Niektóre wielkie dzieła w historii ludzkości powstały zupełnie przez przypadek. Luciano Spalletti dokonał odkrycia, którego zupełnie nie zamierzał odkrywać – formacji 4-6-0 która okazała się wspaniałym wynalazkiem współczesnego futbolu.
Sezon 2005/2006. Drużyna w stagnacji i chaosie po wcześniejszych problemach z trenerami, którzy nazbyt często zmieniali się na ławce Romy. Po dobrym sezonie w Udinese, Luciano Spalletti zostaje wybrany tym człowiekiem, któremu klub powierzy misję wyprowadzania „Giallorossich’ na prostą.
Od początku nowemu trenerowi nie wiodło się najlepiej. Roma nie zachwycała i trapiona była przez liczne kontuzje i do tego utknęła na 15 pozycji w tabeli. W tym momencie zgodnie z powiedzeniem „potrzeba matką wynalazków” Spalletti zaimprowizowal…
Ówczesny taktyk „dumy stolicy” postanowił ustawić drużynę bardziej ofensywnie i sięgnął po system 4-2-3-1. Do tego ustawienia Spalletti nie posiadał jednak klasycznego napastnika, jedynym rozwiązaniem było użycie Francesco Tottiego jako nominalnego napastnika formacji ofensywnej. „Il Capitano” nie grał jednak jak typowy napastnik - wystawiony sam na przedzie, czekający na wsparcie kolegów, ale zachowywał się w typowy dla siebie sposób czyli zawodnika, który porusza się w przestrzeniach pomiędzy obroną a pomocą przeciwnika. W praktyce Roma grała więc bez klasycznego napastnika, Totti cofał się w głąb pola i drużyna grała w ustawieniu, które określić można jako 4-6-0. Eksperyment nigdy wcześniej nie stosowany w futbolu.
„Magiczne ustawienie” Romy w sezonie 2007/2008
Okazało się, że taka formacją stwarza ogromne problemy obronie przeciwnika. Rywale długo nie mieli pomysłu jak poradzić sobie z tak ustawioną drużyną Spallettiego. Gra bez napastnika powoduje automatyczne pogubienie się obrony rywala gdyż obrońcy „nie wiedza, kogo kryć”. Roma posiadała zawszę przewagę liczebną w pomocy, ponieważ grała jednocześnie trojką zawodników w środku (ze schodzącym Tottim nawet czwórką) oraz z dwoma skrzydłowymi, co skutkowało oczywiste wysokim posiadaniem piłki oraz możliwością wykonywania zabójczych kontrataków z każdej strefy boiska.
System sprawdzał się tak dobrze, że Roma pobiła rekord 11 zwycięstw z rzędu w Serie A oraz awansowała na 6 pozycję w tabeli. Po powrocie z kontuzji napastników Spalletti i tak nie zrezygnował z Tottiego „na szpicy”. Nawet Mirko Vucinic - typowy środkowy napastnik w każdej innej drużynie, w Romie przeobrażony został w lewo-skrzydłowego, który zbiegał z flanki, aby forsować defensywę rywala. Można również stwierdzić, iż Luciano Spalletti wymyślił system idealnie pasujący do umiejętności Francisco Tottiego. Gra w roli „trequrtisty” dawała legendzie Romy tyle miejsca i swobody na boisku, że potrafił on zarówno kreować grę, obsługiwać kolegów podaniami, ale również udowodnił jak znakomitym potrafi być egzekutorem akcji. Francesco zdobył 26 goli, które dały mu tytuł najlepszego strzelca Europy i Złotego Buta.
Wynalazek Spallettiego był niewątpliwe osiągnięciem niezwykłym a Roma odniosła sukces. Rozważać natomiast można czy był to największy sukces Romy minionych lat czy tylko chwilowy, tymczasowy wyskok, zrodzony w potrzebie chwili.
Zapierający dech w piersiach występ w Coppa Italia przeciwko Interowi, który zakończył się wynikiem 6-2 wykazał jak piekielnie skuteczny może być pomysł Spallettiego przeciwko każdej standardowo ustawionej obronie z 4 zawodnikami w linii.
Z drugiej jednak strony mamy wynik 1-7 przeciwko Manchesterowi United w rozgrywkach Ligi Mistrzów, wykazał, że filozofia Spallettiego może być również zabójcza ale dla samej Romy. Nic nie zapowiadało takiej katastrofy, ponieważ w pierwszym spotkaniu, w Rzymie, piłkarze sir Alexa Fergusona mieli ciężką przeprawę. Obrona „Czerwonych Diabłów” była skutecznie zalewana przez ataki Rzymian, którzy przeprowadzali akcje 4-5-cioma piłkarzami z każdej strony a środkowi obrońcy rywala wyraźnie nie mogli sobie poradzić z wyborem przeciwnika do krycia. Dlaczego system tak fatalnie zawiódł w rewanżu wciąż pozostaje niewiadomą.
Roma prawdopodobnie nie posiadała odpowiedniej ilości jakościowych graczy którzy byliby wstanie utrzymać odpowiednia skuteczność systemu gry przez dłuższy czas. Taka wyrafinowana, kombinacyjna gra wymaga od graczy, aby przez cały sezon utrzymywali stała formę, koncentrację oraz kondycję fizyczną. Jeżeli którykolwiek z tych elementów szwankował maszynka Spalletiego przestawała działać. Może dlatego nie udało się wygrać upragnionego Scudetto ani zwojować Ligi Mistrzów ?
Nostalgia do magicznej gry jest w Romie zawsze żywa. Po przejęciu klubu przez nowych, amerykańskich właścicieli kierownictwo klubu po raz kolejny chciało nawiązać do filozofii gry polegającej na pięknu futbolu. Najpierw zatrudniono Luisa Enrique, który miał zbudować drużynę grającą ofensywną piłkę niczym hiszpańska Barcelona. Eksperyment zawiódł, Luis Enrique nie osiągnął wyników z Romą a piłkarze nie prezentowali odpowiedniego efektownego stylu gry. Nie zraziło to nowego kierownictwa Romy i Hiszpana zastąpił Zdenek Zeman. Trener, którego filozofią jest również „piłka na tak”. Czy pod wodzą Czecha Roma zacznie zachwycać świat jak Roma z przed paru lat ? Czas pokaże. Jeszcze wiele wody w Tybrze przepłynie zanim nowy szkoleniowiec i obecni piłkarze Romy będą mogli szczycić się i zachwycać Europę taka grą i przynajmniej takimi samymi wynikami jak magiczna Roma Luciano Spalettiego.
Napisane przez: Totnik dnia 02.01.2013; 19:19