Julio Sergio: Lazio? Niczego im nie życzę! (2010)

Włoski dziennik Il Tempo postanowił przeprowadzić ciekawy eksperyment i zaprosił do udziału w podwójnym wywiadzie bramkarzy odwiecznych rywali, Lazio i Romy. Julio Sergio i Muslera odpowiedzieli na ten sam zestaw pytań o własną drużynę, przeszłość i inspiracje. Zapytano ich też o to, czego życzą drugiej drużynie ze stolicy... Oto jak odpowiadali.


Jak zostaje się graczem podstawowego składu, zaczynając od miejsca w rezerwie?
JS: Ciężko pracując na każdym treningu i wierząc w efekty tej pracy i we własne umiejętności. 
M: Wystarczy pracować, angażować się. Trzeba też zachować pogodę ducha w trudnych momentach i potrafić się uczyć, ale przede wszystkim chcieć się uczyć. 
Twoja najpiękniejsza parada?
JS: Może ta w meczu derbowym, gdy strzelał Mauri. Tę pamiętam najlepiej. 
M: Najpiękniejsza parada była przy pierwszym rzucie karnym w Coppa Italia przeciw Sampdorii. Pamiętam też jedną obronę w meczu z Milanem przy strzale Flaminiego. 
Gol, którego mogłeś uniknąć?
JS: Wszystkie. Nie ma jednego szczególnego. 
M: Było ich wiele. Przychodzi mi do głowy ten z ubiegłej niedzieli z meczu z Sampdorią. 
Co myślisz o drugim rozmówcy?
JS: To doskonały bramkarz, który ma jedną fundamentalną zaletę: umiejętność szybkiego reagowania. 
M: Spotkaliśmy się kilka razy, ale nie miałem okazji z nim porozmawiać. Słyszałem tylko opinie innych o nim, że był najlepszym trzecim bramkarzem świata. Tymczasem pokazał, że jest numerem jeden. 
Zagrałbyś w drugiej drużynie ze stolicy?
JS: Nie. Kiedy gracz w Romie nie możesz potem zagrać w koszulce Lazio. Ale to naturalne, mówię to z najwyższym szacunkiem. Myślę zresztą, że tak samo myślą gracze Lazio. 
M: Nie, ponieważ w Lazio zawsze traktowano mnie z wielką, niewiarygodną sympatią ze strony kibiców i klubu. Nie zagram nigdy w tej drugiej drużynie. 
Obrońca, przy którym czujesz się najspokojniejszy?
JS: Nie mogę wymienić jednego nazwiska. Wszyscy moi koledzy z obrony są świetni. To profesjonaliści i czuję się spokojnie niezależnie od tego, który z nich wchodzi na boisko. 
M: Diego Lugano. 
A jakiego obrońcę chciałbyś mieć za kolegę w drużynie?
JS: Moi mi pasują. 
M: Właśnie jego. 
Jaka liga zagraniczna najbardziej Cię fascynuje?
JS: Chyba angielska. Jest najbardziej spektakularna. 
M: Na pierwszym miejscu stawiam angielską, potem włoską, a potem hiszpańską. 
Bramkarz, który jest dla Ciebie inspiracją?
JS: Mój rodak Taffarel. Także on grał we Włoszech i zawsze był moim idolem. 
M: Kolumbijczyk Oscar Cordoba. 
Jak znosisz samotność na boisku?
JS: Ja nigdy nie czuję się sam. Dużo mówię w czasie meczu, rozmawiam z kolegami i żyję akcją. 
M: Nie czuję się sam. Znalazłem swoje miejsce na boisku i czuję się tam dobrze. Samotność czuję tylko wtedy, kiedy zespół strzeli bramkę, ponieważ świętuję ją sam. 
Jaka jest Twoja wada i co robisz, żeby się jej pozbyć?
JS: Wiele rzeczy. Trzeba pracować, żeby być lepszym z dnia na dzień. 
M: Dużo tych wad. Trener jednak najczęściej krytykuje sposób, w jaki czasem rzucam się do piłki i jak ją odbijam. Z pewnością postaram się poprawić ten element, podobnie jak inne, które - jak mi się wydaje - wychodzą mi dobrze. 
Czym są dla Ciebie derby Rzymu?
JS: To szczególny mecz, jest fascynujący. Nie można go porównać z żadnym innym. 
M: Derby przeżywałem zarówno ze środka, jak i z zewnątrz. Przeżywa się je z wielkimi emocjami. Poprzedzający je tydzień jest niewiarygodny. Ludzie mówią tylko o tym. To przypomina naszą urugwajską piłkę. 
Czego życzysz własnej drużynie i rywalowi ze stolicy?
JS: Romie życzę, żeby dalej grała dobrze i wywalczyła prawo gry w LM. Lazio nic nie życzę. 
M: Drużynie przeciwnej życzę, żeby nie wygrała scudetto. Naszej, żebyśmy odmienili rzeczywistość i pokazali, że to nie jesteśmy my. Żebyśmy pokazali, że jesteśmy zespołem, który zasługuje na pozostanie na wysokim poziomie. 
Co sprawiło, że wybrałeś pozycję bramkarza?
JS: Od małego zawsze lubiłem grać tylko na bramce. Nie jestem typem gracza, który został "przestawiony". Ja się urodziłem jako bramkarz. Lubię tę rolę i trzymam się jej. 
M: Zachęcił mnie mój trener w Urugwaju w Baby Football. Miałem wtedy 8 lat. Byłem napastnikiem, ale brakowało bramkarza i postawili mnie między słupkami ze względu na mój wzrost. 
Napastnik, którego najbardziej się obawiasz?
JS: Nie boję się nikogo, ale szanuję wielu napastników. We Włoszech jest kilku wspaniałych: Milito, Pato, Ronaldinho. 
M: Jest ich wielu. Kaka, Cristiano Ronaldo, ale też Ibrahimovic. 
Twój najczęstszy sportowy koszmar?
JS: Że staje mi się coś złego i nie mogę więcej grać w piłkę. 
M: Pazzini. On był jednym z tych, którzy nastrzelali mi najwięcej bramek. 
Trzy rzeczy, które musi zrobić bramkarz, żeby obronić rzut karny.
JS: Być skoncentrowanym, czekać na właściwy moment, żeby się rzucić i... mieć szczęście. 
M: Czekam do samego końca, żeby się rzucić. Wybieram odpowiedni bok i rzucam się z wiarą. Zawsze też patrzę w oczy przeciwnika. 
Gdybyś nie był bramkarzem, na jakiej pozycji chciałbyś zagrać?
JS: Mógłbym być tylko bramkarzem, choć strzelanie bramek każdemu się podoba. 
M: Na pewno byłbym napastnikiem.

Napisane przez: kaisa dnia 29.08.2011; 12:06