Aktualnie na stronie przebywa 25 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
Po raz kolejny nie popisali się gracze AS Roma. Giallorossi, jedynie bezbramkowo zremisowali na Stadio Bentegodi, z Chievo Werona, drużyną walczącą o utrzymanie w Serie A. Gospodarzom wynik ten zagwarantował ich cel. Rzymianie, znacznie oddalili się od celu sformułowanego w ostatnich dniach - kwalifikacji do Ligi Europejskiej. Marnym usprawiedliwieniem jest fakt, że gra toczona była na podmokniętym boisku i w strugach ulewnego deszczu. Od zespołu jakim jest Roma, wymagać należy zwycięstw bez względu na warunki, zwłaszcza z przeciętnymi drużynami jak Chievo.
CHIEVO WERONA - AS ROMA 0:0
Żółte kartki : Rigoni, Sardo, Hetemaj, Uribe (Chievo) oraz J. Angel, Gago, Totti (Roma)
ROMA (4-3-3): Curci - Taddei, Kjaer (Perrotta), Heinze, Jose Angel - Gago, De Rossi, Marquinho (Simplicio) - Bojan (Tallo), Borini, Totti
Ławka: Pigliacelli, Cicinho, Greco, Pjanic, Piscitella
CHIEVO (4-3-1-2) : Sorrentino - Sardo, Cesar, Acerbi, Jokić - Rigoni, Bradley (Vacek), Hetemaj - Cruzado (Sammarco) - Paloschi (Uribe), Pellissier
Ławka: Frey, Luciano, Moreno, Puggioni
W Weronie naszych graczy przywitały fatalne warunki atmosferyczne, które skutecznie utrudniały gre obu zespołom. Przez pierwsze dwadzieścia minut nic ciekawego się nie działo, Roma oddała jeden strzał, za to Chievo zdawało się mieć niewielką optyczną przewagę. Pierwsza warta wzmianki akcja miała miejsce w 21 minucie kiedy grupa Romanistów namieszała w obronie gospodarzy. Najpierw zablokowano strzał Marqinho, a chwilę później po dośrodkowaniu Tottiego pomylił się Gago.
Roma przejęła inicjatywę, Bojan popisał się ładnym rajdem przerwanym w końcu przez Rigoniego. W 37 minucie mocno strzela Totti ale w efekcie piłka trafia za linie boczną, po rzucie rożnym Bojan blisko, ale piłka mija bramkę. Dwie minuty później strachu napędził Rzymianom Hetemaj, ale z opresji wybawił nas Curci. W 41 minucie Pellissiera w groźnej sytuacji powstrzymał Taddei. Pierwsza połowa kończy się zgodnie z planem, w strugach deszczu.
Druga połowa rozpoczęła się od kiksu Kjaera, ale niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Warunki pogodowe niesprzyjają, skonstruowanie akcji graniczyło z cudem. Dla Romy Enrique która miała specjalizować się w dużej liczbie podań po ziemi, musiał to być prawdziwy koszmar. W 57 minucie sztuka skonstuowania akcji udała się gospodarzom ale atakujący był na spalonym.
Roma odpowiedziała w 68 minucie dzięki Marquinho, ale efektów nie było, Brazylijczyk ni to strzelał ni to dośrodkowywał. Hetemaj w 73 minucie otrzymał długie podanie i strzelił ze znacznej odległości, ale nie trafił w światło bramki. Dwie minuty później Totti na siłę ale Sorrentino stał na posterunku. Na siedem minut przed końcem dośrodkowuje Il Capitano a do główki dochodzi Perrotta, ale piłka nieznacznie mija spojenie bramki. W końcówce swoją szansę miał Pellissier ale Roma wyszła bez szwanku.
Autor: Carminho & Frytka
Komentarze (27)
Pierwsza naprawdę groźna (jedyna groźna) nasza akcja w 80 minucie po uderzeniu głową Perrotty. Chievo miało parę ciekawych kontr, ale na takiej murawie, przy takich akcjach, gdzie trzeba pobiec szybko z piłką na bramkę, zbyt łatwo nie jest.
Ogólnie, nawet jak na warunki to kupa z naszej strony. Uważam, że w normalnej pogodzie byśmy to przegrali właśnie po kontrach Chievo.
Nie wiem czy dożyję kiedyś dnia, gdy przestanę oglądać tego Angela w koszulce Romy, przecież on swoją grą bezcześci te barwy. Nawet normalnie nie potrafi biegać tylko się jakoś giba z tą piłką. Mam też nadzieję, że dzisiejszy mecz Kjaera był jego ostatnim w Romie. Oby uraz okazał się na tyle poważny, żeby nie zagrał w ostatnich meczach, choć na takiej murawie widać poczuł się jak ryba w wodzie, robiąc 5 metrowe wślizgi. Marquinho chęcią, pokazywaniem się do piłki, przebija sto razy Gago. Brazylijczyk powinien być wykupiony, Argentyńczyk nie. Borini zgubił czucie boiska po kontuzji.
Aż zęby bolą jak się na to patrzy. Gramy o nic przez to trio pajaców którzy nazwali się fachowcami i wzięli za budowę drużyny. Nie gramy o nic i to już nawet nie przez brak stylu, pomysłu na grę i brak formy. Gramy o nic dlatego że Baldini swoimi wypowiedziami im na to pozwolił. Dziękuje Wam panowie, za to że po raz pierwszy oglądam sezon Romy, w którym mam gdzieś czy wygrają czy przegrają, bo nie walczymy nawet o honor... który nota bene piłkarzyki pajacyki zszargały dawno...
A co do Kjaera to ja nie mam złudzeń. Ten koleś to ogórek i trzeba było w tym temacie zorientować kiedy grał w Wolfsburgu. W momencie kiedy my go braliśmy Wolfsburg co mecz tracił po 3-4 gole, a Kjaer był współautorem połowy z nich. Przyszła panienka i udowodniła że jest do niczego. Jakiekolwiek głosy wsparcia dla tego beztalencia, to chyba tylko i wyłacznie efekt jego fajnej fryzury. Podobny trochę do Mexesa... Kłopot w tym że piłkarsko to 1/4 Francuza.
btw. onet podał dzisiaj że Mex jest na liście odpadków z Milanu po sezonie. Sprzedawczyk poszedł tam żeby jak mówił "Wygrywać tytuły". W LM jako tako, Scudetto przegrali z Juve. Weź Mexesa, przegrasz tytuł...
;)))
Zaslepieni fani LE juz byli. Teraz fanatycy Kjaera sie pojawili (nie ukrywam, ze tez pokladalem w nim nadzieje, ale bedzie z nim jak z Ferrarim - zawodnik jednego klubu)... jutro pojawi sie fanklub Angela.
Apeluje o odrobine obiektywizmu.
Safety first - Kjaer OUT!
Dokładnie tak. Gdyby De Rossi go ogarnął, byłoby super. Od tej sławy zaczyna mu odbijać:/
Kjaer... ech no nie wiem, dzis w błocie to wyglądało, że daje sobie radę, ale przegrywał pozycję kilka razy i ratowało tylko to że Pellissier był na spalonym. Jak by tam nie było mówione, że deszcz całkowicie zepsół grę nam, ale Chievo było lepiej ustawione, wiedziało co robi i nie byłoby ulewy to cieszylibyśmy z kolejnego 4-1.
Łuhuuu, carminho, chyba się zagalopowałeś w miłości do klubu (mi też się zdarza), o czym my mówimy.
Ale byli. Zarząd niezbyt bogatej, ale zaradnej Pani Sensi potrafił ściągnąć znakomitego swego czasu Juana. Bezbłędnego Juana. To był mistrz. Mexes też miał cudowny sezon, a w pozostałych grał... solidnie, ale to wystarczyło. Mieliśmy Chivu, Panucciego, wcześniej Samuela, Candelę, Aldaira, Cafu. Mistrzowie! Prawdziwe ikony futbolu, punkty odniesienia.
Kto dziś uchodzi za mistrza w naszej obronie? Burdisso...
Kochani - bez urazy, Burdisso to solidny gracz, tego mu nie odbieram, ale jeszcze 5-6 lat temu za dużo by sobie u nas nie pograł. Przeokropnie zjechaliśmy z poziomem w obronie. To, że w naszej defensywie występują takie kwiaty jak Kjaer, Angel czy Rosi, samo w sobie woła już o pomstę do nieba!
Co zrobić? Może na początek zasada, że w każdej formacji mamy jednego mistrza? Nie od razu Rzym zbudowano, ale małymi kroczkami można dzisiejszej Romie przywrócić świetność. Dopatrywanie się mistrzów w dzisiejszym Juanie, Heinze czy Burdisso jest... takim bardziej romantycznym zabiegiem, aniżeli chłodną obserwacją. Bardziej CHCEMY, by ci gracze byli mistrzami, aniżeli oni faktycznie nimi są. Nie, nie są. Nie mamy w tej chwili ani jednej wybitnej postaci w obronie. Ani jednej!
Kręgosłup drużyny - bez niego nie ma wyników. Zbitek ambitnych, utalentowanych graczy to za mało, jeśli nie mają punktu odniesienia. Jeżeli codziennie nie widzą na treningu kolegi, który robi takie rzeczy, o których marzą, które im się śnią i które sami chcieliby zrobić.
Na ataku mamy mistrza. Jeszcze. Jest nim Totti. Ciągle bardzo dużo umie i jest symbolem, którego jego koledzy potrzebują. Na pomocy mamy Daniele. Wielki człowiek o niebywałych umiejętnościach. Ciągle jeden z najlepszych na świecie defensywnych pomocników. To świetny start. Teraz obrońca. To nie żart, ktoś z najwyższej półki, wart dużej kasy i stanowiący absolutny fundament gry defensywnej Romy. To jest konieczne, aby podnieść poziom całej reszty. Musi być lider, w obronie obecnie go nie ma, to jest skandal, bo bez sprawnie działającej obrony żadna drużyna nie ma szans na ugranie czegokolwiek w Serie A.
Za rok-dwa trzeba będzie pomyśleć też o ataku, gdy powoli odchodzić będzie Totti, ale z tym spokojnie. Do tego czasu być może ktoś inny zdąży się wybić, tego nie wiemy.
Teraz trzeba myśleć o defensywie. Strzelać bramki umiemy, tracić też. Tego drugiego musimy się oduczyć :) Sami dobrze wiecie, że solidny obrońca, to ktoś taki, kto nie tylko w destrukcji sobie poradzi, ale też rozegra piłkę, zainicjuje akcję. To jest najważniejsza funkcja obecnie na boisku w Serie A. A my w wielu meczach graliśmy z... troszkę przypadkową jej obsadą. Także jeśli zarząd zadba o to, by solidnie wzmocnić formację obronną na przyszły rok - będzie super.
I oczywiście pisząc o "mistrzu" nie mam na myśli Musacchio, Silvestre, Caniniego, Astoriego czy innych wynalazków. Tacy gracze mogą być wartościowym dopełnieniem tych wzmocnień, ale naprawdę - jeśli coś ma z tego wyjść, w obronie musimy mieć przynajmniej jednego MISTRZA. A już absolutnym marzeniem byłoby posiadać dwóch takich graczy, obu środkowych.
Tego Wam i sobie życzę :)
Hej!
Oczywiście, ze lepszy trener ogarnałby temat Kjera i Angela- wyrzuciłby ich na zbity pysk, w najlepszym, razie zostawil na głęboka ławkę.
W 6 miejsce po prostu nie wierzę. Zresztą, by to się stalo, Inter musiałby napukać lazjuchów.
A wobec obecnej formie i poziomie motywacji, to w sobotę Samolot przybedzie do Rzymu, by zaśmiac sie w twarz tym, dla których był zbyt cienki i niedoświadczony. I w tym niedoświadczeniu, z zespołem wycenianym na 40 mln zrobił podobny wynik co Roma, warta 4x więcej.
Poza tym stracilismy nasz rytm wygrana/ przegrana. teraz gramy wpieprz/wpieprz/ remis/remis:)
No chyba, ze wylotowy trener da im 2 dni wolnego a trening nie potrwa dłużej niż godzine, wliczajac w to czas na mini gierke!
"scythese,
ja pie*dole -.-"
http://www.youtube.com/watch?v=Yp1EPvZi1S0
This is Sparta!