Aktualnie na stronie przebywa 25 gości oraz 0 użytkowników!
- AS Roma
- Historia
- Rozgrywki
- Publicystyka
- Statystyki
- Serwis
Mimo przedmeczowych zapowiedzi Di Francesco i Monchiego, że każde spotkanie jest równie ważne, a te szczególnie, ze względu na podbudowanie morale drużyny, Giallorossi zaliczyli bardzo słaby występ, praktycznie oddając zwycięstwo rywalom. Zespół Romy stworzył niewiele okazji, dodatkowo popełnił klasyczne dla siebie błędy w defensywie, co zaowocowało porażką 1-2. W ten sposób Roma wyrównała też negatywny rekord Ligi Mistrzów, serii wyjazdowych spotkań bez zachowania czystego konta w defensywie. Giallorossi tracą co najmniej jednego gola od 30 meczów na boiskach rywali. Dzisiejszy wynik ucieszył za to bardzo gospodarzy, którzy dzięki niemu zagrają na wiosnę w Lidze Europy. Tymczasem Romę czeka teraz ligowa domowa potyczka z Genoą.
VIKTORIA - ROMA 2-1 (0-0)
1-0 Kovarik 62'
1-1 Cengiz Under 68'
2-1 Chory 72'
FC VIKTORIA PILZNO (4-2-3-1): Hruska - Havel, Hejda, Hubnik, Limbersky - Hrosovsky, Prochazka - Kopic (71′ Petrzela), Cermak (Horava 82'), Kovarik - Chory (Reznicek 87')
Ławka: Kozacik, Pernica, Bucha, Ekpai
Trener: Pavel Vrba
AS ROMA (4-2-3-1): Mirante - Santon (Florenzi 75'), Manolas, Marcano, Kolarov - Cristante, Nzonzi (Luca Pellegrini 80') - Cengiz Under, Pastore (Zaniolo 59'), Kluivert - Schick
Ławka: Olsen, Karsdorp, Juan Jesus, Fazio
Trener: Eusebio Di Francesco
Żółte kartki: Limbersky (Viktoria), Kluivert (Roma)
Czerwone kartki: Luca Pellegrini 90' (Roma)
Widzów: 11.217
Komentarze (27)
w sumie w ataku też
Przewrotne jest jednak to, że myślę, że oni pokazali dzisiaj maksimum i nie było z ich strony odpuszczania bo mecz był o nic. Tyle tylko, że te maksimum takie właśnie na dzisiaj jest i nawet gdybyśmy tu grali o życie to boiskowy obraz byłby taki sam.
Widzę też, że do reszty drużyny dopasował się stylem Santon, który był we wrześniu i październiku jednym z niewielu pozytywów, a teraz kolejny mecz i ponownie jego błędy. Teraz tylko czekać aż Zaniolo wywiesi białą flagę i już z białą flagą wróci po kontuzji Lor. Pellegrini, jedyni piłkarze, którzy potrafią szukać gry na boisku.
No cóż, trzeba liczyć, że jakimś cudem coś się zmieni, choć przesłanki ku temu są kiepskie...
Wiadomo, że na boisku grają piłkarze, a w lecie doszło do kolejnej rewolucji kadrowej, ale nie zmienia to faktu, że ten sezon to całkowita kompromitacja myśli taktycznej Di Francesco. Ta jego przesadna dbałość o balans między obroną i atakiem powoduje, że gramy najbardziej nijaką i brzydką piłkę z całej czołówki Serie A. Liczba zdobytych bramek przez środkowych napastników, czyli trzy, to mało śmieszny żart (a ze skrzydłowymi nie jest dużo lepiej), ale to nie bierze się tylko z faktu, że Dzeko i Schick marnują po kilka setek w meczu (choć faktycznie w tym sezonie marnowanych sytuacji jest zdecydowanie za dużo). Obrana przez DiFra taktyka powoduje, że jako drużyna nie kreujemy zbyt wielu sytuacji, a napastnicy często są odcięci od dobrych podań. Brakuje szybkiej, kombinacyjnej gry, dzięki czemu moglibyśmy zaskoczyć przeciwnika. Obrona w tamtym sezonie wyglądała jeszcze jako tako, ale to co teraz dzieje się w tej formacji (a przecież nie było wielkich zmian!) woła o pomstę do nieba. Strach pomyśleć co by było gdyby na dłużej wypadł Manolas, który jako jedyny jeszcze ogarnia (ale też coraz częściej zdarzają mu się klopsy).
Najpierw DiFra upierał się przy 4-3-3 i przez ponad pół sezonu na prawym skrzydle wystawiał Defrela i Schicka, co było totalnym nieporozumieniem. Później z Barceloną nagle z dupy spróbował z ustawieniem 3-5-2, co okazało się świetnym posunięciem, ale tylko na chwilę, bo potem zagraliśmy tak chyba tylko jeszcze raz (z Liverpoolem, z marnym skutkiem). W tym sezonie zapowiadał, że przychodzi Pastore, który będzie grał jako mezzala, a potem nagle okazało się, że jednak musimy grać 4-2-3-1, bo Pastore nie ogarnia na tej pozycji.
Jednak największą wskazówką, co do tego, że czas DiFra się skończył, jest fakt, że pod jego skrzydłami większość piłkarzy albo cofnęła się w rozwoju albo nie może pokazać swojego potencjału. Przykładem tego pierwszego jest pewnie z dziesięciu piłkarzy, ale wyróżniają się dwa przypadki: Radja (naprawdę trudno cofnąć w rozwoju takiego piłkarza, a DiFra się to udało) i Pellegrini (jeden z najlepszych młodych włoskich pomocników, którego DiFra świetnie znał, przez większość pobytu w Romie kopał się po czole; dopiero przypadek w postaci zmiany taktyki i kontuzji Pastore sprawił, że znów zaczął grać dobrze). Jeśli chodzi o rozwój młodych graczy z dużym potencjałem, to pozytywne przykłady (nieco na siłę) są tylko dwa: Under i Zaniolo (który zagrał raptem kilka meczów o stawkę). Reszta, czyli m.in. L. Pellegrini, Kluivert, Karsdorp, Cristante, Schick, kopie się po czole, choć w innych klubach pokazywali, że grać potrafią. Rzymska presja rzymską presją, ale coś musi być niehalo z trenerem, że WSZYSCY wyglądają tak samo słabo.
Najgorsze jest to, że żaden szanujący się trener nie przyjdzie do nas w trakcie sezonu (chyba, że takie substytuty jak Montella i Sousa), więc ten sezon jest raczej na straty. Nie będzie Ligi Mistrzów, to znów trzeba będzie sprzedawać (choć już nie ma za bardzo kogo). Jeśli ma przyjść nowy trener z uznanym nazwiskiem, to będzie chciał gwarancji kilku konkretnych wzmocnień. Problem polega na tym, że Monchi będzie mógł mu zagwarantować tylko kilku młodzików, których akurat będzie można kupić na promocji, bo mają problemy w klubie (np. Weigl) lub kończą im się kontrakty. Kółko się zamyka, bo żaden uznany trener na to się nie zgodzi.
Z resztą zgadzam się w dwustu procentach. Gramy straszną dla oka piłkę, bez pomysłu w przodzie i bez organizacji w defensywie. Sam Manolas powiedział dziś po meczu, że "nie da się bronić za każdym razem w czterech". Nie wiem czy to przytyk do kolegów czy to trenera, ale powiedział prawdę. Oczywiście ten pierwszy gol Viktorii to jakieś kuriozum. Dwóch Czechów szeroko, naszych trzech pośrodku i żaden się dobrze nie ustawił, by przeciąć tamte podanie. Wracając jednak do sedna - nic tutaj dobrze nie działa i nie wiem czy piłkarze nie czekają na nowego trenera, jak w ostatnich tygodniach Rudiego.
I nie, N’Zonzi nie jest jedynym problemem, ale gdybym miał robić listę to od niego zacząłbym zmiany. Tyle że po odejściu Strootmana nawet nie ma kim go zastąpić. I mam przykre wrażenie, że z uwagi na hajs za który go kupiono i wynagrodzenie jakie pobiera, ma jeszcze karnet na występy w pierwszym składzie.
No i Schick. Kolejny demon szybkości. Może nie nadaje się do gry jednym napastnikiem i potrzebuje partnera? Albo po prostu nie nadaje się w ogóle i nawet z Messim unikałby gry i kontaktu.
Dziś miał dwa dobre zagrania w przodzie, natomiast w fazie destrukcji to tak jakbyśmy grali bez defensywnego pomocnika. Niestety, Daniele wróci przy dobrych wiatrach na Juve, a myślę, że przy tak długiej przerwie i tak będzie ciężko, Lorenzo jeszcze później, o czym mówił wczoraj Di Francesco, stąd jesteśmy skazani na naszego demona destrukcji. Di Fra mówił po meczu, że musi zrewidować niektórych piłkarzy ze względu na ich grę, ale tak mówił już w tym sezonie wiele razy i dalej ci najgorsi grali. Poza tym za bardzo nie ma dziś opcji B i Nzonzi musi grać.
A Schick dostał prezent od losu w postaci kontuzji Dzeko, który psuje się średnio raz na trzy sezony i chyba nic sobie z tego nie robi. Obawiam się, że przy jego zaangażowaniu, gdy wróci Bośniak, to już sobie do końca sezonu w pierwszym składzie nie zagra. No chyba, że z Chiavari w Coppa Italia. Choć mam nadzieję, że wtedy będzie już negocjował wypożyczenie do jakiegoś ogórka.
Generalnie, czemu sie dziwic? Patrzac na "ere "amerykanska" taka sinusoida naturalne zjawisko, zaden trener dluzej w tym bajzlu sie nie utrzyma jak dwa sezony...
Nawet jak ma chwilowy sukces to mu skutecznie w mercato zrobia sabotaz i po ptokach
Na szczescie jak sprzedadza Manolasa i Undera to juz nie bedzie kim handlowac.
Bedziemy solidnym i stabilnym sredniakiem Serie A.
Cristante - poniżej 9.5km/mecz, 23 odbiory
Może suche statystyki nic nie znaczą, jednak różnica znacząca na korzyść Francuza
Moim zdaniem jednak głównym winowajcą jest trener, skoro przy grze z 4 obrońcami i dwoma def pomocnikami dajemy sobie tak wjeżdżać do bramki oznacza tylko tyle, że organizacja gry w defensywie nie istnieje. Sama krytyka Nzonziego bierze się raczej z faktu kogo przyszedł zastępować, niż z aż tak fatalnej gry. Choć uprzedzam, że wbrew pozorom wielkim fanem jego 'talentu' nie jestem
Statystyki za legaseriea.it
Dlatego bardzo cieszyło mnie jego zatrudnienie i przez cały ten czas, od początku, aż do wczoraj byłem jego chyba największym zwolennikiem i obrońcą na tej stronie. W poprzednim sezonie uważałem, że potrzebuje czasu, żeby wdrożyć swój styl gry, że potrzeba czasu, aby zawodnicy przyswoili pewne zachowania i wszystko w końcu zatrybi. Naprawdę głęboko w to wierzyłem, bo skoro potrafił prowadzić nieźle Sassuolo, to teoretycznie powinno mu być łatwiej z dużo lepszym materiałem, jaki ma u nas.
Minął sezon, a w zasadzie prawie 1,5 sezonu i poza kilkoma dobrymi spotkaniami w CL nic się nie zmieniło. Wspomniał o tym już mark oni, że gramy taki sam piach (jak nie większy?), jak w zeszłym sezonie. Z tym, że w ubiegłym kilka/kilkanaście razy wynik ratował nam w pojedynkę Becker i nie mieliśmy, aż tak dużego problemu z kontuzjami, przynajmniej nie z tyloma w jednym czasie. Co prawda Mesjasz nie ułatwia mu zadania, ale uważam, że nawet w okrojonym składzie z drużynami z Ferrary, Bolonii, Werony, czy Pilzna 3pkt, to absolutne must have.
Nie to jest jednak najgorsze! Najbardziej żałosne jest to, że nie widać po zawodnikach jakiegokolwiek zaangażowania, walki i złości sportowej. Na prawie każdy mecz wychodzimy jak na sparing, gdzie większość wygląda, jakby miała wyjebane i później mamy tego efekty. Do wczorajszego spotkania DiFra przynajmniej stwarzał pozory walki z tym, w sensie, żył i darł mordę przy linii. Wczoraj ewidentnie się poddał i siedział cały mecz skulony jak pies w budzie. I to jest dobitny znak, że nie ma on żadnego pomysłu na wskrzeszenie tego zespołu i trzeba mu jak najprędzej podziękować. Mam tylko nadzieję, że nie przyjdzie dzban pokroju Montelli, czy Sousy, bo będziemy mieć powtórkę.
Jak powszechnie wiadomo, lepiej mądrze stać niż głupio biegać. Nzonzi rusza się na boisku to prawda, ale robi to wolno i bez większego sensu, jakby nie wiedział co on tu robi. Stąd ma nabiegane kilometry i to że się rusza widać gołym okiem. Natomiast gdzie te jego odbiory, to nie wiem. Pojęcia nie mam jak to jest liczone, bo ja jego gry w destrukcji nie widzę. Ogólnie to na mój gust on unika odpowiedzialności i ryzyka. W ten sposób zyskuje jakieś alibi, ale to nie jest granie w piłkę.