u nas będzie trzeba szukać latem środka obrony, lewego obrońcy, środka pomocy i przynajmniej jednego skrzydłowego. Nie wiadomo też co z napastnikiem. Gdyby Schick, Kluivert, Nzonzi, Cristante, Marcano, Karsdorp w pełni się udali, nie byłoby czegoś takiego. I to jest główna porażka Monchiego i przez to cierpiał potem Sabatini i na początku Monchi, gdy musiał sprzedawać. Przez to, że Sabatowi nie udały się pierwsze dwie sesje transferowe.