Piątek z Iskrą

Gwałt, hańba, żenada, szczyt wszystkiego i „jak mówią młodzi ludzie: masakracja”. Tylko takie coś widać było we wtorkowym meczu Ligi Mistrzów przeciwko Barcelonie. Roma wpadła jak wieprzowina w maszynkę do mielenia - zostały tylko kotlety. A jak to z mielonymi bywa, niektórym smakują bardziej, innym mniej. Szkoda, że kotlety z Romy znowu widział cały świat. Dzisiaj tekst dość łatwy do napisania, bo postanowiłem się trochę wyżyć.


Obejrzałem to feralne spotkanie z kolegami, a wśród nich byli kibice Barcelony oraz Realu. Po zobaczeniu mojej miny, wszyscy mi współczuli i klepali po plecach. Oglądanie tak „świetnie” grającej, ukochanej drużyny, jest niepojętym bólem. Miałem ochotę zniknąć i nie wracać. Najbardziej boli kiedy ktoś zabija w tobie nadzieję. Po obejrzeniu „Gran Derbi” spodziewałem się, że Barcelona nas rozjedzie, bo gra w tym momencie niesamowicie, jednak zawsze zostawała ta nadzieja, iż chłopaki powalczą na boisku. Nie było nawet tego, poza małym wyjątkiem, o którym wspomnę później. Przechodzenie Barcelony od klepania piłki, do skonstruowania akcji podbramkowej, przypomina trochę sceny z Dragon Ball-a, gdy któraś z postaci ma wielką przewagę i popisuje się szybkością. Mój wzrok nie nadążał rejestrować akcji, a piłka była już w bramce Romy.


Rozumiem, że po takich ciosach można, wtórując Wojtkowi: „Stać i bić brawo”. Wiem, że wtedy czuje się upokorzenie i nic więcej. W takich momentach pierwszą myślą jest by się poddać i wrócić do szeregu. Niestety, jeśli zostałeś piłkarzem, to musisz być bardziej odporny na takie rzeczy. Musisz produkować emocje, to twój zawód. Pamiętaj, że dla wielu ludzi jesteś kimś. Jesteś wzorem, idolem, itp. Nie możesz po prostu opuścić gardy i się popłakać. Musisz pokazać choć trochę woli walki, bo wtedy będzie mniej zawiedzionych ludzi, dzięki którym możesz zarabiać tyle milionów i jeździć Ferrari. Nie zapomnij o tym! Praktycznie u wszystkich zawodników Romy nie zauważyłem ani krzty walki. Jedynym piłkarzem, który mi się spodobał, był Iturbe. W końcu jego bieganie do upadłego było całkowicie pozytywne. Ten piłkarz grał jak w każdym meczu, jednak posiadał ten czynnik, którego zabrakło innym, nawet Nainggolanowi. Naprawdę szkoda, że temu chłopakowi nic nie wychodzi.


„Trener” Garcia powinien dostać zakaz wypowiadania się. Nie spodziewałem się, że po meczu powie, iż jego drużynę od początku czekała przegrana. Chłop po prostu wywiesił białą flagę. Myśląc stereotypowo, ciśnie się na usta: „To takie, kurwa, francuskie!” Nie pojmuję jak ktoś może zarządzać drużyną i mówić podobne dyrdymały. Przecież on musi przewodzić piłkarzami, a nie robić z nich niedołężnych ludzi. Ja na ich miejscu postrzegałbym Garcię jako wariata. Jedynym człowiekiem, który przeprosił za mecz, był Baldissoni. Rudi powinien się od niego uczyć mówić na konferencjach. Wizualizując wtorkowe odczucia, mieliśmy smakowicie wyglądające ciastko po meczu z Lazio, ale co z tego? W meczu z Barceloną okazało się, że ktoś napchał do niego gówna. Smacznego!


Garcia Benitez Enrique

 

* * *


Sabatini i jego „złote dzieci” w Romie się nie sprawdzają. Ostatnio dostaliśmy na to kolejny – który to już? – dowód. Kevin Mendez niedawno dołączył do drużyny Primavery Giallorossich. I co? I tam nie gra! Trzy miesiące, a ten młodzian zaliczył tylko jedno spotkanie. Przecież to kpina. Nie dość, że wydaje się na takich zawodników parę milionów, to są oni całkowicie bezużyteczni. Jaki jest tego sens, kiedy podobne korzyści można uzyskać, dając szansę chłopakowi z rzymskiego podwórka, który nie kosztowałby takich pieniędzy? To wie chyba tylko dyrektor sportowy Romy. Świetna robota Walter! Wszystkich nachodzi jedno pytanie: „Czy dokładając pieniądze z takiego zawodnika na wzmocnienia pierwszej drużyny, nie musielibyśmy tak cierpieć jak w ostatni wtorek?”


 

A propos „złotych dzieci” Sabatiniego, do Romy zmierza już Gerson. Oprócz tego czy wypali, zastanawiam się czy przypadkiem nie będzie tykającą bombą, która może rozwalić szatnię w każdej chwili? Boje się jego charakteru, bo jest kreowany na gwiazdę, a co gorsza, wygląda na to, że on sam uważa się za gwiazdora. Nawet jeśli nie, to w zerwaniu z takim wizerunkiem, skutecznie przeszkadza mu jego ojciec. Ostatnio udał się do władz Fluminense oraz „poprosił” aby już nie wystawiali jego syna w meczach, bo ten jest zmęczony i przytłoczony presją. Normalnie synek tatusia. Wszystko to wydaje się śmieszne, bo wywoła dokładnie odwrotny efekt do zamierzonego. Zamiast zmniejszyć presję, jeszcze ją powiększy. Gdzie tu sens? On powinien uczyć się bycia mężczyzną, wytrzymywać wszystko i grać do końca, a nie stawać się pępkiem świata. Po tej całej akcji, nabrałem trochę dystansu do młodego Brazylijczyka. Mam tylko nadzieję, że uda się sytuację trochę wyciszyć i Gerson nie przywiezie ze sobą za dużo szamba. Tego mamy już wystarczająco. "Sześć" wszystkim!

Napisane przez: SIRer dnia 27.11.2015; 20:35