Aktualnie na stronie przebywa 35 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
Jest dzień po kolejnym ligowym zwycięstwie w Serie A, naszej ukochanej Romy. To miłe napisać coś takiego. Jednak, te radosne chwile w tym sezonie są dla tifosich jak pieniądz znaleziony przez żebraka. Niby fajnie, ale mamy świadomość, że nasza radość jest chwilowa i ulotna, bo potem znów przyjdzie rozczarowanie rzeczywistością. Dwa ostatnie zwycięstwa cieszą, ale patrząc na nie może pojawić się cień wątpliwości. To nie tak miał wyglądać amerykańsko-rzymski sen!
Poprzedni sezon rozczarował kompletnie, a jego symbolem była fatalna inwestycja w postaci Luisa Enrique. Wtedy myślano, że jesteśmy już na dnie i teraz już trzeba się tylko od niego odbić. Sezon został spisany na straty. W Rzymie czekano na nowego trenera jak na zbawienie, aż wreszcie pojawiła się nowa stara marka o nazwisku Zeman Człowieka który miał odmienić wszystko. Do przepisu na sezon idealny działacze dorzucili szczyptę kilka ciekawych transferów. Każdy rzymski tifosi czekał na piękne zwycięstwa i walkę o najwyższe cele.
Sezon przywitaliśmy, uratowanym w ostatnich minutach, remisem z Catanią. Mieszane uczucia. Co jest? Przecież podczas przygotowań, wszystko wyglądało dobrze! Kolejna kolejka. Zwycięstwo z Interem. Nadzieja na lepsze jutro znów zagościła w sercach kibiców z Curva Sud., by po następnym spotkaniu spakować walizki i wyjść. Głupia porażka z Bologną, znów rozczarowała tifosich. W 4 serii spotkań wysokie zwycięstwo, 3-0, tyle, że to walkower. Remis, porażka, zwycięstwo, zwycięstwo, porażka, znów tak samo głupia jak z Bologną. Po niej kolejna… W 11 kolejce znów mogliśmy się trochę pocieszyć. 4-1 z Palermo. Giallorossi podali słodką przystawkę, przed najgorszym daniem jakie może otrzymać kibic Romy. Przegrane derby… To boli, tym bardziej, że to już 3 raz z rzędu. . Przysłowie: „raz na wozie, a raz pod” nabrało sensu, tyle że zaczęliśmy spadać z niego tak regularnie jak pijany woźnica i upadki stawały się coraz boleśniejsze. Po wielkim rozczarowaniu dwie wygrane, kolejno z Torino i Pescarą. Owszem cieszą, ale trudno mówić o spokoju ducha patrząc na drugą połowę sezonu.
Romaniści strzelili do tej pory 31 goli, czyli najwięcej w lidze. To imponujące, ale bramki stracone psują całą magię. Defensywa giallorossich dała sobie strzelić do tej pory 23 bramki. Więcej, bo 25, straciły tylko: siedemnaste Chievo i nasz ostatni przeciwnik, dziewiętnasta Pescara. Oczywiście wszyscy, którzy znali Zemana wcześniej, spodziewali się podobnego stanu rzeczy, ale nie w aż tak drastycznym wydaniu i nie z tak marnym rezultatem. Aktualnie drużyna Czecha plasuje się na 5 pozycji w tabeli Seria A ze stratą 4 oczek do Napoli i taką samą ilością punktów co Lazio, które we wtorek rozegra swoje spotkanie z Udinese. Miejsce 3 premiowane grą w Lidze Mistrzów, będzie dla nas trudne do osiągnięcia.
A dlaczego? Forma napastników według statystyk wydaje się być dobrą, jednak ostatnie spotkania pozostawiają wiele do życzenia. Sytuacji niewątpliwie dużo, ale skuteczność ich wykorzystywania… dobrze, że przynajmniej jest ich dużo… Bramek strzelonych może i jest sporo, ale procent sytuacji wydaje się być niski. A obrońcy? Oni powinni chyba więcej spać, bo nie wiem jak inaczej wytłumaczyć ich problemy z koncentracją i straty głupich bramek. Z tak nierówną formą jak dotychczas powinniśmy być szczęśliwi jeśli uda nam się w przyszłym sezonie zagrać w Lidze Europejskiej.
Ale czy to powinno być naszym celem? Nie tego oczekiwali rzymscy tifosi w amerykańskiej erze. Duże pieniądze, a co za nimi idzie, ciekawe transfery miały zupełnie odmienić Romę. Trochę się to udało, ale zupełnie inaczej niż tego oczekiwaliśmy. Wszystko to jak do tej pory przypomina bicie głową w mur. Działacze starają się zbudować wielką Romę, ale nie potrafią się przebić i usadowić jej w świecie sukcesu. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jak na razie nie widać szans na zmianę tego stanu rzeczy. Ja już mam tego powoli dosyć.
Komentarze (10)
Wszyscy narzekają na mecz z Pescarą. Ten mecz mógł wyraźnie skonczyć się 0:5, gdyby weszło to co powinno. Wtedy by się wszyscy cieszyli. Wbrew wszystkim napiszę że dobrze zagrała pomoc, mniej widoczna w ataku, natomiast swoje robiła w defensywie- efekt brak Pescary w ataku. Bradley przerywał dużo, Florenzi był i tu i tam, nawet Pjanić wyglądał nieźle wg mnie.
Panowie, głowa do góry i czekamy na kolejne mecze!
Zobaczymy co wydarzy się w Sienie i w meczu z Fiorą, czy uda się potwierdzić że coś w tej drużynie drgnęło, czy znowu zostaniemy sprowadzeni na ziemię.
Kolejna zmiana - widząc że Pescara coraz śmielej naciera pod koniec meczu wprowadził w miejsce napastników pomocników i zagęścił środkową formację, przez co bardzo możliwe że właśnie udało nam się obronić skromne zwycięstwo.
To co mnie osobiście martwi, to konkretne jednostki. Taki Osvaldo, dajmy na to. Facet faktycznie dużo umie, jest nieszablonowy, ale przez większość czasu nie chce mu się nawet biegać za piłką. To, ile setek już w tym sezonie zmarnował, zakrawa o skandal. Z drugiej strony strzelił kilka bramek a'la stadiony świata. I co tu z takim zrobić? Ja nie zazdroszczę Zemanowi jego pracy. Nie jest łatwo być trenerem Romy.
Nie, że jestem fanem lazie ale grają w środe :D
Tego nie ma - jest burdel i free style dwoch panow "gwiazdorow - dyrektorow".
Dwa ostanie mecze wygrane zaciemniaja obraz sytuacji. Jak wiemy, jak obrony nie bylo tak nie ma. Bez tego ciezko bedzie cokolwiek ugrac, nawet 3 miejce w lidze.
Czyli 2 sezon z rzedu panowie S+B dobieraja zlego trenera i zly sklad.
Jeśli chodzi o kadrę mamy ją przecież niezłą, przydałoby sie kilka wzmocnien, ale tu nie jest na pewno tragicznie.
Bardziej potrzeby by trenera z którym można by walczyć o naprawdę konkretne cele, bo 4 czy 5 miejsfe myśle że nikogo nie zadowala a tak narazie wszystko wygląda, kogoś kto by ogarnął druzyne i wszystko poukładał.