Aktualnie na stronie przebywa 31 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
(Corriere dello Sport - R.Maida) Dziwna okazja zdarza się na bardziej nietypowej roli: Juan Jesus wraca do pierwszego składu Romy jako boczny obrońca (lewy, na pozycję, na której nie grał nigdy u Di Francesco). Na tej stronie przy nieobecności Kolarova grali Bruno Peres i Emersona Palmieri, a w trakcie meczu również Hector Moreno.
Gdyby dostępny był obrońca, który przybył w styczniu, Jonathan Sila, który tymczasem jest daleki od najlepszej kondycji, Juan Jesus prawdopodobnie i tak by zagrał, dając odpoczynek jednemu ze środkowych, Manolasowi lub Fazio, w perspektywie meczu z Szachtarem Donieck. Jednak ponieważ Kolarov jest zmęczony, w Udine na lewej zagra on. Co ciekawie właśnie Udinese strzelił swojego jedynego gola w Serie A, w ostatniej kolejce sezonu 2012/2013 w barwach Interu. W rzeczywistości powinien czuć się wystarczająco w swojej skórze. Nie tak jak w meczu Roma-Inter z pierwszej rundy, gdzie był zmuszony zagrać na prawej stronie, płacąc frycowe, z powodu konieczności bronienia na tej stronie przy przeciwnym ustawieniu ciała. Jako lewy obrońca rozegrał z kolei 32 mecze w karierze, większą część w trakcie półtora sezonu u Spallettiego. W szczególności w defensywie trzy i pół, gdzie biegając po skrzydle z konieczności i dla równowagi drużyny, Juan Jesus zawsze oddawał się do dyspozycji z profesjonalizmem. Ponadto rozegrał jeden ze swoich najlepszych meczów w Romie jako lewy obrońca w 3-5-2 z licencją na atakowanie, dokładnie rok temu na San Siro przeciwko Interowi. Interowi, który był jego pierwszym klubem we Włoszech.
W ten sposób JJ, jak zwą go wszyscy w Trigorii, spróbuje ponownie. Nigdy nie przekonał do siebie w pełni opinii publicznej i również w ostatnim występie, przeciwko Sampdorii, spóźnił się do decydującej piłki, zamienionej w gola Zapaty. Jednak na początku sezonu, gdy rotował regularnie z innymi obrońcami i wydawał się znajdować w świetnej harmonii z systemem defensywnym Di Francesco, zasługiwał na pochwały za dobrą regularną wydajność. Po gwizdach, które otrzymał w pierwszym sezonie, otrzymał wsparcie od Olimpico. "Kibice mogą robić to co chcą - powiedział pewnego razu - ja muszę myśleć o mojej pracy i wywalczeniu miejsca w zespole. Znam swoje walory i wiem, że znowu mogę się pomylić, ale się nie poddam. Nie poddałem się w Interze i nie poddam się w Romie". W rzeczywistości po tym zdaniu, wypowiedzianym w Baku przed meczem z Qarabag, błędów nie brakowało. Jednak Juan Jesus szedł swoją drogą bez rozpraszania się. Jego podejście do treningów i również spokój, z którym zaakceptował bycie trzecim obrońcą zostały docenione przez Di Francesco, który wie, że może na niego liczyć. Po pojedynkach z Widmerem z Udinese usiądzie na ławce w Charkowie.
Kupiony latem 2016 roku za 10 mln euro w lipcu może wylądować ponownie na liści transferowej, gdyż Roma uważa go za zbywalnego w obliczu "normalnych" ofert. Jednak nie jest to takie pewne: profesjonalista, który nie jest źródłem problemów, jest zawsze wygodny dla trenerów. Również w poprzednim roku wydawał się niechciany, tymczasem rozpoczął ten sezon w pierwszym składzie. W styczniu odeszli Castan i Moreno, a on jest tutaj nadal. JJ jest poza tym przyzwyczajony do pościgu za innymi.
Komentarze (6)
Natomiast to właśnie ta sprzedaż, a nie sprzedaże Salaha, Ruedigera czy Emersona obrazuje jakie poszanowanie mają w klubie piłkarze i że są tylko mięsem arm...wróć... mięsem na handel. Chłop przyszedł pół roku temu, nie grał dużo, dostali ofertę taką samą za jaką go kupili, była dla nich okazja, więc go opchnęli bez większych refleksji. Bo przecież za półtora roku już by nic na nim nie zarobili. A gdzie jest w tym jakaś ciągłość projektu? Gdzie jest to, że zamiast tych marnych 6 mln euro facet być może odpłaciłby się własną grą?
To taka identyczna sprzedaż jak ta Holebasa. Facet przyszedł za 1 mln, nie było fajerwerków, ale był solidny. Pograł rok, nadarzyła się okazja na jego sprzedanie za 2 mln euro, to Sabat się nie wahał ani chwili. I to jest kretyństwo w tym klubie, że sprzedany może zostać każdy, od najlepszego, przez solidnego po najsłabszych czy zapchajdziury. Nie ma tzw. projektu. Już i DDR-owi dawali dwukrotnie wolną rękę, Radji dali wolną ręką na rozmowy z Chelsea, bo oferta dla klubu była korzystna.