Serwis ASRoma.pl wykorzystuje pliki cookies w celu świadczenia usług, dostosowania serwisu do preferencji użytkowników oraz w celach statystycznych. Możesz zawsze wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza, że cookies będą zapisane w pamięci urządzenia. Więcej w Polityce prywatności. Korzystając z serwisu akceptujesz także postanowienia zawarte w Regulaminie ZROZUMIAŁEM I AKCEPTUJĘ
Aktualnie na stronie przebywa 20 gości oraz 0 użytkowników!
Zarejestruj
zapamiętaj logowanie
- przypomnij hasło -
zapamiętaj logowanie
- przypomnij hasło -
Dostęp do tej strony mają wyłącznie zalogowani użytkownicy.

Cagnucci: Numer 10

Totti

Totti jest jednym numerem. Jest dziesiątką. Ale nie był nią zawsze. Stał się nią. Wcześniej był czwórką i ósemką, reżyserem gry, nietypowym pośrednikiem między pomocą i atakiem, napastnikiem, wysuniętym napastnikiem, pomocnikiem, a nawet cofniętym reżyserem gry przed obroną. Francesco był w sumie zawsze tym, kto zagrywał piłkę. Totti jest jak efekt optyczny, manierystyczne dzieło. W środku możesz dostrzec dziesiątkę, ale nie widzisz jej na pierwszy rzut oka.

 

Popatrzcie na niego. Totti. Jest w nim pewna idea, ale trzeba się przyjrzeć, żeby ją dostrzec. Gdzieś między wierszami. Jak w tych obrazach, kiedy musisz popatrzeć na kropkę - u Warthola czy Arcimboldiego - żeby nagle zobaczyć inny kształt. Wszystko się wyjaśnia. Otwiera się nowy horyzont. Tak samo dzieje się przy jednym z jego wspaniałych podań. Pyk... I nagle rozumiesz, że ta kropka to nie on, ale coś innego. Nie tamta czwórka, nie tamta ósemka, nie tamta dwudziestka, ani tym bardziej siedemnastka przypisana mu przez Carlosa Bianchiego. Tottiemu trzeba się przyjrzeć, ponieważ nie wszystko widzisz od razu. Jego pierwszym numerem była szesnastka, w Brescii. Swoją pierwszą bramkę strzelił w koszulce z dziewiątką, z numerem Pruzzo. Tamta koszulka trafiła w ręce pewnego strażnika z Los Angeles, a potem została kupiona przez kolekcjonera. Może do dziś kryje się w jakiejś kolekci z innej planety, gromadzącej pierwsze koszulki Francesco. Koszulka z Fortiduoa była naprawdę ciężka i gryzła bardziej niż wełniana. Było ich wiele. Ale żadna nie miała numeru 10.

 

Są numery na koszulce, które są jak dowód tożsamości noszony na plecach. Best był siódemką, Ardiles jedynką, Tigana i Cruyff czternastką, Paulo Roberto Falcao piątką. No i jest jeszcze dziesiątka, która - jeśli to możliwe - jest najwyraźniejszym znakiem rozpoznawczym, ponieważ bardziej niż jednostkę, określa pewną grupę piłkarzy, których powołaniem jest odmieniać piłkę. Są jak ci bohaterowie, którzy potrafią obejść zawirusowany komputer pokładowy, odkryć szczepionkę przeciw śmiertelnej chorobie, uspokoić rozszalałe żywioły. Trzeba umieć nosić koszulkę numer 10. Trzeba umieć na nią zasłużyć, jeśli nie chcesz wyjść na amatora, na łotra, czy - co gorsza - na kogoś, kto dostał ją tylko po znajomości. Także dlatego, że przed epoką nowoczesnej piłki, kiedy na boisku pojawiały się numery od 1 do 11, na swój numer musiałeś naprawdę zasłużyć. I musiałeś go bronić. Lewy obrońca grał z trójką. To był nie tylko numer, ale też pozycja. Stanowisko pracy. W nowoczesnej piłce numer jest gotowym wytworem z seryjnej produkcji. Od 1 do 99. Możesz wybrać. Miejmy nadzieję, że kiedyś nie wejdziemy w świat numerów trzycyfrowych... Francesco Totti to numer 10 idealny. Był czwórką, był ósemką, był dziewiątką, był szesnastką, był dwudziestką, był siedemnastką. Ale tylko dziesiątka w pełni go charakteryzuje. Totti stał się dziesiątką i zawsze był dziesiątką. Taka jego natura. Totti stał się samym sobą.

 

Pierwszy występ Tottiego jako dziesiątki to historyczny moment. 30 października 1994. Parma. Stadion Tardini. Był jeszcze młodzieniaszkiem, którego Mazzone otaczał opieką. Nieśmiałym chłopcem czerwieniącym się pod wzrokiem innych. Osiemnastolatkiem u progu swojego pierwszego wielkiego sezonu. Założył barwy Romy przeciw Parmie. Mecz skończył się 1-0 po golu Gianfranco Zoli, kolejnego numeru 10. Francesco dopiero wkroczył do świata cudów. Ale za cudowny uzna go innego 30 października. W dniu historycznej wygranej Romy. W Madrycie z Realem. 1-0. W koszulce z numerem 10. Wynik jak lustrzane odbicie numeru...

 

Jakie jest magiczne zaklęcie pozwalające założyć tę koszulkę? Nie ma żadnego. Trzeba przejść pewną drogę. Dojrzeć. Nie jest to proste. Numer 10 naprawdę przychodzi późno, po debiucie Boskova, po trzech latach z Mazzone, po zmarnowanym roku z Bianchim. Giuseppe Giannini, Książę, Numer Dziesięć, odchodzi razem z Mazzone, ale Carlitos nie pozwala na naturalne przekazanie symbolu. Następuje rok próżni, rok zawieszenia, jakby numer szukał swojego właściciela. Jak postaci w poszukiwaniu autora w sztuce Pirandella. W tym sezonie Totti jest blisko odejścia do Sampdorii lub Cagliari. W grę wchodzi nawet Tottenham, który mógł odmienić losy Tottiego - to przecież tutaj grała największa po Tottim dziesiątka na świecie - Glenn Hoddle. Numer 10 przychodzi więc późno, przychodzi w sezonie 1997-98. Dopiero u Zdenka Zemana. Człowieka, który przecież według wielu miałby być zaprzeczeniem fantazji, błysków geniuszu, numeru 10. Tak się o nim mówi.

 

Głupoty. Pomyślcie sami. Jeśli wliczyć rok debiutu, Francesco Totti - dziesiątka z definicji - grał z innym numerem przez 5 sezonów: 1992-93, 1993-94, 1994-95, 1995-96, 1996- 97. A potem dziesiątki nie wziął sobie sam. Dali mu ją inni. Nie prosił się o nią. Nigdy by tego nie zrobił. Nigdy o tym nie myślał. Na pomysł wpadli Abel Balbo, Marco Delvecchio i Gigi Di Biagio. Spodobał się Zemanowi i prezesowi Franco Sensiemu (sprawiedliwe było, żeby to Francesco dostał tę koszulkę). Francesco tymczasem sprawiał wrażnie, jakby nie mógł się doczekać, aż ją komuś odda, jakby nie był gotowy do przyjęcia przeznaczenia, które przecież sam wybierał już tysiące razy, od kiedy był małym chłopcem, poprzez swoją grę. Podaruję ją Księciu, ale nie domagam się, żeby powiesił ją sobie w pokoju. Tak, pierwszą, której użyję, podaruję Gianniniemu. Mam nadzieję, że jej nie wyrzuci, tylko będzie używał. Nie sądzę, żeby jego żona, Serena, dała mu ją powiesić w pokoju, tak jak ja zrobiłem z moją. Mi wystarczyłoby, żeby ją nosił, choćby grając w piłkę halową. Na pewno się tego nie spodziewałem. Myślałem, że będę grał z numerem 20, który dał mi Mazzone. To on, trener, któremu zawdzięczam wszystko, pokierował początkami mojej kariery, budząc także polemiki. Jestem mu bardzo wdzięczny. Gra z numerem 10 to zaszczyt. Ale wiem, że jestem jeszcze mały...

 

Obrazek jest zawsze ten sam. Młody chłopaczek z Fortitudo, któremu dali największą, najważniejszą koszulkę. Mały Książę, który zabiera się za liczenie kropek, słońc, światów i odnajduje się z najważniejszą dwucyfrową liczbą w życiu, najpiękniejszą i najbardziej zobowiązującą. To identyfikacja. 10 jest jak nowe ja. 10. Totti. To nie przypadek, że Francesco raz na zawsze skończył z tym numerem na plecach. Od Zemana do Mundialu, przez Puchary, Złoty But, rankingi najlepszych strzelców, magię, wszystkie rekordy i wszystkie te numery mieszczące się w przedziale od 1 do 9. "Ja" Tottiego to właśnie numer 10. Jedyne czego było mu potrzeba to zrealizować się. I zrobił to 17 czerwca 2001 roku, kiedy został mistrzem Włoch. Najpiękniejszy moment mojej kariery to rok 2001, kiedy wygraliśmy scudetto. To było moje marzenie od dziecka i udało mi się je zrealizować. Także dlatego, że - jak zawsze mówiłem - wygranie scudetto z Romą to jak wygranie dziesięciu z inną drużyną we Włoszech. Kiedy jesteś młody, myślisz i masz nadzieję zagrać kiedyś na Stadio Olimpico. Dla to zawsze było bardziej marzenie niż rzeczywistość. W Rzymie... Od dwudziestu lat Roma nie mogła cieszyć się z tytułu i kiedy nam się to udało, doszło do eksplozji radości. To było jak delirium. Ludzie oszaleli. Każdy zrobiłby wszystko dla tych barw.

 

On także. tamtego dnia Francesco dla tych barw zrobił jedno: wygrał i płakał. Vito Scala mówi: Po raz pierwszy widziałem wtedy płaczącego Francesco. Totti roztopił się w emocjach. Stał się po prostu Francesco. To był sposób, żeby pokonać swoją nieśmiałość i pewne ograniczenia, a nie tylko radość z ostatecznej odpowiedzi na głupie gadanie, że nigdy niczego nie wygrał, że nigdy nie jest decydujący... W tych łzach widać było sens życia. Tak opowiada jego mama: Mieszkaliśmy przy via Vetulonia z moimi rodzicami. Oboje czuli się źle i nie chciałam, żeby Francesco widział, jak dziadkowie cierpią, więc zabierałam go, żeby pograł w piłkę. Najpierw pod domem, a potem - w wieku 6 lat - do Smit na Trastevere. Potem jeszcze do Lodigiani. Ale widać było, że już jako mały chłopiec miał mocne nogi. Kiedy miał 9 miesięcy, pojechaliśmy nad Adriatyk, a on spacerował po plaży popychając piłkę. Wszyscy się śmiali. Do tej pory mam zdjęcia. Piłka... On zawsze miał ją w środku. Jako mały chłopiec myślał tylko o grze i zabawie. Odwoziłam go samochodem na treningi, najpierw dwa razy w tygodniu, a potem - kiedy przeszedł do Lodigiano - codziennie. Każdego popołudnia. Zawoziłam jego i jego kolegę, Giuseppe Capano. Nie pracowałam, poświęciłam się moim dzieciom i rodzicom. Po treningu odwoziłam go na lekcje katechezy i pilnowałam, żeby odrobił lekcje. Powtarzałam mu: "Francesco, w życiu są trzy najważniejsze rzeczy: rodzina, nauka i piłka". Kiedy musiałam go ukarać, zabraniałam mu grać w piłkę i to bolało go najbardziej. Potem trafił do Romy, ale my zawsze twardo stąpaliśmy po ziemi. Podchodziliśmy do tej przygody spokojnie, bez szaleństw. Ile rozczarowanych mam widziałam przez te wszystkie lata... Jasne, to wymagało poświęceń, ale wynikały one z miłości, więc mi nie ciążyły. No i zawsze myślałam, że lepiej jest go wyprowadzić na zewnątrz niż trzymać w domu z chorymi dziadkami.

 

Francesco Totti urodził się dwa razy. Po raz drugi do gry w piłkę. Miał 9 miesięcy - tyle samo trwa ciąża - i już bawił się piłką. I to jego mama pozwoliła mu na te drugie narodziny. Oto dlaczego tak dobrze gra w piłkę. Ponieważ na boisku widać całą tę miłość. Totti zaczął grać w piłkę, ponieważ to była odpowiedź jego matki na śmierć. Matka, która wybiera życie. I w tamten czerwcowy dzień Francesco jej się za to odpłacił. To wszystko kwestia koszulki. Tej samej, którą Fiorella prała przed treningami, tej samej, którą zakładała małemu chłopcu, tej samej, którą Francesco musiał nauczyć się nosić, żeby nie czuć się już małym. Ponieważ tylko w ten sposób spełniają się marzenia. I to właśnie Francesco przywrócił jej tamtego dnia. Sens życia. Koszulka z numerem 10. W piątek Francesco powiedział mi: "mamo, w niedzielę na Olimpico chcę Cię widzieć w mojej koszulce z numerem 10". "Żartujesz?" - odpowiedziałam. - "Wiesz dobrze, że nie lubię być na widoku. Na stadionie wszyscy mnie znają..." Ale on nalegał. Tamtej nocy pomyślałam: "mój Boże, co robić? Mój syn mnie o to prosi, nie mogę go rozczarować. Ale jak mam się pokazać w jego koszulce?" W końcu jednak zgodziłam się i - żeby nikt mnie nie poznał - założyłam czarną czapeczkę i ciemne okulary. Byłam spięta, ale w środku bardzo spokojna. Kiedy zobaczyłam, jak w chodzi na boisko, wzruszyłam się. To był jak jakiś przebłysk. W jednej sekundzie przed moimi oczami przewinęły się obrazy małego Francesco grającego w piłkę, jego pierwsze treningi. Przypomniał mi się tamten chłopiec, który - zaczynając grę w Romie - powiedział mi, że chce strzelić bramkę w ostatniej kolejce i zdobyć scudetto. Jestem prostą, spokojną kobietą. Mówią wprost to, co myślę. Nienawidzę hipokryzji. Ale jestem też optymistką i ten optymizm, tę moją wiarę, chyba zdołałam wpoić moim dzieciom. Moja zasługa? Nie mam żadnej zasługi. Cała zasługa leży po stronie Francesco. On jest piękny i bogaty w środku, ma bardzo mocny charakter. Kto mógłby się tego spodziewać? Chciał zrealizować to marzenia, którego zawsze się trzymał. Nawet my na początku nie wiedzieliśmy, jak bardzo jest zdeterminowany. Marzył i jego marzenie się spełniło. Strzelił bramkę, a ja byłam bliska utraty przytomności z radości. Spadła mi czapeczka i wszyscy mnie poznali. "Popatrz, to mama Tottiego! " i krzyczeli. Ale to wszystko było takie piękne... Na koniec meczu oszalałam z radości. Myślałam o wujku, którego już wtedy nie było, a który był kibicem Romy. Jak bardzo cieszyłby się, widząc wtedy Francesco. Myślałam o dziadkach. I płakałam.

 

Przeciw Parmie, pewnego wieczoru, pewien chłopiec po raz pierwszy włożył koszulkę Romy z numerem 10. Marząc o dniu, w którym spełnią się jego marzenia. Przeciw Parmie, pewnego dnia, pewna mama założyła po raz pierwszy koszulkę Romy z numerem 10. Tego dnia jej syn zdjął ją po strzeleniu bramki wartej scudetto. I, wskazując na trybuny, oddał ją kibicom, krzycząc: "scudetto jest wasze, jest wasze". Tylko w ten sposób marzenia się spełniają. Stając się jednym. Mama Roma.

 

Autor: TONINO CAGNUCCI

Tłumaczenie: kaisa

Karma: +0
19.09.2013; 09:38 źródło: ilromanista.it dodał: kaisa
czytaj więcej o: Aktualności Publicystyka Felietony

Komentarze (11)

Profil PW
RoMaO Dodano: 11 lat temu | Karma: 0
Wielki ukłon dla Cagnucciego i Kaisy za to, że czuwa, by takie perełki trafiły na nasz rzymski stół jako danie główne.

Piękna historia opowiedziana przez pryzmat koszulki piłkarskiej. Tak może tylko Cagnucci :)

No i to zdjęcie, które już wiele razy widziałem, ale teraz jest jakby z zrozumiane do końca :)

Jeszcze raz dzięki Kaisa!
Profil PW
Barteq Dodano: 11 lat temu | Karma: 0
Jak zawsze - jest autor Cagnucci, jest tłumacz Kaisa, jest łezka w oku.
Profil PW
KnD Dodano: 11 lat temu | Karma: 0
super tekst, dzieki za przetłumaczenie :)
Profil PW
kaos84 Dodano: 11 lat temu | Karma: 0
Dokładnie czyta się i kocha jeszcze bardziej te barwy i jego za to co zrobił i robi dla nas, aż płakać się chce z radości.
Profil PW
scythese Dodano: 11 lat temu | Karma: 0
U-N-I-C-O CAPITA!
Profil PW
Omen Dodano: 11 lat temu | Karma: 0
Piękne! Forza Francesco!
Profil PW
Adamus Dodano: 11 lat temu | Karma: 0
coś pięknego aż łezka się kręci w oku..
Profil PW
majkel Dodano: 11 lat temu | Karma: 0
Piękny tekst. Roma jest klubem magicznym, wyjątkowym. Mająca w swych szeregach wielu czarodziejów. Totti jest największym. Zawsze będe dumny z tego jakim barwom kibicuje. To kawał historii, ponadczasowej, która została napisana złotymi literami w złotych czasach Romy :)

Dzięki Kaisa za tłumaczenie :)
Profil PW
IlPrincipe Dodano: 11 lat temu | Karma: 0
Takie tłumaczenia to mistrzostwo świata.
Podróż Francesco do "upragnionej" 10 wręcz mistyczna.
To jaka próżnia z "10" była po Il Principe jest wymowna.
Profil PW
SIRer Dodano: 11 lat temu | Karma: 0
http://www.weszlo.com/news/16549-Il_Capitano_krol_Rzymu_Francesco_Totti_od_A_do_Z
Profil PW
riss Dodano: 11 lat temu | Karma: 0
Rewelacja :)
Kartka z kalendarza
    Wydarzenie na dzisiaj (2025-04-4):
    • Brak
Shoutbox
  • majkel; 2 lata temu

    Chcielibyśmy poinformować, że w ciągu kilku najbliższych dni mogą występować problemy z wejściem na nasz serwis, ze względu na prowadzone prace konserwacyjne. Jak tylko zostaną ukończone, damy Wam znać.

  • samber; 2 lata temu

    Torreire wypożyczyć się da, ale to by wymagało podpisania nowego kontraktu w Anglii a potem wypożyczenie z obowiązkiem wykupu np. Da się to zrobić, ale babraniny sporo i ubocznych kosztów też.

  • CanisLupus; 2 lata temu

    Fajnie by Torreira wyglądał obok Maticia w środku pola. Jakby ojciec synka do pierwszej klasy przyprowadził. Różnica wzrostu chyba z 30 centymetrów :D

  • volt17; 2 lata temu

    Plus jak pisał abruzzi, jeszcze odstępne

  • volt17; 2 lata temu

    Szajbus tylko 4,5 to u nas zarabia Abraham i chyba Pellegrini. Więc jak na Romę to byłaby gwiazdorska pensja

  • Barteq; 2 lata temu

    Jakby wziął 3 mln za sezon to powinien być priorytetem. Też uważam że super opcja.

  • Burdisso; 2 lata temu

    Fajny wpis o maticu umieścili na calciomerito :

    https://calciomerito.pl/co-matic-moze-dac-romie/

  • Omen; 2 lata temu

    No też mi się właśnie wydaje idealnym kandydatem dla nas. Niewykluczone też że zgodziłby się na delikatną redukcję zarobków. Ale to nie od nas zależy. Jestem ciekaw kogo mają na oku.

  • Szajbus; 2 lata temu

    Torreira jest wart każdego eurasa z tych 4 mln:
    - Dosyć młody
    - Sprawdzony w lidze a nie kot w worku
    - Sparzył sie na wyspach i w LaLidze, więc raczej nie będzie chciał odejść.

    Urus może nam zapewnić 5 lat stabilizacji w drugiej linii.

  • Omen; 2 lata temu

    Rozumiem

  • abruzzi; 2 lata temu

    Problem jest w tym, że go się nie da już wypożyczyć, bo ma rok do końca umowy. Trzeba zapłacić z 10 mln za kartę plus dosyć wysoki kontrakt

  • volt17; 2 lata temu

    Torreira to 4,5 mln których nie obejmuje dekret zniżkowy

  • As11; 2 lata temu

    Torreira nie wpasowuje się w koncepcję Mourinho, nie ma >185cm wzrostu :D

  • Omen; 2 lata temu

    W sensie że sporo zarabia w Arsenalu tak?

  • Burdisso; 2 lata temu

    Toreira podobno rozmawiał z Mou ale jak już chyba ktoś wspominał problem jest kontrakt

Tabela / Strzelcy - Serie A
Klub M P
1. AC Milan 38 86
2. FC Internazionale 38 84
3. SSC Napoli 38 79
4. Juventus FC 38 70
5. SS Lazio 38 64
6. AS Roma 38 63
Zobacz pełną tabelę
Wyniki Serie A
38. kolejka - 20-22/5/2022
  • Torino
    0 : 3
    Roma
  • Genoa
    0 : 1
    Bologna
  • Lazio
    3 : 3
    Hellas
  • Fiorentina
    2 : 0
    Juventus
  • Atalanta
    0 : 1
    Empoli
  • Spezia
    0 : 3
    Napoli
  • Sassuolo
    0 : 3
    Milan
  • Inter
    3 : 0
    Sampdoria
  • Venezia
    0 : 0
    Cagliari
  • Salernitana
    0 : 4
    Udinese
Ankieta
Czy Twoim zdaniem sprzedaż Zaniolo to dobra decyzja?
  • Tak, ale tylko w obliczu wysokiej oferty. - 62,07%
  • Nie. Zaniolo powinien zostać w Romie. - 31,03%
  • Nie mam zdania. - 6,9%
  • Statystyki strony
    • Newsów: 25606
    • Użytkowników: 2447
    • Ostatni użytkownik: Moozgh
    • Istnieje od: 8077 dni
    • Gości online (anonimowych użytkowników): 20 (0)
    • Użytkownicy online (0):