Surrealistyczne zwycięstwo. Wiele gwizdów, mało braw

Wygrana w Weronie nie doprowadziła do odzyskania kibiców. Czy lepiej, jeszcze nie. Droga obrona w meczu z Milanem jest właściwa, ale jeszcze długa. 7-1 we Florencji nie zostanie wymazane, potrzeba kolejnych dobrych występów.

Już od momentu rozgrzewki Dzeko i spółki gwizdy kibiców Giallorossich obecnych na Bentegodi (około 500, grupa Boys zbojkotowała wyjazd w związku m.in. z porażką z Violą, żądając graczy o poszanowanie barw) przebijały znaczeni oklaski. Surrealistyczne zwycięstwo z trybuną (dwunasty gracza na boisku), która żądała poszanowania dla barw po każdym zdobytym golu. Bohaterem tej sytuacji jest oczywiście Kolarov, prawdopodobnie najbardziej decydujący gracz Romy w ostatnich tygodniach. Wczoraj Serb otrzymał z sektora gości największą ilość decybeli wyzwisk, walcząc o prymat z Pallottą. Ukłon w stronę kibiców po golu nie poprawił na pewno sytuacji, przeciwnie. Były gacz Manchesteru City jest jednak na boisku człowiekiem walki i reaguje strzelają gole.

Byłoby błędem myśleć, że Serb jest jedynym graczem, przeciwko któremu protestują kibice. W to zaangażowany jest cały zespół. Najlepszy obrazek pochodzi z zakończenia meczu, gdy gracze podziękowali nieśmiało kibicom brawami ze środka pola. Gest został wymieniony na zero aplauzu i wiele gwizdów. To normalne po porażce, rzadkie po wyjazdowym 3-0. Jedynym momentem, w którym nikt nie myślał o protestowaniu była 76 minuta: schodzi Zaniolo, wchodzi De Rossi. Przeszłość, teraźniejszość i (mamy nadzieję) przyszłość Romy.

Napisane przez: abruzzi dnia 09.02.2019; 11:29