W dzisiejszym wydaniu Il Romanista pojawił się wywiad z dyrektorem sportowym, Monchim, przeprowadzony przez Tonino Cagnucciego, Daniele Lo Monaco, Piero Torriego i Valerio Curcio. Oto część wywiadu, która pojawiła się w sieci.
Czytałeś komunikat Curva Sud?
- Tak. Przede wszystkim chciałbym powiedzieć o Seanie Coxie, kontynuując to co powiedział Pallotta. Piłka nożna i życie to w tym przypadku dwie różne rzeczy, jestem mocno wierzącym katolikiem i modlę się za niego i jego rodzinę. Jesteśmy istotami ludzkimi, mam nadzieję, że będzie mógł wrócić do kibicowania swojej drużynie.
Miałeś bezpośrednie kontakty ze rodziną?
- Osobiście nie, ale tym aspektem zajmowali się Mauro i Umberto z prezydentem. Wracając do pierwszego pytania, czytałem ten komunikat: mamy do czynienia z wyjątkowym meczem. Historia tego klubu mówi, że tylko dwa razy była taka szansa. W 1984 roku i teraz. I to jest moment, aby zapomnieć o czymkolwiek i kibicować drużynie. Chłopcy z Sud powiedzieli, że muszą przynieśc flagi i okrzyki. Ja powiem więcej.
Co?
- Chciałbym żeby Rzym był zabarwiony na żółto-czerwono. Już dziś. Żeby wszyscy kibice Romy wywiesili flagi na balkonach i dali do zrozumienia światu, że Rzym kibicuje Romie. W tym momencie, gdy mówi się o przemocy, dajmy do zrozumienia, że kibice Romy nie są agresywni. To moment, aby być zjednoczonymi. Pokonanie Liverpoolu jest trudniejsze niż pokonanie Barcelony. Nie ma jutra, wszystko kończy się w środę. Każdy dziadek, wnuczek, syn, ojciec, matka: w środę grają wszyscy. Miałem szczęście wygrać dużo w Sewilli, ale nigdy nie marzyłem o dojściu do finału Ligi Mistrzów. Mówiłem mojej żonie: marzyłem o wielu rzeczach i wiele z nich zrealizowałem, ale nigdy w mojej głowie nie było finału Ligi Mistrzów. Wszyscy musimy zrobić to co do nas należy.
Zespół jest przekonany?
- Myślę, że tak. Nie oznacza to, że będzie łatwo, nie wiem czy czytaliście napisy z szatni.
Tak, gdzie wybrałeś te zdania?
- Miałem je w głowie... Czasami lubię je wyciągać na zewnątrz, czasami lepiej jest je zachować dla siebie. Myślę, że zespół jest przekonany, że może to zrobić, wiedząc, że jest to trudne. Liverpool ma przewagę wyniki, my mamy Olimpico. Oni 5-2, my stadion.
Wygrane ze Spal i Chievo są oznaką dojrzałości?
- Bycie tutaj i mówienie o finale jest już oznaką rozwoju. Myślę, że nie powinniśmy się tutaj zatrzymywać, niezależnie od tego co zrobimy. W grę nie wchodzi tylko awans, ale sposób w jaki podejdziemy do meczu. Rozegranie spotkania jako wielki zespół jest już wykonanym krokiem.
Czego nowego nauczyłeś się w ostatnich dniach od Di Francesco?
- Ciężko go znaleźć, jak to powiedzieć?, jest poza drogą, poza sobą. Po roku pracy, podczas której przeżyliśmy trudne momenty, zawsze spotykałem spokojną osobę, podoba mi się to jak zarządza trudnymi momentami. Również dla mojej pracy ważnym jest mieć przed sobą zrównoważoną osobę. Jeśli masz przed sobą osobę, która każdego dnia zmienia swoje gusta, nie wiesz co robić.
Zastanawiałeś się nad tym co stało się z Dzeko w styczniu? Jego sprzedaż byłaby błędem?
- Dwie sprawy: gdyby Edin odszedł, sprowadzilibyśmy kogoś innego. Przyszłości nie da się przewidzieć. Druga rzecz: myślicie, że jeśli Roma chciałaby się pozbyć na sto procent Dzeko, nie sprzedałaby go? Że nie pomoglibyśmy Chelsea przekonać Edina? Myślę naprawdę, że żadna z trzech stron nie była co do tego przekonana. My dlatego, że znamy jego możliwości. On dlatego, że jest tu szczęśliwy. Chelsea dlatego, że profil 32-latka nie godził się z ich planami. Zdarza się, że negocjujesz, ale nie jesteś przekonany i myślisz jak z tego wyjść. Nikt nie był przekonany. Edin wyszedł przed Emersonem.
To znaczy?
- Najpierw pojawiła się możliwość sprzedania Dzeko, potem Emersona. Sprzedaż Emersona pozwoliła nam być spokojnymi. Gdy komplikowało się z Emersonem, mieliśmy pewne kłopoty, gdyż musieliśmy sprzedać. Dlatego sprawa Edina ciągnęła się dłużej. Nie jest łatwo negocjować gdy wiesz, że potrzebujesz pieniędzy. Gdy znaleźliśmy porozumienie sprzedaży Emersona, łatwiej było się wydostać z kwestii Dzeko.
Wątpliwości, które wiszą nad filozofią Romy są takie: jeśli dziś Roma miałaby 26-letniego Tottiego, sprzedałaby go?
- Nie wiem, być może znalazłaby piłkarzy, które pozwoliłby ci nie sprzedać Tottiego. Tak jak w przypadku Salaha. Dziś znajdujemy się w innej sytuacji, ale rok temu... Liczby Romy są znane publicznie. Roma sprzedała Salaha, Paredesa, Ruedigera i zamknęła sezon z minus 42 mln. Nie było łatwo, musieliśmy znaleźć rozwiązania, teraz jest inaczej. Sprzedawanie zależy od nas. Sytuacja uległa zmianie, nie wiem czy całkowicie, ale bardzo. Kontynuujemy z silnymi ambicjami.
Pytanie dotyczyło też przynależności. Niektóre legendy klubowe są niezbywalne?
- Kibice kibicują piłkarzom i sukcesowi. Totti to co innego, tak jak Daniele. Jeśli powiesz kibicowi sprzedam Edina, ale wygram scudetto, wszyscy powiedzieliby "dobrze". Rozumienie swojego zespołu oznacza dla mnie również rozumienie tego. Wiesz, że oni są ostatnią rzeczą, którą możesz tknąć. Sprzedajesz samochód, sprzedajesz klejnot, ostatnią rzeczą, którą sprzedajesz jest dom twojego ojca. Wiesz jakie są priorytety. My sprzedaliśmy samochód. Dziś sprawy się zmieniły, nie znajdujemy się w idealnej sytuacji, ale w lepszej.
Myślałeś kiedykolwiek, że dokonałeś złego wyboru?
- Nigdy. Być może musiałem zrozumieć lepiej gdzie przybyłem. Jestem metodyczny i zaufałem instynktowi. Dokonałem świetnego wyboru, myślałem, że mogę powtórzyć to co w Sewilli.
Real ciebie chciał?
- Florentino nigdy do mnie nie dzwonił.
A PSG?
- Tak, ale to jest co innego. Jest jak w Anglii. Potrzebowałem miejsca, gdzie mogłem być tradycyjnym dyrektorem sportowym.
Napisane przez: abruzzi dnia 30.04.2018; 11:12