Aktualnie na stronie przebywa 26 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
Bezbarwny mecz rozegrała Roma na Sardynii przeciwko Cagliari. Porażka była wyraźna, głównie dlatego, że gospodarze mieli do zaoferowania o wiele większą jakość. Rzymianie po raz kolejny popełnili przy tym mnóstwo błędów w grze obronnej. Cagliari skwapliwie to wykorzystało i na trudnym dla siebie terenie Giallorossi wyraźnie przegrali 4:2. Roma wprawdzie swoje okazje miała, jednak jej gracze albo marnowali stworzone okazje, albo nie potrafili stworzyć zagrożenia podając piłkę na 30-tym metrze od bramki Agazziego.
CAGLIARI CALCIO – AS ROMA 4:2 (2:2)
Gole: 1:0 6’ T.Ribeiro, 1:1 13’ Juan, 1:2 34’ Borini, 2:2 41’ Pinilla, 3:2 49’ T.Ribeiro, 4:2 90+2 Ekdal
Żółte kartki: Astori, Nainggola (Cagliari) oraz Kjaer, Lamela, Borini (Roma)
ROMA (4-3-3): Stekelenburg - Rosi, Kjaer, Juan, José Ángel – Simplicio (Greco), Gago, Pjanic – Lamela (Bojan), Totti, Borini
Ławka: Lobont, Heinze, Taddei, Perrotta, Viviani
CAGLIARI (4-3-1-2): Agazzi - Pisano, Canini, Astori, Agostini - Dessena, Conti, Nainggolan - Cossu (Ariaudo)- Thiago Ribeiro (Ekdal), Pinilla (Ibarbo)
Ławka: Avramov, Perico, El Kabir, Larrivey
Roma do meczu z Cagliari przystępowała z dwoma znaczącymi decyzjami transferowymi. W ostatnich chwilach okienka transferowego potwierdzono dwa wypożyczenia – Davida Pizarro do Manchesteru City i Marquinho z Fluminense. Nowy nabytek Rzymian nie był jednak jeszcze całkiem uprawniony do gry.
Gracze, którzy doczekali się większego niż David Pizarro uznania w oczach Luisa Enrique, udali się w podróż na Sardynię na mecz z wyjątkowo niewygodnym dla siebie rywalem Cagliari. Dość powiedzieć że Roma ostatni mecz przeciwko Cagliari na wyjeździe, wygrała w 1995 roku – wtedy 2:0. Od tamtej pory Giallorossi o 3 punktach mogą zapomnieć. Cagliari ugrywa na Romie minimum punkt – 4 remisy w ostatnich 10 meczach. Apogeum „ucierania nosa” Romie miało miejsce we wrześniu 2010, kiedy to Rzymianie jeszcze pod wodzą Ranieriego, zostali zdemolowani w stosunku 5:1. Roma do meczu przeciwko Cagliari przystępowała po dwóch słabych meczach – zremisowanym u siebie z Bologną i przegranym wyjeździe Coppa Italia. Rzymianie cieszyli się jednak z 31 punktów, podczas gdy rywal miał ich jedynie 23. Roma zajmowała szóstą lokatę, goście czternastą.
Cagliari przystąpiło do gry w najsilniejszym chyba zestawieniu. W samym sercu drużyny – Conti, Dessena i Nainggolan z zadaniami defensywnymi. Rozgrywać mieli Cossu operujący za napastnikami oraz wracający po piłki Pinilla, którego partnerem w ataku miał być Thiago Ribeiro. Boki obrony tworzyli Piano i Agostini. Tuż przed bramkarzem Agazzim operowali środkowi obrońcy Astori i Canini.
Roma jednak z Pjaniciem, o którym mówiło się że może nie wystąpić od pierwszej minuty. Jego partnerem w środku pola ponownie byli Gago i SImplicio. Wbrew przedmeczowym dywagacjom prasy w pierwszym składzie wystąpił Borini który na dobre już chyba wygryzł ze składu Bojana. Interesujące było tym razem zestawienie obrony. Dotychczasowy pewniak do pierwszej jedenastki Rodrigo Taddei, tylko na ławce rezerwowych. Jego kosztem w pierwszym składzie wybiegli Rosi i Jose Angel. Kibiców szczególnie zaniepokoiło że, na środku obrony u boku Juana nie pojawił się Gabriel Heinze, a niefrasobliwy i niepewny w swoich interwencjach, Simon Kjaer. Duńczyk nie zyskał uznania kibiców, razi nerwowością w grze i wnosi ją do poczynań defensywnych. Luis Enrique albo decyduje się przymykać na to oko, albo daje obrońcy szansę, aby przekonać się co do zasadności ewentualnego wykupu go z Wolfsburga.
Mecz rozpoczął się od kontroli sytuacji i posiadania piłki przez Romę. Giallorossi nie potrafili jednak stworzyć sytuacji pod bramką Agazziego, która mogłaby przynieść im gola. Cagliari za to zamiast stwarzać sytuację gola strzeliło. Dwadzieścia kilka metrów od bramki Stekelenburga piłkę od Pinilli dostał Thiago Ribeiro. Brazylijczyk podbiegł z piłką i huknął potężnie lokując piłkę w prawym rogu bramki Romy.
Od tego momentu gra znów się wyrównała, ale już tym razem z małym wskazaniem na Cagliari, które było bardziej zdecydowane w konstruowaniu akcji. Roma próbowała coś konstruować jednak brakowało temu myśli przewodniej, na przykład takiej pod tytułem „chcemy strzelić gola”.
Cagliari nie przebierało w środkach, standardem była piłka do Pinilli, Cossu czy Contiego, a następnie kierowanie jej do znakomicie usposobionego do gry Thiago Ribeiro. Ten miał jeszcze dwie okazje, już jednak nie tak groźne.
W dalszej fazie meczu szczęście uśmiechnęło się jednak do Romy. Najpierw w 13 minucie spotkania gola po błędzie Caniniego. Przy rzucie rożnym Włoch pilnował w polu karnym Juana, poślizgnął się jednak i brazylijski stoper Giallorossich znalazł się w wymarzonej sytuacji do strzału. Popatrzył, wybrał róg i uderzył. Piłkę próbował wybić Agazzi, jednak bez powodzenia.
Jeszcze bardziej szczęśliwe dla La Magica było to, co stało się w 34. minucie gry. Stały fragment gry z ponad trzydziestu metrów wykonywał Pjanić. Bośniak nieoczekiwanie strzelił na bramkę. Zaskoczony tak śmiałą próbą Agazzi, zdołał jedynie odbić piłkę przed siebie. Dopadł do niej Borini i pewnie ulokował ją w bramce.
Podrażnione taką niezasłużoną przeciwnością losu Cagliari natychmiast zintensyfikowało swe próby zmierzające do odrobienia strat. Na wyrównanie nie trzeba było czekać zbyt długo. W 41. minucie z w centralnej strefie boiska piłkę dostał Cossu. Wypatrzył „pilnowanego na radar” Pinillę i do niego skierował swoje dokładnie mierzone podanie. Chillijczyk przyjął piłkę i uprzedził Rosiego, strzelając na bramkę Stekelenburga. Piłka odbita jeszcze od słupka, wpadła i wprawiła w radość kibiców Rossoblu.
Remis był po pierwszej połowie wynikiem sprawiedliwym. To Cagliari było lepsze i bardziej pragmatyczne w swoich poczynaniach. Romie dopisało jednak sporo szczęścia. Suma sumarum – remis.
Druga część rozpoczęła się świetnie dla Cagliari. Drugiego gola w meczu a trzeciego dla Rossoblu, zdobył Thiago Ribeiro. Brazylijczyk otrzymał piłkę od Pinilli około połowy boiska. Niepilnowany pobiegł na bramkę Steke. Holender popełnił błąd i zbyt wcześniej wybiegł do piłki. Później zawahał się i cofnął. Poślizgnął się i upadł przedwcześnie na murawę co uniemożliwiło mu udaną interwencję. Ribeiro ze stoickim spokojem obserwował „rozterki” Holendra, nie przestraszył się również wracającego aby naprawić swój błąd w środku pola Simplicio, przymierzył i wpakował piłkę pod poprzeczkę.
Ta szybko stracona bramka uspokoiła, lecz nie uśpiła Cagliari. Sardyńczycy dalej pragmatyczni, mądrze kontrowali Romę, pozwalając jej grać to pod schedą Luisa Enrique, lubi grać najbardziej. Giallorossi więc, bezmyślnie „klepali” piłką na 30 metrów od bramki Cagliari. Gospodarze cofnięci odbierali piłkę i wtedy wychodzili z kontrami. Trzeba jednak przyznać że Roma, dzięki pomysłowości Tottiego, Pjanicia, Lameli czy Angela potrafiła stworzyć kilka groźnych sytuacji. Sytuacje w jakiej znajdowali się kolejno Rosi, Gago, Lamela, Pjanić mogły i powinny przynieść przynajmniej wyrównanie. Niestety, Roma gola strzelić nie potrafiła, a jedynie frustrująco biła jak głową w mur w obronę przeciwnika. Bramka Agazziego była, przy niedokładności w wykończeniu - jak zaczarowana.
Jak strzela się gole pokazali w końcówce gracze Cagliari. Świetne zmiany trenera Massimo Ficcadentiego, czyli wprowadzenie Ekdala i Ibarbo za zmęczonych Ribeiro oraz Pinillę, sprawiły że zmęczona obrona Romy, była jeszcze bardziej niedokładna. Ibarbo miał przynajmniej dwie okazje do strzelenia gola. W 93 minucie jednak asystował. Ograł najpierw Juana, ośmieszył Kjaera i wyłożył do niepilnowanego Ekdala. Szwed podwyższył na 4:2. Akcja ta była ostatecznym ciosem dla Romy.
Sędzia po minucie zakończył spotkanie. Sam mecz nie zachwycił. Szczególnie w pierwszej połowie, gra toczyła się w nudnej, ospałej atmosferze, z kilkoma przerwami na jakieś zagrożenia pod bramką. Cztery gole jednak padły. Role w drugiej części ustaliła szybko strzelona po przerwie bramka Ribeiro. Od tej pory Roma musiała, Cagliari kontrowało i broniło wyniku. Giallorossi po słabym i bezbarwnym meczu, przegrali z mizernym, ale dobrze zorganizowanym Cagliari. Wyglądało na to jakby Roma pojechała na Sardynię żeby pokopać piłką, a gospodarze wyszli na mecz, w którym chcą nastrzelać goli i wygrać. Cel osiągnęli… i o zgrozo, Roma w sumie też… I ten cel naszego taktyka, warto przemyśleć, bo który to już mecz ze średniakiem w którym role faworyta i outsidera odwracają się na skutek braku zdecydowania i pragmatyzmu w grze.
Komentarze (24)
Kjaer to klasyczny Kjaer, a dziś Juan to też taki klasyczny Kjaer. Do tego drewniany klasyczny Angel.
ALE WIADOMO, mamy skład, ławkę, transferów nam nie trzeba, góra 2-3 latem, jak mawiają też klasycy na stronie.
Wynik też na Sardynii klasyczny, wszystko takie klasyczne, podobnie jak zawieszki transmisji w meczach z ogórkami, też takie klasyczne.
A najgorzej i tak Lamela z Tottim, trochę nieklasycznie, choć klasycznie, jeśli patrzeć na ostatnie trzy mecze.
A ogólnie przegraliśmy, bo po raz kolejny trafiliśmy na lepiej zorganizowanego rywala, jeśli o jakiejś organizacji gry po naszej stronie można mówić, bo to raczej wygląda jak przypadkowe ładowanie piłki oby do przodu.
Roma z meczu z końca roku z Bologną, czy z tego roku z Ceseną umarła przed dwoma tygodniami wraz ze zgonem Tottiego i Lameli.
Kjaer - nie sądziłem że kiedykolwiek to powiem, ale zgadzam się z kolegą, który przyznał że Simone Loria jest lepszym graczem od Duńczyka. Babol za babolem, brak pewności w obronie, głupie wymuszanie fauli na przeciwniku... Ten chłopak gra strasznie, to chodząca katastrofa!
Angel - Słaby fizycznie, boiskowe popychadło, jest szybki ale to na nic - gdy go ktoś przyciśnie w mig traci piłkę. W ataku chyba nie pozwalają mu już grać. Miał jedną taką akcję w meczu gdy wszedł z piłką w głąb boiska w pełnym biegu, minął 3 rywali jak pachołki, po czym... zatrzymał się. Stanął. Tak jakby przypomniał sobie nagle słowa trenera " Ty Aniołek, Ty pamiętaj - żadnych mi więcej rajdów z piłką! ".
Juan - wooolny. Gramy z wysoko ustawioną obroną - tutaj padł kolejny celny argument od któregoś z Braci - byle krzepki, zwinny gracz jest w stanie wziąć Juana na szybkość. W dodatku pod koniec meczu zaczął zwyczajnie bzikować. Na plusik bramka, aby nie było że tylko ganię.
Simplicio - ja nie wiem gdzie jest ten nasz stary dobry pączek. Wywracał się, szukał faulu zamiast zachować się jak facet i coś wywalczyć na boisku. Wszystkie podania bardzo czytelne. Powolny!
Greco - tutaj aż brak mi słów. Niepotrzebne kiwki i kilka podań, w tym część oczywiście niecelnych. Oto cały jego dorobek z tego meczu.
Gago - to on dzisiaj grał?
Pjanić - fajnie bije wolne, dobrze że go Franciszek do nich w końcu dopuścił. Ale z gry - przeciętnie. Nie można powiedzieć że gra słabo, bo piłki w głupi sposób nie traci, ale podobnie jak koledzy nie miał dziś pomysłu na grę.
Lamela - jakaś straszna metamorfoza. Poza jedną akcją, gdzie przebiegł z piłką pół boiska raczej działał na naszą grę ujemnie aniżeli dodatnio. Tak jakby nagle zniknęła cała świeżość w jego grze. Dziwna sprawa. Może odpoczynek coś mu da? Tylko - no właśnie, kim niby go zastąpić na boisku? Virgą? Bojanem?
Bojan - boi się chłopak gry. Dziś tylko grzecznie oddawał piłkę kolegom. Oprócz tego nie było go widać ani słychać. Kompletnie zniszczony psychicznie, boi się podjąć jakąkolwiek własną inicjatywę.
Totti - ja się w przeciwieństwie do Was nie przyczepię. Wyłożył piłkę Rosiemu na tzw " setkę ", kilka ładnych podań, ale z drugiej strony momenty przestoju w jego grze i w ogólnym odniesieniu również brak większego pomysłu na grę. Niemniej na tle całej drużyny nie wyglądał źle.
Borini - wiele razy podczas meczu żałowałem, że odszedł Borriello. Borini miał co najmniej 3 akcje, z których spokojnie mogła paść bramka. Wsadził jedną, za to brawa, ale ze skutecznością u niego raczej słabo. Za to w rozgrywaniu piłki z zespołem nie będzie żadnej pochwały - kompletna bezproduktywność, niestety.
To tyle. Wróciła nam Roma z początku tego sezonu. I tak jak już kiedyś pisałem - miejsce za czołówką to na tę chwilę optymalna dla nas pozycja w lidze. Czasami zagramy nieźle, ale generalnie - jak dziś - widać, że tej drużynie brakuje niestety jakości. I nie ma się co czarować, z tymi chłopakami, przy tym trenerze na mistrza nie pójdziemy. Lepiej zawczasu się z tym pogodzić, serio.
za rok z miejsca na srodku tabeli
za 2 lata z utrzymania w serie A
Panowie i Panie przyzwyczajajcie sie powoli do średniaka Serie A pokroju parmy, atalanty czy sieny
ijaaaaaa..ki zal
W tym sezonie u siebie w 10 meczach 6 goli przed Romą.
Od połowy października średnio jeden gol na dwa mecze. W całym sezonie średnio jeden gol na dwa mecze u siebie.
Dziś w jednym meczu 4 - takie rzeczy to tylko z Romą.
Udawany trener musi najwidoczniej jeszcze zaliczyć kolejnych 7 oklepów, by połapał sie, co mu nie chodzi w zespole.
Pamietacie jak szejkowie przejeli city? tez byla porazka za porazką i nieznyt ciekawie to wygladalo ale teraz po jakims czasie zaczynia sie kleic kupy...
ale tam wiadomo poszlo w transfery: kun aguero, dzeko, balotelli , david silva...
to sa nazwiska i pilkarze a marqiunio czy jak mu tam to co to za jeden ? !
"Roma senza difesa" i najbardziej wyjebało mi gały jak zobaczyłem na głównej stronie jeszcze to lazio 2-0 milan wtf. Lazio e Reja alla grande. I tak w Rzymie widać jedynie Rome.
FORZA ROMA! Na LM mamy aktualnie takie szanse jak na mistrzostwo.
Panowie to jest porażka. Abruzzi bardzo dobrze to wszystko komentuje. Na początku wierzyłem w projekt, ale to jest już za dużo. Ponad pół roku pracy z zespołem, żadnych postępów, gra dwójką w obronie, no panowie. Ja na wfie mam lepszą obronę, niż Roma. Statystyki mówią za siebie. Każdy nam strzela jak chce. I nie ma to znaczenia, ile Cagliari miało szans, prócz pierwszego gola to wszystko były setki. A to, że nasi napastnicy nie potrafią strzelić sam na sam to zupełnie inna sprawa.
Motał taki z każdej bandy idiotów można zrobić drużynę, trzeba tylko wiedzieć czego się chce. Luis tego nie wie