Aktualnie na stronie przebywa 43 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
Obejrzyjcie powtórkę. Nie cieszył się od razu. Uderzył głową, podskakując na chwilę wyżej niż wszyscy inni, strzelił, potem się odwrócił i na jego twarz pojawił się uśmiech, nawet szczególnie nie różniący się od tego, który zwykle gości na tej chłopięcej twarzy…
Potem się odwrócił i pobiegł w stronę Tottiego, jakby w wyrazie uznania, jakby chciał go spytać, co się stało naprawdę. Podczas gdy cała Roma wokół niego krzyczała z radości, pędząc, żeby go uściskać. Wspaniałe, wspaniałe, wspaniałe. Jak syn biegnący do ojca. I tylko tata może tak potraktować swoje dziecko. Trzeba było kilka sekund, żeby to zrozumieć. Krótka, a jednocześnie bardzo długa chwila zdziwienia, pusty, zawieszony w próżni czas, który może wypełnić tylko radość. Ten moment, w którym pytasz „powiedz mi, co to jest”, ponieważ sam nie potrafisz odpowiedzieć na to pytanie. Powiedz mi, co to jest? Co sprawia, że czujemy się przyjaciółmi, choć nawet się nie znamy. Powiedz mi, co to jest? Co sprawia, że czujemy się jednością, nawet gdy jesteśmy daleko…
Tak daleko, że kiedy Totti grał już z Romą, Romagnoli jeszcze nawet się nie urodził. Już dalej nie można być. Ty tam nie byłeś, ale Roma tak. Jeden gol. Dwadzieścia lat. Jeden gol, który jest wehikułem czasu. Gol, który prowadzi do przyszłości dzięki asyście zrodzonej z tęsknoty do rzeczy, które jeszcze się nie zdarzyły, ale które w końcu muszą się zdarzyć. Koniecznie. Koniecznie! Forza Roma! Gol Alessio Romagnolego to gol pokolenia, które wydaje się nie mieć przyszłości w tych Włoszech, ale które eksploduje. To gol bez rządów i bez papieży. To gol będący chlebem. Gol z czasów, kiedy piłka była jeszcze piłką. Z czasów podwieczorków, kiedy byłem dzieckiem. Te czasy już nie wrócą. To jak po raz kolejny zagrać w chowanego, ale tym razem zagrać z historią w tej chwili, kiedy nie zdajesz sobie nawet sprawy, że właśnie się pojawiłeś.
Gol Romagnolego to gol Alessio i daje on wszystkie odpowiedzi na pytanie, które jest sensem życia (powiedz mi, co to jest?), nie wypowiadając ani jednej, ponieważ nie możesz tylko jednej wybrać. Ponieważ nie ma potrzeby nic mówić. Ponieważ nie możesz tego wypowiedzieć. Opowiedzieć. Opisać. Nawet oglądając po raz kolejny tę bramkę Romy. Ponieważ na koniec meczu pojawia się kolejny obraz, który wyjaśnia najlepiej wszystko to, czego nie umiesz wytłumaczyć, a co bije ci mocno, tak mocno w głębi serca… Kiedy dzieci Francesco Tottiego biegną w stronę taty z koszulką z napisem „Tatusiu, jesteś wspaniały”. Kiedy Totti patrzy na nie tak, jak to zrobił. Kiedy Totti obejmuje najpierw jedno, a potem drugie, a przecież oboje na raz. Ponieważ dzieci się nie wybiera, ani nie faworyzuje. Dzieci się kocha. Chroni się. Ściska. Obejmuje. Zawsze. W każdej chwili. Mocno, mocno. Tutaj. Na zawsze tutaj. I wtedy rozumie, że wszystko może się zdarzyć. Że może minąć 20 lat, albo tysiąc. Możesz się kłócić, złościć, kochać, rozstawać, ponownie zakochiwać, pracować, głosować, protestować, umierać, spać, może nawet marzyć, ale ta miłość będzie w tobie zawsze, większa i mocniejsza niż wszystko. Wczoraj wieczorem Francesco Totti opowiedział historię najstarszą na świecie. Historię ojców i dzieci. I nazwał ją Romą. Która odbiera ci oddech. I mówi ci o miłości.
Komentarze (17)
Felieton bardzo ciekawy, bogaty w piękne wspomnienia i słowa. Ale i też prawdziwy. Jest tutaj jakiś przekaz, głęboka myśl.
Romagnoli również był bohaterem tego wieczoru. Ten felieteon jeszcze bardziej dobitnie to pokazuje i uświadamia Nam, że byliśmy wczoraj świadkami historycznej chwili.
"Gol z czasów, kiedy piłka była jeszcze piłką". Wiele słów zostało napisanych na ten temat. Można było by znów napisać, ale zamiast użalać się nad tym powinno iść się na przód. Takie czasy. Sentymentalność staje się co raz bardziej indywidualna, a powinna jednoczyć.
"Wczoraj wieczorem Francesco Totti opowiedział historię najstarszą na świecie. Historię ojców i dzieci. I nazwał ją Romą. Która odbiera ci oddech. I mówi ci o miłości."
Z kolei te słowa są w stanie wywołać wzruszenie, szybsze, mocniejsze bicie serca u najbardziej zatwardziałych Romanistów. To jak dotknąć nieba.
Jak zwykle niezwykłe słowa uznania dla nieocenionej Kaisy ;)
Piękny felieton. Fajnie, że po tylu dniach smutku i goryczy z powodu wyników i atmosfery mamy w końcu powodu do radości. Cóż, warto było cierpieć, żeby obejrzeć 225. bramkę Franciszka, czy przeczytać taki felieton.
Dzięki Kaisa, że to przetłumaczyłaś, bo inaczej w życiu bym tego nie przeczytał.
Łezka w oczku się zakręciła przy bramce Alessio, jego radość nie do opisania, tak samo w momencie gdy dzieci Franka podbiegły do niego, cudowny moment.
Ponieważ czasami lepiej ugryźć się w język. Ale skoro milczący zostali wywołani do tablicy...
Osobiście nie przepadam za tym gdy dorosły chłop (jak twórca tego tekstu) w taki sposób nad czymś się rozckliwia. Pół biedy, gdy mu to wychodzi. Mam podobne wrażenia co scythese. Tekst jest tak patetyczny, tak przesadzony w złą stronę, że aż obrzydliwy. Lubię piękno i doceniam lekkie pióro, a o tym powyżej można powiedzieć jedynie tyle, że zostało naprawdę dobrze przetłumaczone :) Co do meritum - ohydny tekst traktujący o tym co dla nas ważne, i co każdy z nas sam przed sobą potrafi ubrać w emocje i osobiście (bez pomocy osób trzecich) poczuć. Autor tekstu powinien pisać bLoGasQaaa
Chyba trochę przesadziłeś ;) Tekst nie musi Ci się podobać, ale pisząc, że jest obrzydliwy, ohydny stanowczo przesadzasz. Oczywiście jest to subiektywna opinia, którą pewnie w ogóle nie będziesz się przejmować.
Mi takie felietony podobają się najbardziej. Co z tego, że dorosły facet piszę w tak głębokim i mocnym uniesieniu? Komenatrz meczowy Zampy i jego "ekstaza" po bramkach też Ci przeszkadza? Dla sporego grona osób jest to nawet i śmieszne żeby komentować, pisać, zaczwycać się w ten sposób. Aby to zrozumieć trzeba być Romanistą, dlatego dziwi mnie trochę Twoje podjeście do tematu. Każdy inaczej reaguje, każdy ma inne uczucia, ale następnym razem może bardziej podejdź do tematu jako kibic Romy, a nie polonista.
Ale z drugiej strony dobrze, że ktoś ma inne zdanie, przynajmniej nie ma nudno ;)
Omenowi mogę tylko poradzić, żeby sobie wyobraził, że pisze to wszystko sycylijski młodzieniec do swojej wielkiej miłości i podparł to paroma migawkami z Cinema Paradiso albo jakiegoś innego ckliwego, ale jednak dobrego filmu, mnie się to wtedy łatwiej trawi ;) Nie każdy musi wyrażać uczucia jak Bruce Willis w Ostatnim Skaucie ;)
A na koniec - styl wcale nie jest taki znów dobry, nagromadzenie równoważników zdań jest takim samym faux pas stylistycznym jak przykładowo nadużycie wielokropków. Na pewno nie jest to tekst dobrze wyważony.