Aktualnie na stronie przebywa 43 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
Druzgocącej porażki doznała drużyna Romy we Florencji. Świetnie zorganizowani w grze gospodarze, wiedzieli co należy robić na boisku i zaaplikowali Giallorossim trzy bramki. Roma kończyła spotkanie w ósemkę, gdyż czerwone kartki obejrzeli Juan, Gago i Bojan. Powiedzmy sobie szczerze, to był blamaż podobny w swej dotkliwości do tego z meczu w Genoi, po którym z Romą rozstał się w ubiegłym sezonie Claudio Ranieri. Jak będzie teraz? Czy Luis Enrique dalej będzie budował swój projekt? Czy w ogóle nasz trener wie dokąd zmierza? Na tle przemyślanej taktyki Violi, Roma wyglądała jak zbieranina chłopców z podwórka biegająca bez celu za piłką. Jak na dłoni było widać brak organizacji gry i pomysłu na strzelanie goli.
AC FIORENTINA - AS ROMA 3:0 (2:0)
Gole: 1:0 17' Jovetic (karny) , 2:0 44' Gamberini, 3:0 86' Silva (karny)
Kartki: Juan, Gago, Bojan (czerwone), Gago (żółta)
FIORENTINA (4-3-1-2): Boruc - De Silvestri, Gamberini, Nastasic, Pasqual - Behrami (Munari), Montolivo, Vargas - Lazzari (Salifu) - Gilardino (Silva), Jovetic
Ławka: Neto, Romulo, Camporese, Ljajic
ROMA (4-3-1-2): Stekelenburg - Cicinho (Greco), Juan, Heinze, Taddei - Gago, De Rossi, Perrotta (Jose Angel) - Pjanic (Simplicio) - Lamela, Bojan
Ławka: Curci, Cassetti, Caprari, Totti
Chyba każdy z Romanistów miał inne oczekiwania odnośnie projektu Romy z Luisem Enrique u steru. Optymiści mówili o mistrzostwie, malkontenci tonowali wygórowane cele i mówili o kwalifikacji do europejskich pucharów, a także stworzeniu zgranego zespołu o ładnym stylu gry. Spuszczając zasłonę milczenia nad tym, co jak na razie otrzymaliśmy w ramach „Nowej Romy”, nikt nie oczekiwał, że spotkanie takie jak to 4. grudnia 2011, przeciwko Fiorentinie, na Artemio Franchi, będzie pojedynkiem drużyn mających podobne ambicje. Dotychczasowe przeciętne wyniki Romy i Fiorentiny, stawiają te zespoły w gronie kandydatów do miejsc poza pierwszą „piątką” Serie A. W prawdzie Roma przed niedzielnym meczem zajmowała siódmą lokatę, a Fiorentina zaledwie szesnaste miejsce w ligowej tabeli, jednak obydwie ekipy dzieliły zaledwie cztery punkty, co jak okazało się po ostatnim gwizdku sędziego Allesandro Damato miało się zmienić na niekorzyść stołecznych.
„Entliczek, pentliczek, co zrobi Enryczek? – Tego nie wie nikt.” Ten częstochowski rym autorstwa jednego z naszych braci – Polskich Romanistów, doskonale odzwierciedla to, co każdy kibic Romy zdaje się myśleć przed meczem swojej ukochanej drużyny. Nieustanne rotacje w składzie i zmiany pozycji zawodników to znak rozpoznawczy naszego hiszpańskiego stratega – Luisa Enrique. Nie inaczej było przed meczem z Fiorentiną i to już przy powołaniach meczowych, kiedy to okazało się, że awizowany w pierwszym składzie Marco Borriello, nie otrzymał powołania. Wybór to tym bardziej dziwny, że poza kadrą znalazł się, ukarany za bójkę etatowy „attacante” Rzymian – Pablo Osvaldo. Jedynymi nominalnymi napastnikami powołanymi na mecz byli zatem Francesco Totti, Gianluca Caprari i Bojan Krkić. Wybór graczy pierwszego składu również był zastanawiający. Otóż w pierwszej jedenastce wybiegli, słabo spisujący się ostatnio Bojan Krkić i ofensywny pomocnik Erik Lamela. Dość stabilnie wyglądało po raz kolejny ustawienie środka pomocy z De Rossim, Gago, Pjaniciem. Tym razem dołączył do nich Simone Perrotta. Niespodziewanie do łask wrócił Cicinho, zatem Taddei po raz kolejny powędrował na lewą stronę obrony. Niejako koniecznością było wystawienie w środku obrony weteranów Juana i Heinze. Spośród graczy którzy nie mają długotrwałych urazów pod uwagę nie byli brani Borini, Pizarro i Rosi.
Trener Fiorentiny, znany w Rzymie Delio Rossi z różnych przyczyn nie mógł lub nie skorzystał z: Pera Kroldrupa, Cesare Nataliego, Matti Cassaniego, Alessio Cerciego oraz Houssine Kharji. Viola mogła zatem przystąpić do meczu w mocnym składzie z podstawowymi zawodnikami planu ofensywnego jak Stevan Jovetić, Alberto Gilardino, Vargas, Andrea Lazzari i Riccardo Montolivo. Grą obronną zawiadywali gracze jak Lorenzo De Silvestri, kapitan zespołu Allessandro Gamberini oraz Valon Behrami – swego czasu kojarzony z Romą.
Spotkanie rozgrywane o godzinie 15:00, rozpoczęła minuta poświęcona pamięci brazylijskiego piłkarza Socratesa – byłego gracza Fiorentiny, który w nocy przed meczem zmarł w szpitalu w Sao Paulo. Ten jeden z najlepszych graczy brazylijskich w historii słynął z niekonwencjonalnych zagrań piętką i charakterystycznie wykonywanych rzutów karnych bez rozbiegu. Wybitny nie tylko na boisku – poza nim był doktorem nauk medycznych, a także intelektualistą, nie potrafił poradzić sobie z nałogiem alkoholowym i tytoniowym.
Mecz w swych początkowych minutach był toczony w szybkim tempie. Gra była wyrównana, a żadna z drużyn nie potrafiła przedrzeć się w pobliże pola karnego i oddać groźnego strzału. Już od pierwszych minut charakterystyczna była przewaga Romy w posiadaniu piłki i rozgrywanie jej krótkimi podaniami głównie środkowej strefie. Fiorentina sprawiała jednak wrażenie lepiej zorganizowanej w ataku i świadomej - głównie dzięki graczom jak, Montolivo czy Jovetic, tego co z piłką zrobić należy aby przyniosło to skutek. Pierwsze dziesięć minut poza groźnymi strzałami Gago i Vargasa nie przyniosły zbyt groźnych akcji.
Sytuacja z 16-stej minuty meczu, wstrząsnęła rzymską drużyną i praktycznie ustawiła cały mecz. Po podaniu z głębi pola, Stevan Jovetić znalazł się w dogodnej sytuacji na 8 metrze od bramki Stekelenburga. Sprytnie „obrócił” pilnującego go Juana i już zabierał się do oddania strzału, kiedy brazylijski obrońca przewrócił go łapiąc w pół i delikatnie podcinając. Sędzia Antonio Damato, nie miał wątpliwości i wskazał „na wapno” i wykluczył obrońcę Romy z dalszej gry. Jedenastkę pewnie wykorzystał sam sfaulowany i Viola prowadziła 1:0.
Kolejne minuty sprawiały wrażenie, jakby Roma próbowała coś skonstruować. Gra wróciła zatem do normy. Giallorossi rozgrywali piłkę na środku boiska, bo zadowolona z prowadzenia Fiorentina, im na to z chęcią pozwalała. Wrażenie mógł zrobić groźny strzał De Rossiego 20-stej minuty meczu. Boruc chociaż zaniepokojony, „odprowadził jednak piłkę wzrokiem poza boisko”, gdyż uderzenie minęło o kilkadziesiąt centymetrów słupek jego bramki. W 31-wszej minucie pierwszej połowy, znów szansa dla Romy. Behrami, fauluje dryblującego Lamelę. Odległość od bramki – jakieś 20 metrów. Pjanić przymierzył, jednak drogę piłce do bramki, zasłoniła głowa któregoś z obrońców gospodarzy. Kolejne minuty to dalsze ataki Rzymian, a w rolach głównych Bojan, Lamela, Taddei, Pjanić, Gago. Efekt? 3 rzuty rożne. Goli brak. Posiadanie piłki – było, ataki – były. Niestety nie przynosiło to skutku, bo Fiorentina umiejętnie rozbijała próby przedarcia się w swoje pole karne na dwudziestym metrze, a żółto-czerwoni jedyną receptą jaką potrafili znaleźć na tak grającego rywala to nieustanne dośrodkowania na wątłych Bojana i Lamelę. Młodzi gracze nie mieli szans z postawnymi piłkarzami jak Gamberini, Nastasić, Pasqual czy De Silvestri. Wszystkie pojedynki główkowe wygrywała defensywa fioletowych. Sytuacja powtórzyła się jeszcze w 43-ciej minucie, kiedy Bojan znalazł się w dobrej sytuacji w polu karnym rywala. Mimo iż był o metr bliżej piłki, przegrał pojedynek główkowy z Gamberinim.
Uprzedzenie Bojana, nie było ostatnią walką o piłkę w powietrzu jaką wygrał kapitan Fiorentiny. Niespełna minutę później Montolivo dośrodkowywał z rzutu rożnego. Gamberini zawisł w powietrzu, sprytnie złożył się do strzału i był szybszy od Heinze. Bezradny Stekelenburg mógł tylko patrzeć jak piłka wpada przy słupku do jego bramki. 2:0 dla Fiorentiny. Ta akcja praktycznie zakończyła pierwszą połowę i chyba lepiej by było, gdyby zakończyła także cały mecz.
Na drugą połowę zespoły wybiegły bez zmian. Podobnie bez zmian obraz gry. Roma ma piłkę, nie potrafi jednak oddać strzału, za to Viola wychodzi z kontratakami prowadzonymi przez Joveticia, Lazzariego. Także i te początkowo były rozbijane przez De Rossiego, Heinze bądź Gago.
Strzały Gago czy niewykorzystana okazja Perrotty, a nawet strzał Lameli po akcji z Gago oraz przebojowym dryblingu nie były jednak w stanie na poważnie zagrozić bramce Boruca. Roma, stwarzała wrażenie zespołu niedojrzałego, który nie ma pomysłu na strzelenie bramek. W zespole Giallorossich biegało 11 graczy, nie tworzących drużyny.
Kiedy upłynąć miała godzina gry, aktywniej w ofensywie zaczęli grać gospodarze. W 59-tej minucie gry powinien być dla nich rzut karny. Heinze, blokujący piłkę po strzale Lazzariego, wyraźnie dotknął piłki ręką i trudno to zagranie nazwać przepisowym. Dwie minuty później kolejna szarża – trzech graczy Violi na czterech Giallorossich. Behrami zagrywa do Joveticia. Czarnogórzec wbiega w pole karne i strzela. Uderzenie blokuje De Rossi i piłka w bezpiecznej odległości mija bramkę Romy. Około 70-tej minuty najpierw silnym strzałem Vargas, próbował szczęścia, jednak strzał został zablokowany. Sześć minut później, stała się rzecz która ostatecznie dobiła Romę. Drugi żółty i w konsekwencji, czerwony kartonik obejrzał Fernando Gago. Aby zapobiec groźnej kontrze Joveticia, podciął go po przegranym pojedynku czterdzieści metrów od bramki Steke.
Kolejna czerwona kartka to 85-ta minuta gry. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzał w kierunku bramki gracza Violi. Zdawało się że podkręcona piłka minie bramkę. Asekurujący krótki słupek bramki Bojan Krkić, odruchowo wybija piłkę ręką. Sędzia Damato nie ma wyboru. Rzut karny, a Bojan wędruje do szatni. Gola zdobywa Santiago Silva, który 20 minut wcześniej zmienił Alberto Gilardino. Prawdziwym skandalem było kiedy rozzłoszczony – najwyraźniej własną głupotą, Hiszpan rzucił o ziemię koszulką Romy. Z pewnością zwolenników ani zagranie ręką, ani szarganie barw drużyny mu nie przyniosło. Co najwyżej udowodniło, że jest to gracz niedojrzały do gry w piłkę na najwyższym poziomie.
Trzeba przyznać, że po trzecim golu mecz się zakończył. Fiorentina nie próbowała już przeprowadzać kolejnych akcji, a grająca w „8”, Roma, nie była w stanie wyprowadzić choćby jednej akcji w poszukiwaniu honorowego gola. Sędzia po doliczeniu 4-ech minut, zakończył spotkanie.
Roma, przez cały mecz „imponowała” rozgrywaniem piłki. Szkoda że w myśl swojego szkoleniowca, Rzymianie robili to na środku boiska. Gracze Fiorentiny, widząc, że niespecjalnie zagraża to bramce Boruca, pozwalali na taką grę. Po szybko strzelonym golu, cofnęli się i tylko kontrowali grających bez pomysłu Giallorossich. Statystyki wskazują na bezsens w grze Romy. To Rzymianie wyraźnie przez większość czasu posiadali piłkę. Oddali za to ponad dwa razy mniej strzałów na bramkę. Ten mecz to dowód na to, że jeżeli ktoś mówi o projekcie zwanym Roma Luisa Enrique, to albo nie wie o czym mówi, albo mówi o czymś bardzo słabym, błędnym już w samych założeniach i bolesnym w efektach. Wystarczy, że Roma gra z zespołem choćby w minimalnym stopniu zorganizowanym i mimo posiadania piłki, nie potrafi nic zaoferować w ataku, a do tego traci gole po chaotycznej grze w obronie. Czy wobec ukarania Osvaldo, rozsądnym było pozostawienie na trybunach Borriello, do którego Luis Enrique żywi jakąś nieuzasadnioną niechęć? Czy zasadnym było pozostawienie na ławce rezerwowych jedynego doświadczonego gracza ofensywy? Któż inny jak nie Totti, mógł poukładać grę tej zbieraniny nieopierzonych chłopców jaką w niedzielę była Roma? Szalona wizja Luisa Enrique doświadczyła kibiców Romy po raz kolejny. Blamażu z Florencji kibice nie zapomną na długo. Podobnie jak nie zapomną tego co z klubowymi barwami zrobił Bojan. Po spotkaniu tym, nie ma już żadnych wątpliwości. Czas na zmiany. Póki jeszcze nie jest za późno!
Statystyki
Fiorentina - Roma
Gole:
3 - 0
Posiadanie piłki :
43 - 57
Rzuty rożne
10 - 8
Strzały
20 - 7
Strzały celne
7 - 2
Faule
15 - 8
Żółte kartki
0 - 2
Czerwone kartki
0 - 3
autor: Carminho
Komentarze (57)
niech ucieka do segunda division, tam jego miejsce.
Po kiego grzyba ciągnie go tam do Florencji, a gdy mecz jest i tak przegrany dokonuje jakichś katastroficznych zmian, wprowadzając najgorszych w kadrze Angela i Greco oraz na dokładkę Simplicio. Franka nie było co wpuszczać przy 0-2, ale Caprari? Kiedy dać jemu szansę jaki nie dzisiaj, gdy jego "konkurent" Lamela poza podawaniem piłek piętkami do przeciwników nic innego na murawie nie robi. A tak Caprari ani nie gra w Primaverze, ani w takiej sytuacji tam.
Szkoda mi w tym wszystkim Steka. Rewelacyjny nie jest, bo rewelacyjni bramkarze jak Abbiati czy Buffon coś tam by wyciągnęli w sezonie z tego, czego nie obronił Holender, jednakże szkoda naszego bramkarza, że musi grać z taką defensywą, która w trzech na raptem pięć akcji rywala funduje jemu w polu karnym kupę.
Na dokładkę dochodzą Gago i Bojan. Jeden narobił na wszystkich i sfrustrowany zrobił drugi głupi faul. Nie zagram z Juve, to co tam. Drugi cisnął koszulką Romy jak szmatą w ziemię. Nieładnie. Wiadomo "emocje", "
A takie głupie przestawianie graczy jak w sezonie i gra bez napastnika może przechodziła w drugiej lidze hiszpańskiej, gdzie i tak z Barcelony B nie mógł go nikt wyrzucić, bo to przecież rezerwy. Można zagrać nawet 1-0-9. W Serie A to nie przejdzie, bo tu się myśli.
Forza Juve!
Odstawił Samuraja, w ogóle olał Boriello i nie dał pograć Tottienu- to zwykły sabotaż.
CZAS BY POLECIAŁY GŁOWY!!
DiBe miał lekko wku***na minę-niech ktoś w końcu tego kurdupla Luśka odsunie od trenerki, bo zniszczy Romę.
Wykartkowani, kontuzjowani- nawet nie próbuję myśleć, co będzie ze starą babą....
To była katastrofa, dramat, blamaż, wstyd.
Trener Enrique udowadnia obserwatorom, prasie, nam kibicom oraz sobie że naprawdę nie ma pojęcia o taktyce, strategii, czyli elementach rzemiosła trenerskiego.
Już po paru meczach można było pokusić się o stwierdzenie że podobnie jak nie zbadane są wyroki Boskie, tak nie zbadane są wyroki i wybory Enriqueowskie.
Wydaje mi się że już dosyć szkolnych eksperymentów naszego piłkarskiego wizjonera, dosyć już łapania się prawą ręką za lewe ucho, pora na trenera, fachowca z prawdziwego zdarzenia.
Oczekuję zdecydowanej reakcji ze strony kibiców, może piłkarzy no i przed wszystkim ze strony zarządu.
Mówię stanowczo DOŚĆ Enerique !
Luis Zwycięzca ma znakomity pomysł na grę; od początku przygotowań do sezonu uczył chłopaków gry w berka albo biegania trzymając się za ręce. To już przynosi efekty - chłopaki na boisku dosłownie zmiatają rywali i demolują każdego kolejnego przeciwnika.
Tak poważnie to w lipcu pisałem,że LE nie nadaje się na trenera Romy. Paru tutaj pisało,że nie znam się na piłce. Gdy na slovanie pokazał swoją "klasę" ws Tottiego i Borriello i gdy napisałem wtedy ENRIQUE OUT
Teraz piszę po raz kolejny ENRIQUE OUT. Roma to nie barcelona a Italia to nie Hiszpania. Tutaj jest taktyka. Tutaj trener musi myśleć. Oni dzisiaj biegali jak dzieci we mgle - zero pomysłu na grę. Zero charakteru i waleczności.
Niech sobie DiBe w dupę wsadzi ten hiszpański projekt i zatrudni jakiegoś trenera z jajami,który się będzie znał na piłce a Luis Zwycięzca niech weźmie sobie Bojana i Angela pod pachę i niech spier**la do farsy. On niszczy moją ukochaną Romę, ten pedał niszczy moją Romę.
ENRIQUE OUT !!!
To jest moja wiadomość do Iglesiasa. Nie chciało mi się jedynie zmienić obrazu na jego osobę.
serce sie mi raduje ;]
To chyba jedyne logiczne wytłumaczenie.
Gdy myślę sobie, wpuści Tottiego, Casetę, bo Cicinho już po 40 minutach nie ma sił biegać i Caprariego, to Enrique wpuszcza Angela, Greco i Simplicio, robiąc zamieszanie w defensywie (przerzucenie Tadeusza na prawą) i w środku pomocy.
No cóż jak się chce coś przenieść z Barcelony B, która kompletnie o nic nie gra do zespołu z Serie A, który powinien grać o CL, to inaczej nie może się sprawa skończyć.
Panie Enrique oni nie grają tak jak w Barcy B o to, żeby usiąść raz w sezonie na ławce u Pepa Guardioli! Tu nie można ustawiać pomocników na skrzydłach obrony a Borriello i Osvaldo szeroko na skrzydłach pomocy. Tu się gra o wynik końcowy, a nie o to, który piłkarz może się spodobać Pepowi.
A tak ogólnie to przegraliśmy przez kartkę
Nie czekając na rozwój wydarzeń jeszcze przed okienkiem transferowym wylać LE i niech nowy taktyk przygotowuje zespół na rundę rewanżową.
70 minuta LE wpuszcza angela, greco i simplicio przy stanie 2:0 tragedia .
Naprawde aż serce boli jak patrzy się na to wszystko...
Chcemy innego trenera i już !
BŁAGAM !
Przypomina mi się pamiętny mecz z MU kiedy dostaliśmy 7:1, z tą różnicą, że Fiorentina to ligowy średniak
Wstyd Panowie z Canal Plus mieli nie ziemski ubaw z naszych
Ciekawy jestem kto zagra w obronie w meczu u nas z Juventusem ????
Jedyna chyba słuszna taktyka to 10 obrońców i grać na remis..........bo inaczej tego nie widzę.
chciałbym żeby Roma wygrała nawet jutro z tym czy innym trenerem.
tak na zdrowy rozum - jakie macie alternatywy dla Iglesiasa? Carlo nie chce, Benek już w Serie A próbował i skończył nie wiele lepiej niż nasz obecnie. Kogo chcecie sadzać na kolejne pół roku na ławkę?
do końca sezonu zostanie nasz trenejro i trzeba sie z tym pogodzić oraz trzymać kciuki za nasze Wilki. Jedyne na co liczę to że DiBe wezwie go na dywanik i powie żeby stworzył trzon druzyny i przestał mieszać.
Bojan ze incydent z trykotem powinien zostać potraktowany przez kibiców jak Miras pod koniec zeszłego sezonu (no moze bez fizycznej agresji bo to przegięcie)
FORZA (MAGICA?) ROMA
Teraz kiedy doczekaliśmy się czasu w którym kupujemy zawodników i to zawodników naprawdę dobrych, takich których nawet nam się zazdrości, no i w ilościach hurtowych, to nadal nie ma sukcesów i wyników, gdyż problem tkwi w braku dobrego trenera.
Czy w Romie nic nie może się splatać ? Czy w Romie zawsze musi być jedno na PLUS a drugie na MINUS ?
Czemu teraz na ławce nie zasiada ktoś taki jak Spalletti, Ranieri ? Czy nawet Montella, którego szanowałem bo był "nasz".
To chyba jest jakaś klątwa.
Niestety wątpię aby jutro Lusi podał się sam do dymisji oraz wątpię w to że zarząd go zdymisjonuje.
Przerażeniem napawa mnie myśl że w jakiś cudowny, magiczny, fartowny sposób Roma Enrique wygra z Juve i wtedy na głowę Lusia spłyną same pochwały. Nasz zarząd znowu zapomni o blamażu we Florencji oraz Udine i dalej pozwoli temu oryginalnemu wizjonerowi eksperymentować na tej drużynie.
To jest naprawdę przerażająca myśl.